fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Internet

Nowy projekt ustawy o ochronie wolności słowa: Fake news będzie zwalczany przez ślepy pozew

Ministerstwo sprawiedliwości
Ministerstwo sprawiedliwości
Fotorzepa / Andrzej Bogacz
Ma powstać specjalny sąd. Pojawią się też milionowe kary. Takie rozwiązania mają uderzyć w hejterów.

Jak walczyć z fake newsami i obraźliwymi treściami w internecie? Ministerstwo Sprawiedliwości już wie. Ma gotowy projekt ustawy o ochronie wolności słowa. Chodzi o skuteczną walkę z fake newsami. Nie tylko jednak.

Pod ochroną sądu

Zgodnie z projektem serwisy społecznościowe nie będą mogły usuwać treści ani blokować kont użytkowników, jeśli treści na nich zamieszczane nie naruszają polskiego prawa.

W razie usunięcia treści lub zablokowania konta użytkownik będzie mógł złożyć skargę do serwisu. Ten będzie miał 24 godziny na jej rozpatrzenie. Niezadowolony z rozstrzygnięcia użytkownik będzie mógł zwrócić się do serwisu o przywrócenie dostępu, a w razie nieuwzględnienia tego – do sądu.

A co z treściami bezprawnymi?

Otóż po otrzymaniu skargi na bezprawną, w tym naruszającą dobra osobiste treść serwis musi ją rozpatrzyć w ciągu doby. Jeśli tego nie zrobi, głos zabierze sąd. W przypadkach zaskarżenia decyzji portalu do sądu, wyda on rozstrzygnięcie w ciągu siedmiu dni. W celu zapewnienia sprawności nowej szybkiej procedury ustawa przewiduje utworzenie w jednym z sądów okręgowych sądu ochrony wolności słowa na wzór niedawno utworzonych sądów własności intelektualnej.

Postępowanie sądowe ma być prowadzone wyłącznie elektronicznie. Serwis po skierowaniu wniosku przez użytkownika ma przekazywać zabezpieczone materiały do sprawy oraz stanowiska uczestników.

Prawomocne postanowienie sądu ma być natychmiastowo wykonalne. W razie niewykonania orzeczenia oraz w przypadku innych naruszeń z ustawy, np. braku ustanowienia pełnomocnika czy braku raportowania sprawozdań, serwis może zostać ponieść karę administracyjną nałożoną przez Urząd Komunikacji Elektronicznej – do 8 mln zł.

Specjalny pozew

W polskim prawie ma się pojawić także nowa instytucja: ślepy pozew. John Doe lawsuit funkcjonuje od lat z powodzeniem w procesie amerykańskim. Na czym ma polegać w polskiej ustawie?

Powód, którego dobra osobiste zostaną naruszone przez nieznaną mu osobę, będzie mógł złożyć pozew o ochronę dóbr osobistych bez wskazania danych pozwanego. Wystarczy podać adres URL zasobu danych internetowych, na którym zostały opublikowane obraźliwe treści, daty i godziny publikacji oraz nazwy profilu lub loginu użytkownika. Jeśli sąd oceni, że coś jest na rzeczy (sprawa nie jest oczywiście bezzasadna), wystąpi do portalu o przekazanie danych użytkownika. O wprowadzenie pozwu ślepego apelował Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich.

- Od lat popieram wprowadzenie tej instytucji. Nic się w tej sprawie nie zmieniło – mówi „Rzeczpospolitej" Adam Bodnar. Z oceną reszty zapisów chce poczekać, aż pozna konkretny projekt.

Adwokat Zbigniew Kruger z kancelarii Krüger & Partnerzy uważa za naiwne założenie, że będzie można w Polsce wyegzekwować usunięcie treści czy ukarać np. Facebooka, który podlega prawu amerykańskiemu.

– Bo niby w jakim trybie miałoby się to odbywać? – pyta adwokat.

– Z kolei wprowadzenie tzw. ślepego pozwu uważam za pomysł bardzo dobry i w tym kierunku szedłbym właśnie w walce z fake newsami – mówi adwokat.

I dodaje, że zwykły obywatel może mieć problem, by dotrzeć do danych osoby, która narusza jego dobra osobiste w internecie.

Sąd z kolei ma dużo większe możliwości. I to zarówno ustalenia danych, jak i zastosowania zabezpieczenia powództwa. A kiedy już uda się ustalić te dane, to surowa kara finansowa może skutecznie przestraszyć.

Praktyka pokaże

Marcin Lewicki, Press Club Polska, uważa z kolei, że sama koncepcja propozycji jest słuszna. Pytanie tylko, jak to będzie wyglądało w praktyce. A to okaże się dopiero za jakiś czas.

– Ślepy pozew to rozwiązanie jak najbardziej pożądane – uważa Marcin Lewicki. I nie ukrywa zastrzeżeń do wprowadzenia jednego sądu w kraju, który ma takie sprawy rozstrzygać.

– Kto będzie go obsadzał? – to podstawowe pytanie, które sobie zadaje.

Latem 2020 r. „Rzeczpospolita" zaproponowała dekalog walki z fake newsem. Na liście znalazło się kilka zasad. Po pierwsze, news odnosi się do faktów, nie do opinii. Opinie to zwykle interpretacje faktów.

Po drugie, nie wystarczy mieć poglądy. Do oceny sytuacji trzeba również włączyć myślenie. Po trzecie, opieraj się nie na jednym, ale na możliwie wielu źródłach. Po czwarte, notka na platformie społecznościowej to nie zawsze wiarygodne źródło. Po piąte, jeśli nie identyfikujesz źródła, nie powtarzaj newsa. Po szóste, jeśli news wydaje ci się nieprawdopodobny, to pewnie tak jest. Po siódme, jeśli masz wątpliwości wobec newsa, to tym ważniejsza jest jego weryfikacja.

A przede wszystkim pamiętaj, że granica między prawdą i fałszem jest bardzo cienka oraz że polityka składa się niemal wyłącznie z nieprawdy. I na koniec: Zanim się wypowiesz, trzy razy pomyśl.

8 mln zł - nawet tyle będzie musiał zapłacić serwis po karze wymierzonej przez UKE

24 godziny będzie miał serwis na rozpatrzenie skargi użytkownika w razie usunięcia treści lub zablokowania konta

OPINIE:

Sebastian Kaleta , wiceminister sprawiedliwości

W naszych propozycjach kładziemy nacisk nie na szybkie kasowanie treści bezprawnych na podstawie nakazu ministra sprawiedliwości, lecz na brak nadmiernej cenzury dzięki możliwości dochodzenia swoich praw do wolności słowa przed polskim sądem. Nasz projekt jest w założeniach i konstrukcji zbieżny z zaprezentowanym we wtorek przez Komisję Europejską projektem Digital Service Act. Daje jednak większe gwarancje użytkownikowi, którego aktywność w mediach społecznościowych może być cenzurowana. Po uruchomieniu prac rządowych nad projektem zostanie on poddany konsultacjom, aby ustawa dawała pełne gwarancje ochrony wypowiedzi tam, gdzie nie naruszają one prawa. Dzisiaj dochodzenie swoich praw przed sądem w związku z naruszeniami wynikającymi z aktywności w sieci jest znacząco utrudnione, bo brak adekwatnych do zmienionej rzeczywistości procedur.

Bogusław Chrabota, prezes Izby Wydawców Prasy, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej"

Nowe przepisy nie zagwarantują skutecznej walki z fake newsem. Będą jednak ważną odpowiedzią na postulaty środowiska. Ślepy pozew uruchamia proces dochodzenia do spersonalizowanego źródła. Kontrola sądowa daje szanse, że ktoś poniesie odpowiedzialność za upowszechnianie fałszywych informacji. To krok w dobrym kierunku. Niemniej wiele jeszcze przed nami. Ideałem byłoby przeniesienie instytucji prawnych obowiązujących w sferze analogowej do rzeczywistości cyfrowej. Ta dwie dekady temu była zaledwie namiastką prawdziwego życia. Dziś coraz częściej się przekonujemy, że to jego matecznik.

Andrzej Rzepliński , były prezes Trybunału Konstytucyjnego

Uważam, że te propozycje na niewiele się zdadzą, ale dobrze, że są. Musimy jednak podejmować wszelkie kroki, by walczyć z takimi praktykami w internecie. Dziś jeszcze jesteśmy bezbronni. Nie wprowadziliśmy centralnej kontroli nad źródłami dezinformacji, ale działać trzeba.

Po pierwsze choćby dlatego, że jest spora grupa ludzi, którzy w taki sposób w internecie funkcjonują. Po drugie cały czas młodzi ludzie angażują się w taką działalność. Mimo więc, że jestem pesymistą co do skuteczności podejmowanej walki, to uważam, że sygnał do trudniących się taką działalnością musi iść. Muszą wiedzieć, że ich poczynania nie są akceptowalne. Trzeba ich zniechęcać. Kary przewidziane w projekcie są wysokie, ale dla tych małych. Jeśli w grę będzie wchodzić zniszczenie kogoś gospodarczo czy politycznie, to tych 8 mln zł może się okazać kwotą zbyt małą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA