fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Duchowni na celowniku białoruskich służb

AFP
Reżim zabija i zamyka przeciwników w więzieniach. Pozostało tylko aresztować księży i zamknąć kościoły.

Niespełna 200 kilometrów na wschód od Warszawy reżim Aleksandra Łukaszenki cofa kraj do czasów, gdy duchowni bardzo starannie musieli dobierać słowa, by nie trafić pod walec represji. Każde wypowiedziane podczas kazania lub opublikowane w sieci słowo może się skończyć przesłuchaniem i sprawą karną. O tym, że sytuacja jest bezprecedensowa, świadczy apel, który katoliccy biskupi na Białorusi wystosowali do wiernych w środę.

„Nasza Ojczyzna już czwarty miesiąc znajduje się w stanie niewyobrażalnego dotychczas kryzysu społeczno-politycznego. Przemoc wciąż trwa, wciąż przelewa się krew, społeczeństwo jest podzielone. To nie wróży nam szczęśliwej przyszłości" – czytamy w oświadczeniu biskupów Kościoła rzymskokatolickiego na Białorusi. Odwołują się do kazania papieża Franciszka z 13 września, w którym zwracał się do władz różnych państw, by „słuchały głosu swoich obywateli". Kościół apeluje do wiernych o modlitwę i solidarność.

Katolicy na Białorusi to niespełna 15 proc. społeczeństwa, ale po brutalnych pacyfikacjach (torturach i zabójstwach) powyborczych protestów głos katolickiego duchowieństwa brzmi najgłośniej. Ofiarą reżimu pierwszy padł zwierzchnik białoruskiego Kościoła arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz, któremu anulowano białoruski paszport i nie wpuszczono do kraju, gdy wracał z Polski 31 sierpnia. Jego obowiązki przejął w kraju biskup Juryj Kasabucki, który często zabiera głos i odnosi się do represji, stając po stronie prześladowanych, bitych i więzionych. Przez to niedawno został przesłuchany w Komitecie Śledczym.

„Nie wykluczam, że już niedługo do grona ludzi, którzy siedzą za kratami, dołączą duchowni czy biskup. Represje trwają, przesłuchania trwają i możliwe, że wobec mnie zostanie wszczęte postępowanie karne i wobec ojca Sergija. Jestem gotowy" – napisał biskup Kasabucki we wtorek wieczorem na swoim profilu na Facebooku.

Chodzi o ojca Sergija Lepina, rzecznika Białoruskiej Prawosławnej Cerkwi patriarchatu moskiewskiego. Dominującej w kraju Łukaszenki, gdyż prawosławie wyznaje ponad 80 proc. Białorusinów. Był jedynym wysokiej rangi przedstawicielem Cerkwi, który zabrał głos i potępił niedawne zabójstwo 31-letniego malarza Romana Bandarenki. Podobnie jak biskup Kasabucki aktywnie udziela się też na Facebooku, w nieco mniej bezpośredni sposób komentuje białoruską rzeczywistość cytatami z Ewangelii.

Próbuje ratować wizerunek Cerkwi, ale sytuacja w lokalnym prawosławiu jest bardziej skomplikowana niż w Kościele katolickim. Zwłaszcza że są też tacy duchowni w Cerkwi, którzy winę za represje w kraju przekładają na protestujących.

Białoruskie media obiegło w czwartek nagranie ze spotkania duchownych i zakonnic w mińskim żeńskim klasztorze św. Elżbiety z przeorem protojerejem Andrejem Lemiaszonkiem. Jedna z zakonnic podeszła do mikrofonu i opowiedziała historię kobiety, której syn został brutalnie pobity przez milicję i trafił do szpitala. Gdy próbowała porównać oprawców do św. Pawła, który przed poznaniem Chrystusa niegdyś prześladował chrześcijan, przeor przerwał monolog kobiety.

– Nie trzeba porównywać chrześcijan do nielegalnych manifestacji. Droga moja, metropolita powiedział nie chodzić na żadne protesty. Ta matka powinna się kajać, że nie wychowała syna – powiedział.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA