fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Amerykanie są bardziej surowi dla Boeinga

AFP
Steve Dickson, były pilot linii lotniczej Delta, który został wybrany na prezesa Federalnej Agencji Lotnictwa (FAA), nie pozostawia cienia wątpliwości co do tego, jak będzie traktować Boeinga. Delikatnie daje także do zrozumienia, że jego głównym celem jest teraz odzyskanie wiarygodności samej FAA.

Zapytany na kiedy szacuje potencjalny termin powrotu MAXów do operacji Dickson odpowiedział, że żaden taki harmonogram nie istnieje: — W żadnym wypadku nie pozwolimy na to, aby MAXy wróciły do operacji, dopóki nie będę miał absolutnej pewności, że jest to bezpieczne. Po prostu śledzimy wszystkie wydarzenia z tym związane i zanim zgodzimy się na powrót tych maszyn do latania z pasażerami, musimy być pewni, że zostały wykorzystane wszystkie możliwe technologie do naprawy samolotu, a piloci przeszli niezbędne szkolenia — mówił Dickson 12 sierpnia podczas uroczystości zaprzysiężenia w Departamencie Transportu. 

Z kolei z informacji przekazywanych przez Boeinga, który chciałby widzieć MAXy latające z pasażerami jak najszybciej, wszystkie zmiany mają zostać zaprezentowane regulatorom jeszcze we wrześniu. Tak, żeby maszyna mogła stać się operacyjna na początku 4. kwartału. FAA wyraźnie się nie spieszy. Już teraz informuje, że procedury potrwają przynajmniej kilka tygodni, po czym regulatorzy określą, jakie nowe szkolenia muszą przejść piloci, co zajmie kolejnych kilka tygodni i dopiero po ich ukończeniu zostanie ustalony termin powrotu.

Wcześniej wątpliwości budziła niezależność amerykańskiej agencji. Steve Dickson zapytany, jak ją widzi w sytuacji, kiedy on sam jest zaangażowany w amerykańskiej branży lotniczej, odpowiedział: —Musi być konsensus korzystny dla wszystkich. Dlatego zawsze chętnie podzielę się wszelkimi informacjami. Tyle że ostatecznie to FAA właśnie, a nie nikt inny i nie pod jakimkolwiek wpływem podejmie ostateczną decyzję o powrocie tych maszyn z uziemienia. Nikt mnie nie przekona, dopóki ja sam się nie przekonam. Pasażerowie muszą być pewni, że MAXy są bezpieczne i to jest mój priorytet.

Steve Dickson przepracował 27 lat jako pilot i instruktor w amerykańskich liniach lotniczych Delta 27 lat i doszedł tam do stanowiska wiceprezesa odpowiedzialnego za operacje lotnicze. Na emeryturę odszedł w 2018 roku. Ostatecznie na szefa FAA został wybrany stosunkiem głosów 52:40, co jest ewenementem w historii tej instytucji. Dickson ma jednak na swoim koncie nieciekawy epizod, kiedy jako szef pilotów Delty ukarał i zwolnił z pracy pilotkę, która zgłosiła do niego swoje obawy co do niektórych zasad bezpieczeństwa lotów. 

Steve Dickson będzie musiał jeszcze uporać się z wiarygodnością samej agencji, która — jak się okazało — udzieliła Boeingowi zbyt daleko posuniętych kompetencji w certyfikacji B737MAX, w tym wyraziła zgodę na ograniczenie czasu szkolenia pilotów, co potem zaowocowało dwoma katastrofami — Ethiopian Airlines i Lion Air. Ich kapitanowie nie potrafili uporać się z działalnością systemu stabilizacji lotu MCAS i uporczywym podnoszeniem nosa maszyn w górę, co okazało się bezpośrednią przyczyną obu katastrof. Ellen Chao, minister transportu USA nie pozostawiła żadnych wątpliwości, że problem wiarygodności FAA nie został jeszcze wyjaśniony.

Przy tym nie był on jedynym kandydatem administracji Republikanów, tuż po uziemieniu MAXów 13 marca 2019 prezydent Donald Trump wytypował na to stanowisko swojego pilota, Johna Dunkina. Ale ta kandydatura szybko wypadła z obiegu.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA