fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Litewski historyk: atak na antyradzieckie podziemie bez dowodów

Wikimedia Commons, GFDL
Autorka zakazanej książki przemawiała jak rosyjski MSZ - znany profesor historii Alvydas Nikžentaitis reaguje na tekst z rp.pl. Autorka sama dziś przyznała, że mówiła nieprawdę.

Chodzi o tekst „Czego nie można mówić na Litwie”, który ukazał się na rp.pl. kilka godzin temu. Opisuje on ostre reakcje w związku z podważeniem przez Rutę Vanagaite bohaterstwa jednego z przywódców litewskiego antykomunistycznego podziemia Adolfasa Ramanauskasa (pseudonim Vanagas) i to w czasie, gdy Sejm Litwy chciał 2018 ogłosił rokiem jego imienia. Na dodatek Vanagaite jest autorką książki o udziale Litwinów w Holokauście, która w zeszłym roku wywołała burzę w jej ojczyźnie. Na wycofywanie książek Vanagaite z księgarń ostro z kolei zareagował Europejski Kongres Żydów i w krytycznym tonie piszą o tym media zagraniczne, w tym izraelskie.

- Sprawa antykomunistycznego podziemia i Ramanauskasa jest skomplikowana. Mamy do czynienia nie z normalną historią, lecz mitem narodowym. Krytykując takie mity trzeba mieć dowody. Pani Vanagaite zaś nie dysponowała żadnymi dowodami historycznymi – podkreśla prof. Alvydas Nikžentaitis, który zgłosił się do rp.pl po przeczytaniu naszego tekstu.

A Vanagaite powiedziała w zeszłym tygodniu w telewizji publicznej LRT, że znalazła w archiwach KGB dokumenty świadczące, że wbrew temu, co się głosi, po schwytaniu przez KGB w 1956 roku zdradził on współtowarzyszy i dokonał samobójstwa. I najprawdopodobniej nie był torturowany przez sowiecką bezpiekę. Czyli nie był jednoznacznie bohaterem.

Sama Vanagaite dziś po południu przeprosiła za skandal, który wywołała, w szczególności córkę dowódcy partyzantów. Przesłała list do czołowych portali litewskich, w którym przyznaje się do kłamstwa.

Nie jest prawdą, że Ramanauskas nie był torturowany – napisała, podkreślając, że uświadomiła to sobie po wyjaśnieniach historyka Dariusa Juodisa, które ukazały się w piątek rano na portalu Delfi.lt. Wyraziła też nadzieję, że dyskusja o trudnych problemach historycznych będzie się odbywała bez cenzury i samocenzury oraz że kiedyś będzie mogła poznać wszystkie dokumenty z utajnionych archiwów KGB i NKWD.

- Trzeba też zrozumieć kontekst, w jakim się to wszystko odbywa. Kilka tygodni temu MSZ Rosji ostro skrytykowało pojawienie się na stronach NATO pozytywnego materiału o „Leśnych braciach” [partyzantce antykomunistycznej w państwach bałtyckich w latach 40. i 50. - red.]. Vanagaite zastosowała retorykę rosyjskiej MSZ, wielu miało takie skojarzenia – dodaje prof. Alvydas Nikžentaitis.

Jego zdaniem temat litewskiej odpowiedzialności za mordowanie Żydów nie był tabu. O udział w zabijaniu w getcie w Druskiennikach oskarżany był i Ramanauskas, ale jak podkreśla historyk, już dekadę temu zarzuty zostały odrzucone.

Rutę Vanagaite skrytykował najostrzej, w tekście w opublikowanym tydzień temu na portalu Delfi.lt najważniejszy konserwatywny polityk, pierwszy przywódca Litwy po odzyskaniu przez nią niepodległości Vytautas Landsbergis. Nazwał ją „panią Duszanską” - nawiązując do Nachama Duszanskiego, oficera KGB, który uchodzi za wcielenie najgorszego oprawcy bohaterów litewskiego podziemia. Uczestniczył też w aresztowaniu i przesłuchaniach Ramanauskasa. Duszanski zmarł w 2008 roku w Izraelu.

Co ważne rodzina Landsbergisa ukrywała w czasie wojny Żydów, jego matka, Ona Landsbergiene została za to pośmiertnie nagrodzona medalem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Najdotkliwszą konsekwencją było opublikowane kilka dni temu oświadczenie wydawnictwa Alma Littera, która publikuje książki Ruty Vanagaite. Wydawnictwo uznało, że jej wypowiedź była nie do przyjęcia. I zerwało z nią współpracę i – co najważniejsze – zapowiedziało wycofanie ostatniej książki ze sprzedaży.

Tekst na rp.pl wywołał też emocje wśród litewskich emigrantów. Oskarżenie o „powielanie KGB-owskich kłamstw” dotarło m.in. z Toronto.  

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA