fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Psychologiczna atmosfera sukcesu

Rzeczpospolita
Z punktu widzenia wskaźników makroekonomicznych w gospodarce udało się praktycznie wszystko – mówi prof. Zyta Gilowska, wicepremier i minister finansów RP w rozmowie z Elżbietą Glapiak i Pawłem Jabłońskim

Rzeczpospolita: Czy rząd Jarosława Kaczyńskiego miał jakieś sukcesy gospodarcze?

Z punktu widzenia wskaźników makroekonomicznych w gospodarce udało się praktycznie wszystko. Jej stan jest bardzo dobry.

Czyli ten wysoki obecny wzrost to sukces tego rządu?

To jest sukces wszystkich pracujących Polaków.

Ekonomiści twierdzą, że ten dynamiczny rozwój to efekt działań rządów sprzed dwóch – trzech lat.

Zwłaszcza w polityce sukces ma wielu ojców, a klęska jest sierotą. Jako ekonometryk z wykształcenia wiem, że znaczenie opóźnień czasowych w gospodarce bywa eksponowane przesadnie, ponieważ jest słabo mierzalne. W rozwoju gospodarczym najistotniejsze jest masowe przekonanie, że sprawy idą dobrze. Tworzy się wówczas przyjazny klimat inwestycyjny oraz maleje awersja do ryzyka, zarówno po stronie konsumentów, jak i inwestorów. Nie ulega wątpliwości, że takie nastawienie dominowało w gospodarce przez ostatnie dwa lata.

Czyli rząd stworzył psychologiczną atmosferę sukcesu.

Przez ponad półtora roku unikałam słowa „sukces”. Mimo licznych awantur politycznych usilnie zabiegałam o zaufanie. Jest to kategoria kluczowa w psychologii oczekiwań, bez której nie ma współczesnej ekonomii. Zaufanie sprzyja inwestycjom oraz niweluje strach przed niepewnością i ryzykiem towarzyszącymi każdej działalności gospodarczej.

Ale do wybudowania w Polsce autostrad nie wystarczyło?

Nie mogło wystarczyć, ponieważ instytucjonalny układ budowy dróg jest zbyt słabo rozwinięty. Z tego względu ostro walczyłam z ministrem Polaczkiem. Nie chodziło o pieniądze, lecz nieodzowny układ instytucjonalny. Nawet słałam pisma do prokuratury i do NIK. Dążyłam np. do trwałego rozdzielenia utrzymywania istniejących dróg oraz budowy nowych dróg, obwodnic i autostrad. To pierwsze zadanie zamierzałam wraz ze stosownymi środkami finansowymi przekazać samorządom województw. Nie udało się, Rada Ministrów zdecydowała inaczej.

A co z zapowiadanymi reformami? Na przykład miała być ustawa o swobodzie działalności gospodarczej...

Zmiany obowiązującej ustawy koncentrowały się wokół dwóch spraw. Po pierwsze, ułatwień w rejestracji działalności gospodarczej. I tu była zgoda, przygotowaliśmy przepisy obciążające tym obowiązkiem urzędy skarbowe z dniem 1 października 2008 roku. Natomiast druga sprawa dotyczyła możliwości zawieszania działalności gospodarczej i była bardzo sporna. Osobiście konsekwentnie sprzeciwiałam się wprowadzeniu ustawowej możliwości zawieszania dowolnej formy działalności gospodarczej na praktycznie dowolny okres. Uważam, że to jest nonsens w prosty sposób sprzyjający patologiom i powszechnej ucieczce od płacenia składek na ubezpieczenia społeczne. Przecież istotą każdej działalności gospodarczej jest jej prowadzenie, a nie zawieszanie. Co do zasady bierny przedsiębiorca nie jest przedsiębiorcą. Ale dopuszczałam uwzględnienie w ustawie różnych sytuacji wyjątkowych. No i ustalanie rejestru owych wyjątków się przedłużało.

Ale przecież w tej ustawie były również inne rozwiązania, na które czekał biznes?

Tak i dlatego przygotowaliśmy tę ustawę. Niestety, dość niespodziewanie Sejm przerwał działalność.

Zapowiadano też deregulację gospodarki.

Niespecjalnie wiadomo, jak wykonać ową deregulację. Literalnie chodzi o unieważnienie części przepisów, ale często pod tym hasłem pojawiają się nowe przepisy i nowe ustawy. Takie gaszenie ognia ogniem? Deregulacja nie może oznaczać dodatkowych przepisów. Tymczasem jesteśmy świadkami czegoś przeciwnego, i to od kilkunastu lat. Już Leszek Balcerowicz powoływał specjalne zespoły do odbiurokratyzowania gospodarki. To nigdy nie przyniosło efektu i prawdopodobnie nie przyniesie, ponieważ Unia Europejska jest również przeregulowana. Przeregulowanie jest istotą gospodarki europejskiej, jej nieszczęściem. Ja nawet nie wiem, czy to nie jest poważniejsza wada niż nadmiar wydatków socjalnych.

A czego rządowi Jarosława Kaczyńskiego nie udało się zrobić w gospodarce?

Nie udały się trzy rzeczy. Nie udało się doprowadzić do konsolidacji energetyki. Winę za to ponosi branża, która stawiała potężny opór, choć moim zdaniem nasze wysiłki były też spóźnione. Inna sprawa, że zakładaliśmy, iż mamy przed sobą cztery lata. Po drugie, nie udało się, choć bardzo się starałam, zmienić układu instytucjonalnego, odpowiadającego w Polsce za proces budowy dróg. Przeforsowałam w Radzie Ministrów zmianę tego stanu rzeczy w ustawie wprowadzającej ustawę o finansach publicznych, ale ten projekt nie miał nawet pierwszego czytania. Nie udało się też stosownie szybko przekonać Unii Europejskiej, że koncepcja bezpieczeństwa energetycznego nie jest wyrazem naszego narodowego egoizmu. UE potrzebowała na to ponad rok.

Mamy wrażenie, że ustawa o finansach publicznych, o którą pani tak walczyła, została stępiona z uwagi na obecność Samoobrony w koalicji. Nie zdecydowaliście się na likwidację agencji.

Nie mogłam przeforsować koncepcji ich likwidacji, ponieważ one się wszystkie bardzo sprytnie ustawiły jako agencje płatnicze, czyli wypłacające unijne pieniądze. Aparat urzędniczy twierdzi, że statusu agencji płatniczej praktycznie ruszyć się nie da. W projekcie zaproponowaliśmy potężne zmiany instytucjonalne w kilku kluczowych dziedzinach aktywności państwa – w ochronie środowiska, budowie dróg, rentach i emeryturach rolniczych, finansowym wspieraniu budownictwa mieszkaniowego. To budziło sprzeciw zainteresowanych resortów i urzędników. W mniejszym stopniu Samoobrony. Natomiast koalicja z Samoobroną i z LPR sprawiła, że praktycznie milczałam na temat osiągnięć rządu w sferze gospodarczo-finansowej. Zwyczajnie się obawiałam, że rozdysponują wszelkie nadwyżki.

Co też się stało.

Nie dopuściłam do tego. Wszystkie dodatkowe pieniądze skierowałam na obniżkę podatków i składek. W 2008 r. w kieszeniach podatników pozostanie prawie 31 mld złotych ze zmniejszonych podatków i składek. Skoro wszyscy dostrzegają potrzebę reformy polskich finansów, czy pani zdaniem jest szansa, aby ten projekt trafił jednak pod obrady Sejmu?Sądzę, że szansy nie ma. Moje projekty zostały skrytykowane jako nieistotne, kosmetyczne, nie na temat i bez większego znaczenia. To było przygotowanie do decyzji, by się nimi nie zajmować.

Ale PO mówi przecież o konieczności reformy?

Ale chyba mają na myśli coś innego. Sporo znanych polskich ekonomistów z Leszkiem Balcerowiczem na czele twierdzi, że to, co ja nazwałam reformą finansów publicznych, jest tylko nieistotną reorganizacją.

To by znaczyło, że oni chcą iść dalej.

Nie. To oznacza, że oni nie chcą tego robić. Oni chcą robić coś innego. Co – nie wiem. To jest pytanie do nich.

Co pani uważa za swoją porażkę w trakcie minionych dwóch lat na stanowisku wicepremiera i ministra finansów?

Nie przeprowadziłam ustawy o finansach publicznych przez parlament. Nie doszło do zrównania stawek akcyzy na olej opałowy i napędowy, o którym to zrównaniu już nikt nie chciał gadać, chociaż jest to pożywka dla potężnej liczby oszustw.

Ruszyła pani w końcu waloryzację progów, to niewątpliwie pani sukces.

Uważam, że te zmiany, które zostały przeprowadzone, a których łączny skutek w 2008 roku dla sektora finansów publicznych wyniesie 31 mld złotych, są naprawdę poważne. W związku z tym nie planowałam w 2008 roku żadnych kolejnych ruchów podatkowych.

W jakim stanie pozostaje gospodarka? Co jest do zrobienia, czym zająć się powinien nowy rząd?

Moim zdaniem do zrobienia jest przede wszystkim budowa infrastruktury drogowej. Rząd Donalda Tuska powinien na ten cel wydawać ok. 20 mld zł rocznie. Co najmniej. Dopiero potem zmniejszać podatki. Drogi są absolutnie najważniejsze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA