fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kukiz'15

Oburzeni na Kukiza się aktywizują

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Stowarzyszenie „Oburzeni” ma bliźniaczy program do ruchu Kukiz’15 i planuje wystartować w wyborach samorządowych. Tworzą je w 90 proc. ludzie zaangażowani niegdyś w ruch Pawła Kukiza, do którego dziś mają żal.

Miesiąc po wyborach parlamentarnych odbyło się spotkanie założycielskie stowarzyszenia „Oburzeni”, podczas którego zapadła decyzja o zwarciu szyków i starcie w wyborach. Nowy projekt ma koordynatorów w każdym województwie - jego lider uważa, że trzeba zbudować struktury i nie wyklucza połączenia sił z innymi organizacjami samorządowymi. Po cichu liczy też, że wybory odbędą się już w tym roku, powołując się na zapowiedzi Prawa i Sprawiedliwości.

Członkowie ugrupowania to w 90 proc. osoby, które zaangażowały się w ruch Pawła Kukiza, nie dostały się do Sejmu a teraz uważają, że zostały potraktowane nieuczciwie. – Kukiz sprzeniewierzył się idei oddolności – mówi wiceprzewodniczący stowarzyszenia Marek Ciesielczyk, który przedstawia się jako wieloletni aktywista wprowadzenia JOW-ów.

Zaangażowani w nową inicjatywę uważają, że listy wyborcze były ustalane z pominięciem komisji w okręgach, a na „jedynkach” znaleźli się inni ludzie, niż ci pierwotnie wskazywani przez okręgowe zespoły. - Sposób wyłaniania list miał być oddolny, a było odwrotnie – mówi Ciesielczyk. - Nie chodzi o to, że ktoś znalazł się na jakimś miejscu, a chciał na wyższym. Nieuczciwe były reguły gry, które były ustalane za naszymi plecami – dodaje. Według niego za wybór kandydatów na listy w Małopolsce odpowiadał Dariusz Pitaś, który obecnie jest dyrektorem biura klubu poselskiego Kukiz'15. Ten stanowczo zaprzecza. - Próba uczynienia mnie odpowiedzialnym za skład list jest naciąganiem rzeczywistości – mówi nam prawa ręka Kukiza.

Stowarzyszenie chce żeby ich listy wyborcze tworzyli uczestnicy ruchu w danym okręgu, w pełni oddolnie, tak by znalazły się na nich osoby cieszące się lokalnym zaufaniem. Aktualnie trwa proces selekcjonowania kandydatów, którzy wystartują w wyborach samorządowych, co jest priorytetowym celem. - Rozmawiamy z ludźmi, którzy coś udowodnili, uzyskali ponad tysiąc głosów, ale nie dostali się do Sejmu z list Kukiz’15 – mówi Ciesielczyk. - Wybory samorządowe różnią się od parlamentarnych, bo w nich liczą się bardziej ludzie niż partie. Jak uda nam się stworzyć mocne listy, możemy stać się silnym graczem na scenie politycznej - dodaje.

Tak samo jak ruch Kukiz’15, „Oburzeni” są zwolennikami zmiany ordynacji wyborczej na jednomandatowe okręgi wyborcze. Postulują reformę wymiaru sprawiedliwości, chcą również żeby wyniki referendów były dla władzy wiążące, a zarządzane, po zebraniu przez obywateli ustalonej ustawowo liczby podpisów. Ugrupowanie chce także walczyć o odpolitycznienie mediów, o czym ostatnio wiele się mówi. Ciekawie wygląda zapis, który znajduje się na stronie internetowej stowarzyszenia. Według niego kandydaci z list będą składać w trybie artykułów 919-921 kodeksu cywilnego przyrzeczenie publiczne i jeśli nie będą wywiązywać się z obietnic wyborczych, będą zmuszeni wypłacać wyborcom astronomiczne odszkodowania.

Ciesielczyk ma nadzieję, że będzie możliwe połączenie sił z inną konkurencją ruchu muzyka – JOW Bezpartyjnymi, ugrupowaniem, które składa się z osób współpracujących z Kukizem w kampanii prezydenckiej. – Nic na ten temat nie wiem. Do wyborów jest jeszcze dużo czasu – mówi nam ówczesny szef sztabu wyborczego muzyka, Patryk Hałaczkiewicz.

W ruchu Kukiz’15 usłyszeliśmy natomiast, że celem „Oburzonych” jest budowanie własnej pozycji na konflikcie, co ma dać efekt w postaci większego szumu medialnego wokół stowarzyszenia.

Zobacz także:

Nieoczekiwany zwrot w sprawie Trybunału Konstytucyjnego

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA