fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Najtrudniejszy wybór Dudy

Prezydent Andrzej Duda
PAP/Leszek Szymański
Prezydent chce jak najszybciej zamknąć rozdział swej prezydentury naznaczony konfliktem o Trybunał. Trudno mu się dziwić – utracił w nim sporą część autorytetu.

Tłumacząc się w poniedziałek z podpisania kontrowersyjnej nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym autorstwa PiS, prezydent próbował bagatelizować jej znaczenie.

– Polacy oczekują spokoju i tego, że skoro podjęli decyzję w wyborach prezydenckich i parlamentarnych, to programy, które zostały wtedy zgłoszone, będą realizowane. Ludzie w Polsce podejmują decyzję mądrze i oczekują przeprowadzenia dobrych zmian. Wierzę, że nadchodzący rok będzie rokiem zmian – oświadczył, zapowiadając obniżenie wieku emerytalnego, podniesienie kwoty wolnej od podatku i wypłatę 500 zł na dziecko.

Prezydent próbuje uciec do przodu, bo trwający od ponad miesiąca konflikt o Trybunał kosztował go politycznie bardzo dużo, najwięcej z całego obozu władzy.

Według kryzysowej narracji prezydenta dla Polaków konflikt o TK ma być abstrakcyjny, a przez to nieważny, przywileje socjalne zaś – uchwytne, więc istotniejsze.

Badania pokazują jednak, że wojna o Trybunał jest dla wielu Polaków ważniejsza od socjalnych benefitów oraz że PiS pospołu z prezydentem są najczęściej wskazywani jako odpowiedzialni za tę awanturę. W tej sytuacji nie ma się co dziwić, że drastycznie spadają słupki poparcia prezydenta.

Andrzej Duda przekroczył Rubikon, gdy na początku grudnia pod osłoną nocy zaprzysiągł sędziów Trybunału Konstytucyjnego wskazanych przez PiS w miejsce „unieważnionych" wcześniej prawników wybranych za czasów Platformy.

Nieoficjalnie wiadomo, że prezydent długo się wahał, bo zdawał sobie sprawę, że cała operacja jest prawnie wątpliwa i niesie za sobą ogromne konsekwencje polityczne. Uległ jednak presji Jarosława Kaczyńskiego i w konflikcie o Trybunał jednoznacznie stanął po stronie PiS, a poniedziałkowe podpisanie nowelizacji ustawy o TK jest tego naturalnym finałem.

Podejmując takie decyzje, Andrzej Duda de facto odmówił wykonania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że prezydent powinien zaprzysiąc trzech sędziów z pięciu wybranych za czasów Platformy, czego nie zrobił i zrobić nie zamierza.

Opozycja już grozi, że gdy dojdzie do władzy, to postawi Dudę przed Trybunałem Stanu. Oczywiście to na razie mrzonki, ale faktem jest, że prezydenta najłatwiej będzie pociągnąć do odpowiedzialności konstytucyjnej w razie zmiany władzy.

Prezydent jest wciąż politykiem na dorobku. Nie błysnął jeszcze niczym oryginalnym ani na arenie krajowej, ani zagranicznej. Z jednej strony nie mógł w konflikcie o TK pozwolić sobie na niezależność, bo wciąż ma zbyt słabą pozycję polityczną we własnym obozie.

Z drugiej jednak strony prezydent po prostu jest lojalny wobec Kaczyńskiego, podziela jego diagnozy dotyczące polskich patologii i popiera recepty na nie. Trzeba o tym pamiętać, oceniając decyzje Dudy w sporze o Trybunał Konstytucyjny. Oczekiwanie opozycji i kręgów niechętnych PiS, że Duda będzie sypał piach w tryby „machiny Kaczyńskiego", było naiwne.

Paradoksalnie jednak dziś, gdy swym podpisem prezydent de facto zawiesił kontrolę ustaw autorstwa PiS przez Trybunał Konstytucyjny, sam postawił siebie w jeszcze trudniejszej sytuacji. Stał się ostatnim strażnikiem konstytucji, będąc wciąż mentalnie działaczem PiS. Na dłuższą metę pogodzić się tego nie da.

Prezydent będzie musiał wybrać, i będzie to najtrudniejszy wybór w całym jego politycznym życiu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA