fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Bielecki: Brexit, lekcja dla każdego

AFP
Po trzech latach jałowych dyskusji w Londynie zrozumiano, jak ważna jest Unia Europejska. Teraz Bruksela musi zrozumieć, że ludzie nie chcą nadmiernej władzy anonimowych eurokratów.

Żaden kraj Unii Europejskiej nie jest tak przygotowany do pójścia własną drogą jak Wielka Brytania. Położona na wyspach, z międzynarodowym językiem, piątą gospodarką świata i bronią jądrową, nigdy nie została złamana nazistowską okupacją.

A jednak trzy i pół roku po referendum, które wygrali zwolennicy brexitu, Zjednoczone Królestwo nie tylko ma rozwód wciąż przed sobą, ale też może się z niego w ogóle wycofać. Tak się stanie, jeśli przedterminowe wybory w grudniu wygra koalicja ugrupowań wspierających integrację: laburzystów, liberałów i szkockich nacjonalistów.

Bo też przez 44 lata członkostwa w Unii dumna Brytania nasiąkła zwyczajami z kontynentu w znacznie większym stopniu, niż była tego świadoma. W czasie niekończących się rokowań z Brukselą okazało się, że to integracja jest podstawą pokoju w Irlandii Północnej. Wyszło też na jaw, że przynajmniej połowa Szkotów czuje się bardziej związana ze zjednoczoną Europą niż z Anglią i woli niezależność od odcięcia więzów z kontynentem. Z powodu perspektywy rozwodu zaniepokojone o swoją przyszłość jest londyńskie City – największe centrum finansowe Europy. A zagraniczni inwestorzy, którzy niegdyś postawili na przyjazne biznesowi rozwiązania na Wyspach, obawiają się, że w razie przywrócenia ceł i kontroli na granicach przestaną być konkurencyjni na kontynentalnym rynku.

Brytyjskie doświadczenie powinno być także lekcją dla Europy. Niezależnie od wyniku wyborów i ewentualnego referendum jest przecież jasne, że około połowy ludności Królestwa nie chce, aby anonimowi eurokraci decydowali w niejasnych procedurach o kluczowych dla ich państwa sprawach: polityce migracyjnej, obronności, kwestiach ustrojowych czy normach socjalnych.

Jeśli w grudniu Brytyjczycy rzeczywiście postawią na proeuropejski rząd, nie może być i nie będzie to powrót do stanu z 2016 r. Raczej zaproszenie do ułożenia stosunków między Brukselą a Wielką Brytanią – i szerzej, wszystkimi krajami członkowskimi – na nowych zasadach, w których suwerenne parlamenty narodowe mają zdecydowanie ważniejszy niż dziś, o ile wręcz nie decydujący, głos w sprawie przyszłego kierunku integracji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA