fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Parafie chcą budować farmy fotowoltaiczne

Panele fotowoltaiczne to coraz częstszy widok na domach jednorodzinnych. Energię ze słońca chcą pozyskiwać także parafie
123 rf
Parafie w całej Polsce chcą budować farmy fotowoltaiczne. Oprócz prądu pozyskają... wełnę i mięso.

„Wiemy, że technologia oparta na spalaniu silnie zanieczyszczających paliw kopalnych, zwłaszcza węgla, ale także ropy naftowej, a w mniejszym stopniu gazu, powinna być stopniowo zastąpiona" – pisał niedawno w encyklice „Laudato si" papież Franciszek i apelował, by „wykorzystać odnawialne źródła energii".

Wygląda na to, że słowa papieża na serio potraktował Kościół nad Wisłą. Już ponad 400 parafii rzymskokatolickich na tzw. ścianie wschodniej, głównie na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie oraz Podlasiu, chce pozyskiwać energię elektryczną ze słońca.

– Bóg dał człowiekowi takie możliwości. Grzechem byłoby z tego nie skorzystać – mówi „Rzeczpospolitej" Kazimierz Jaworski, były senator PiS, prezes spółki Sieć Parków Energii Słonecznej (SPES), która namawia biskupów i proboszczów na budowę farm fotowoltaicznych.

W listopadzie ub. roku były senator namówił m.in. biskupów diecezji ełckiej, drohiczyńskiej, białostockiej i łomżyńskiej do zawarcia porozumienia w sprawie zakładania elektrowni słonecznych. Namówił do tego także kilkadziesiąt parafii z archidiecezji przemyskiej, diecezji sandomierskiej, rzeszowskiej i tarnowskiej.

– Parafie na tych terenach są małe, wiele osób wyjechało za granicę, pozamykano szkoły, księżom coraz trudniej jest utrzymać zabytkowe kościoły. Brakuje na oświetlenie, ogrzanie. Fotowoltaika pozwoli im zapomnieć o problemach –przekonuje prezes SPES.

Byłemu senatorowi udało się już namówić do współpracy ponad 400 parafii. Proboszczowie powołują spółki celowe, które mają zajmować się wyłącznie energetyką. Część z nich rozpoczęła już prace związane z uzyskaniem pozwoleń na budowę.

– Jest takie przekonanie, że parafia to żyła złota. Ksiądz ma pieniądze, bo ludzie dają. Dają, jak mają, a u nas na Podkarpaciu nie jest tak różowo – mówi „Rzeczpospolitej" ks. Jan Kuc, proboszcz w Grodzisku Dolnym na Podkarpaciu. – Przed zapłaceniem rachunków, inwestycjami i remontami nie uciekniemy. A skoro są możliwości, by pozyskać energię ze słońca, to trzeba to zrobić.

– Wielkość farmy zależna jest od potrzeb konkretnej parafii, terenu, a także jej zasobów finansowych – wyjaśnia Jaworski. – Przewidujemy, że farmy będą miały moc od 100 do 200 kW.

Instalacja o mocy 100 kW w ciągu roku jest w stanie wyprodukować do 100 megawatogodzin (MWh) energii. A parafie w Polsce – w zależności od regionu – zużywają średnio od 10 do 400 MWh. Według wyliczeń SPES instalacje o mocy od 100 do 200 kW pozwolą na zabezpieczenie potrzeb własnych parafii, a w wielu przypadkach także odsprzedaż nadwyżek.

Tak robi np. parafia w Jaworznie (diecezja sosnowiecka), gdzie panele na dachu kościoła zamontowano pięć lat temu. Latem odsprzedaje ona nadwyżki do zakładu energetycznego, a pieniądze odkłada na specjalne konto. Zimą, gdy panele nie produkują wystarczającej ilości energii, ksiądz dopłaca do rachunków z tego, co odłożył.

Instalację fotowoltaiczną zamontowano także na dachu kościoła św. Franciszka w Sosnowcu oraz św. Floriana w tym mieście.

Na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie oraz Podlasiu instalacje będą głównie naziemne. Tamtejsze parafie dysponują bowiem gruntami o najniższej klasie (IVa, IVb, V i VI), których użytkowanie jest nieopłacalne.

– Alternatywą jest właśnie fotowoltaika. Grunty nie będą leżały odłogiem. Będzie z nich pożytek – mówi Jaworski i dodaje, że chciałby, żeby między elementami instalacji przechadzały się owce. – Nie byłoby problemu z koszeniem trawy, można byłoby pozyskać wełnę, a także mięso jagnięce.

W spółkach parafialnych jego firma ma kilkuprocentowe udziały. Oznacza to, że częścią ewentualnych zysków ze sprzedaży prądu parafie będą się musiały podzielić z byłym senatorem.

– Instalacje są wprawdzie bezobsługowe, ale zdarzają się awarie. Ktoś musi je usunąć. Proboszczowie nie mają do tego głowy, więc musi być ktoś, kto to opanuje – wyjaśnia Jaworski.

Nic złego w tym, że były senator ma udziały w parafialnych spółkach, nie widzi ks. Kuc. Jego zdaniem, gdyby nie powstanie SPES, projekty nie ruszyłyby z miejsca.

– Proboszcz z wiejskiej parafii, który uczy w szkole, ma obowiązki duszpasterskie, często jest jeszcze kierownikiem budowy i gospodynią, nie ma czasu, by zajmować się przygotowaniem dokumentacji, szukaniem źródeł finansowania. Musi robić to ktoś z zewnątrz – wyjaśnia.

Kapłan zwraca też uwagę na to, że tego typu działania mobilizują lokalne społeczności. – Ludzie widzą, że coś się dzieje, coś się udaje, i chętniej uczestniczą w takich przedsięwzięciach – mówi. – Kościół zawsze niósł kaganek oświaty. I tak jest w tym przypadku.

Energią słoneczną zainteresowane są także parafie na Mazowszu. Kilka dni temu spotkanie w tej sprawie zorganizowała dla proboszczów diecezja radomska. Do 26 września można bowiem składać wnioski o dofinansowanie z funduszy UE na pompy ciepła z instalacją geotermalną, kotły centralnego ogrzewania na biomasę oraz instalacje fotowoltaiczne.

Wstępne zainteresowanie wyraziło dziesięć podmiotów, w tym m.in. diecezjalny Caritas, który pompy ciepła i panele fotowoltaiczne chciałby zainstalować w domu dziecka w Jasieńcu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA