fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Bébé Le Pen uwodzi Francuzów

Jordan Bardella i Marine Le Pen, która dała mu wielką szansę
AFP
23-latek z podparyskich blokowisk bije w sondażach byłą minister ds. europejskich. Skrajna prawica znów jest na fali.

Front Narodowy (dziś Zjednoczenie Narodowe, ZN) wygrał już wybory do europarlamentu w 2014 r., uzyskując niemal 25 proc. wobec 21 proc. dla gaullistowskiej Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP). Ale od tego czasu Emmanuel Macron zdobył Pałac Prezydencki pod hasłem zacieśnienia integracji europejskiej, podobnie jak jego ruch En Marche! (EM) z takim samym programem przejął bezwzględną większość w Zgromadzeniu Narodowym. Powtórna wygrana w wyborach europejskich skrajnej prawicy oznaczałaby więc złamanie tej dynamiki i niezwykły sukces dla Le Pen.

Kilka dni temu sondaż Ifop dla „Paris Match" po raz pierwszy pokazał, że to możliwe. ZN uzyskuje w nim 22,5 proc. głosów, minimalnie więcej niż EM (22 proc.).

W tej rozgrywce Marine Le Pen postawiła na ryzykowną taktykę. Ustąpiła pierwsze miejsce na listach Jordanowi Bardelli, który rzucił studia geograficzne na paryskiej Sorbonie, aby w pełni zaangażować się w karierę partyjną. Liderka partii nagrodziła go za to spektakularną karierą. Wywodzący się z podparyskich blokowisk chłopak został szefem struktur ugrupowania w Seine-Saint-Denis, położonym na północ od stolicy departamencie z największą liczbą muzułmańskich imigrantów w kraju, ale też poważnymi problemami socjalnymi. Rok temu Bardella, z pochodzenia Włoch utrzymujący kontakty z liderem Ligi Matteo Salvinim, został z kolei liderem Generation Nation, młodzieżówki partii.

W wyborach europejskich Macron postawił na polityka, który jest zupełną odwrotnością młodego działacza nacjonalistów. Nathalie Loiseau, do tej pory minister ds. europejskich, a wcześniej przez 20 lat zawodowa dyplomatka i dyrektor prestiżowej Narodowej Szkoły Administracji ENA (którą prezydent właśnie postanowił rozwiązać), jest absolwentką najlepszych szkół i całe życie obracała się w elicie kraju.

– Nie jestem pewien, czy to był najlepszy wybór. Loiseau sprawia wrażenie osoby bardzo chłodnej, wyrachowanej. Trudno będzie jej wyjść poza twardy elektorat macronistów – mówi „Rzeczpospolitej" Dominique Moisi, założyciel Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (IFRI).

Najnowszy sondaż dla „Le Figaro" pokazuje, że Loiseau zaskarbiła sobie sympatię tylko 25 proc. Francuzów. Co prawda 90 proc. zwolenników „En Marche" uważa, że wypromuje w Brukseli i Strasburgu „nowe idee europejskie", ale już tylko 35 proc. ogółu Francuzów tak sądzi.

Macron postawił na Loiseau, kojarzoną z byłym gaullistowskim premierem Alainem Juppe'em, aby zmylić wyborców i osłabić Republikanów, ugrupowanie tradycyjnej prawicy. Ale dziś Francja jest zupełnie inna niż wtedy, gdy obecny przywódca państwa doszedł do władzy. Ruch „żółtych kamizelek" pokazał głęboką polaryzację społeczeństwa i bunt przeciwko temu, którego określa się mianem „prezydenta bogatych".

W takim układzie Bardella wydaje się dobrym wyborem, aby skanalizować tę frustrację. Zamiast tradycyjnych haseł walki z imigracją młody działacz buduje kampanię na walce z pauperyzacją kraju.

– Filarami, na których opiera się macronizm, jest deklasacja i pozbawienia własności. Francuzi mają wrażenie, że są pozbawiani dziedzictwa materialnego i niematerialnego – tłumaczył „Le Point".

Wnuczka założyciela Frontu Narodowego Jeana-Marie Le Pena, Marion Marechal, głęboko wierząca katoliczka, stawia na powrót do tradycyjnych wartości. Ale Bardella – którego nazywa się „bébé Le Pen" (dzidziuś Le Pen), bo jest tak wierny wskazaniom liderki Marine Le Pen – nie chce iść tą drogą. Pytany, czy Notre Dame jest symbolem chrześcijańskich korzeni kraju, odciął się od takiej interpretacji. Dla niego katedra, którą kilka dni temu poważnie zniszczył pożar, jest „najpiękniejszą realizacją ludzkości", ale nie ucieleśnieniem wiary. To byłaby najwyraźniej zbyt zawężająca interpretacja, która mogłaby zniechęcić część wyborców.

Z podobnego powodu Bardella wycofał się z postulatu wyprowadzenia kraju ze strefy euro i w ogóle Unii, gdy okazało się, że nie chce tego większość Francuzów.

– Jesteśmy pragmatykami, nie ideologami jak nasi konkurenci – tłumaczy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA