fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Niespokojny Marsz Powstania Warszawskiego

Rondo Dmowskiego w Warszawie godz. 17 1 sierpnia 2020 r.
Archiwum prywatne, Marek Kozubal
W czasie Marszu Powstania Warszawskiego organizowanego przez środowiska narodowe policja wylegitymowała 46 osób, jedna osoba została zatrzymana – ustaliła „Rzeczpospolita”.

Z danych, które otrzymaliśmy ze stołecznej policji wynika, że zatrzymaną osobą jest uczestnik marszu, który miał dokonać czynnej napaści na funkcjonariusza, osoba ta była nietrzeźwa. Funkcjonariusze wylegitymowali 46 osób, wobec 18 zostaną skierowane wnioski do sądu w związku z podejrzeniem zakłócenia porządku publicznego. Jak nas informuje nadkom. Sylwester Marczak, rzecznik stołecznej policji, 16 osób blokujących marsz zostało wyniesionych z trasy przemarszu przez policjantów. Na razie policja nie ma informacji o tym, aby w trakcie przemarszu pojawiły się tzw. zakazane symbole, czyli propagujące nazizm, faszyzm lub komunizm. Ale jak dodaje Marczak dopiero będzie analizowana całość materiału zebranego przez policję.

Interwencje głównie dotyczyły zakłócania porządku publicznego. Marczak wskazuje na to, że podejmowano je na prośbę organizatorów przemarszu – dotyczyły one m.in. rzucania z okien butelkami w uczestników narodowego marszu.

Policja nie podaje informacji ile osób w nim uczestniczyło. Organizatorzy na jednym z profili społecznościowych mówią o liczbie 10 tys. osób.

IX Marsz Powstania Warszawskiego wyruszył po godz. 17 z ronda Romana Dmowskiego. Demonstranci skierowali się przed pomnik Powstania Warszawskiego na placu Krasińskich. Szli Alejami Jerozolimskimi, a następnie Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem. Uczestnicy pochodu wznosili okrzyki: „Bóg, Honor, Ojczyzna". Nieśli transparenty z napisami: „Niemieckie zbrodnie nierozliczone", „Stop totalitaryzmem", „Normalna rodzina - silna Polska" i „Ruch Narodowy".

Na trasie marszu m.in. w oknach pojawiły się tęczowe flagi i banery „Feminizm nie faszyzm" czy „Powstań przeciwko faszyzmowi". Wisiały na balkonach kamienic m.in. przy Nowym Świecie, trzymali je także aktywiści, którzy ustawili się na trasie marszu.

Prawicowe media twierdziły, że dochodziło do „prowokacji środowisk lewicowych" - tak określono wywieszone banery.

Bartosz Malewski z Młodzieży Wszechpolskiej opublikował w sieci zdjęcie, na którym widać spadającą z kamienicy tęczową flagę. Jak przekazał, flaga spłonęła. Inne miały zostać podarte.

Jak podaje policja stołeczna podjęła ona interwencję na schodach kościoła Św. Krzyża, gdzie kilka dni temu aktywiści LGBT powiesili tęczową flagę na pomniku Chrystusa, doszło tam do szarpaniny. „Gazeta Wyborcza" relacjonowała, że członek straży marszu miał wyszarpać kobiecie transparent z napisem „Precz z faszyzmem".

Onet podaje, że wśród protestujących była znana lewicowa aktywistka Elżbieta Podleśna. - Zerwali nam z drzewca tęczową flagę, która wylądowała na chodniku i była deptana. Mnie chciano wręczyć mandat, najprawdopodobniej uznano, że zakłóciliśmy wydarzenie. Ale nikt z nas tego nie robił, po prostu staliśmy. Mandatu nie przyjęłam – relacjonowała Podleśna w rozmowie z Onetem, dodając, że interwencja była "przedziwna".

W sieci pojawiło się także nagranie, z którego wynika, że policjanci weszli do jednego z mieszkań, na balkonie którego wysiała tęczowa flaga. Po chwili została ona zdjęta. Na nagraniu udostępnionym przez aktywistę LGBT Bartosza Staszewskiego widać, jak kobieta ściąga flagę w obecności policjanta.

Z relacji Sylwestra Marczaka nie wynika jaki był powód zdjęcia flagi. Wczoraj sprawę tę skomentował na Twitterze rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji Mariusz Ciarka. Pokazał on zdjęcie siedzącego na barierce mężczyzny w czerwonych slipach i czerwonej peruce. „Jeżeli chodzi o policjantów, to żadne dekoracje na balkonie nam nie przeszkadzały, ale musieliśmy na tym konkretnym balkonie szybko tego pana ratować" – skomentował.

Gdy Marsz Powstania Warszawskiego dotarł już na plac Krasińskich osiemnaście osób z białymi różami usiadło pod pomnikiem Powstania Warszawskiego. Jedna z nich na wezwanie funkcjonariuszy odeszła, a 17 zostało usuniętych siłą.

- W tym przypadku organizator zwrócił się do grupy osób z żądaniem opuszczenia miejsca zgromadzenia. Z uwagi na brak reakcji skorzystał on ze swoich uprawnień wynikających z prawa o zgromadzeniach i zwrócił się z prośba do policji. Na miejsce skierowano Zespól Antykonfilktowy Policji. Osoby, które nie chciały opuścić miejsca zgromadzenia zostały wyniesione - przekazał nam Marczak.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA