fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Hopkins przegrał ostatnią walkę w karierze

Bernard Hopkins po ostatniej walce.
AFP, Harry How
52-letni Bernard Hopkins wypadł z ringu po ciosach Joe Smitha jr. i przegrał w Inglewood przez nokaut ostatnią walkę w karierze.

To nie jest sport dla starych ludzi, chciałoby się w tej sytuacji powiedzieć, ale najstarszy mistrz w historii boksu wielokrotnie udowadniał, że jego to nie dotyczy.

Bernard Hopkins (55-8-2, 32 KO), wtedy czempion IBF w wadze półciężkiej, jeszcze w kwietniu 2014 roku, mając 49 lat i trzy miesiące, pokonał w unifikacyjnym pojedynku Beibuta Szumenowa, odbierając mu pas WBA w wadze półciężkiej.

Teraz, mając prawie 52 lata, choć nie walczył od 25 miesięcy, zdecydował się w pożegnalnym pojedynku zmierzyć z młodszym o ćwierć wieku, mocno bijącym Joe Smithem jr (23-1, 19 KO).

Dla większości fachowców to Hopkins był faworytem. W legendarnej „The Forum" Inglewood (Kalifornia) miał zakończyć zwycięstwem pełną wielkich sukcesów, trwającą prawie 30 lat karierę. Ale stary mistrz z Filadelfii od początku pojedynku miał problemy z silniejszym od niego pięściarzem z Nowego Jorku.

Po siedmiu rundach sędziowie nie byli jednomyślni: Tim Cheatham (67:66) i Thomas Taylor (69:64) widzieli przewagę Smitha jr., a Pat Russell (67:66), co trudno zrozumieć, Hopkinsa.

W ósmej rundzie atakujący od pierwszego gongu Smith jr (w czerwcu już w pierwszej rundzie nieoczekiwanie znokautował Andrzeja Fonfarę) zadał kilka ciosów przy linach i Hopkins wypadł z ringu. Upadek wyglądał groźnie, lekarz zapytał go, czy może chodzić, a pięściarz tłumaczył, że został przez rywala wypchnięty.

Ostateczny werdykt – techniczny nokaut – nie budzi jednak wątpliwości. Faulu nie było, Hopkins (pseudonim Kat) znalazł się poza ringiem po ciosach Smitha jr.

– Chciałem odwrócić sytuację, ale nie mogłem z powodu kontuzji kostki prawej nogi. Szkoda, bo z rundy na rundę walczyłem lepiej, coraz częściej moje ciosy dochodziły celu – powie później niemogący się pogodzić z porażką Hopkins.

Zapytany o przyszłość odpowie, że kończy karierę, bo czasu nie oszuka nawet „Kosmita" (to kolejny z jego przydomków). Ale to pożegnanie z pewnością długo będzie go boleć, to przecież jego pierwsza porażka przed czasem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA