fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo i Sprawiedliwość

Bartkiewicz: Piątkowy błąd PiS-u

PAP, Marcin Obara
To coś gorszego niż zbrodnia – to błąd – ten cytat z Talleyranda jak ulał pasuje do opisania piątkowych wydarzeń w Sejmie.
To prawda – obie strony politycznego sporu w Polsce zrobiły z reguł demokracji zakładnika. Blokada mównicy sejmowej i uniemożliwienie głosowania nad ustawą budżetową wykracza poza reguły obstrukcji mieszczące się w kanonie parlamentarnych praktyk. Ale wykracza też poza nie organizowanie głosowania w za ciasnej sali, przy zakneblowanej brakiem dostępu do marszałka Sejmu opozycji w warunkach, w których weryfikacja tego, czy udało się zebrać kworum, jest w praktyce niemożliwa.
 
Tyle tylko, że w tej grze opozycja ma mało do stracenia – w obecnym Sejmie jej możliwości działania zostały ograniczone do minimum. Wyłączając mikrofon i wyrzucając z sali posła Michała Szczerbę, marszałek Kuchciński odebrał jej nawet prawo do wygłaszania filipik pod adresem rządu. Jeśli dodać do tego fakt, że marszałek chce również odebrać im medialną scenę, na której mogą dawać upust niezadowoleniu z rządu, łatwo jest zrozumieć dlaczego posłowie PO, PSL i Nowoczesnej postanowili dokonać aneksji fotela marszałka Sejmu. 
 
PiS ma natomiast do stracenia dużo. Warunki działania ma bardzo komfortowe – dysponuje samodzielną większością parlamentarną, prezydentem, a 18 grudnia straci rywala w postaci prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego. W takim układzie przegłosowanie budżetu powinno być formalnością – niezależnie od tego czy poseł Szczerba opowiada coś o łagodzącej obyczaje muzyce na sejmowej mównicy, czy nie. 
 
Skuteczna polityka polega na osiąganiu możliwych do osiągnięcia celów przy pomocy dostępnych środków. PiS ma wszystkie środki ku temu, by nie robić z uchwalania budżetu wielogodzinnego politycznego teatru. Postanowił je jednak wykorzystać do zademonstrowania swojej politycznej siły (tak jakby nie dowiodły jej już ekspresowo przechodzące przez Sejm ustawy) – i przelicytował. Udało mu się w jeden wieczór zjednoczyć opozycję, dostarczyć argumentów wszystkim bolejącym nad upadkiem demokracji w Polsce, a na dodatek zirytować suwerena na tyle, że ten przez pewien czas de facto więził posłów w Sejmie.
 
To ostatnie wydaje się dla PiS najgroźniejsze. Bo choć przy polityce prowadzonej na ulicach to rząd dysponuje siłą, której może legalnie użyć, to jednak właśnie dla tego odium za wszystko, co się na tej ulicy stanie, spadnie właśnie na rząd.   
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA