fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Canelo Álvarez vs. Billy Joe Saunders. Jak za dawnych lat

Canelo Alvarez
Saul „Canelo” Alvarez po zwycięstwie nad Turkiem Avni Yildirimem w lutym tego roku
AFP
W sobotę boks chce wygrać z koronawirusem. W Teksasie 70 tysięcy widzów obejrzy pojedynek Saula „Canelo" Alvareza z Billym Joe Saundersem.

Porażka Alvareza – narodowego bohatera Meksyku – z Brytyjczykiem byłaby sensacją, trudno jednak sobie wyobrazić takie rozstrzygnięcie na stadionie AT&T w Arlington koło Dallas.

70 tysięcy widzów: to będzie rekordowa frekwencja w czasie pandemii, dająca nadzieję na powrót do starych czasów. Poziom i emocje gwarantuje występ chyba najlepszego dziś zawodowego pięściarza bez podziału na kategorie wagowe – 30-letniego Alvareza (55-1-2, 37 KO). Rudowłosy „Canelo" przegrał w blisko 16-letniej karierze tylko z Floydem Mayweathem Jr. i nic nie wskazuje na to, by szybko znalazł kolejnego pogromcę.

Stawką w walce z leworęcznym, rok starszym Saundersem (30-0, 14 KO), będą trzy pasy w kategorii superśredniej. Dwa z nich (WBC, WBA) należą do Meksykanina, trzeci (WBO) do Anglika, który w roku 2008 zdobył w Warszawie złoty medal mistrzostw Unii Europejskiej.

Na najwyższym stopniu podium stał wtedy też jego rodak, Tyson Fury, dziś uważany za króla wagi ciężkiej. W Arlington Fury będzie wspierał kumpla, siedząc przy ringu. Na razie oznajmia światu, że Saunders rozbije „Canelo" na kawałki. Podobne opinie wygłasza ojciec Tysona, John Fury.

Kłótnia o ring

Saunders na razie idzie przez zawodowe ringi bez porażki, jest bardzo pewny siebie, by nie powiedzieć bezczelny, uwielbia prowokować. Tym razem zagroził, że wraca do domu, jeśli ring nie będzie znacznie większy, niż przygotowali organizatorzy. Upierał się, że boki kwadratu muszą mieć po 24 stopy, twierdził, że pakuje walizki, jeśli jego żądanie nie zostanie spełnione.

Dla niego to było ważne, większy ring to większe szanse dla kogoś boksującego defensywnie tak jak on. Oczywiście Saunders prowokował, bo nie miał zamiaru rezygnować z olbrzymiego honorarium, największego w karierze, a wymiary ringu już zostały uzgodnione, zresztą i tak z korzyścią dla Brytyjczyka, bo 22 stopy (671 cm), to naprawdę spory rozmiar pola walki. „Canelo" mistrzowskie pasy zdobywał już w wagach superpółśredniej, średniej, półciężkiej i superśredniej. Ten ostatni, odebrany w grudniu 2020 roku Callumowi Smithowi, zdążył już obronić, szybko nokautując w Miami Turka Avni Yildirima. Teraz będzie chciał w podobnym stylu zakończyć pojedynek z Saundersem, ale może mieć problem, bo Anglik jest naprawdę dobrym pięściarzem.

Alvarez przygotowywał się do tej walki w San Diego jak zwykle pod okiem Eddy'ego Reynoso. Z tą meksykańską rodziną – Edim i jego ojcem, też trenerem, Chepo – znają się jeszcze z czasów, gdy „Canelo", był piegowatym, rudowłosym (tak jak jego matka Anna Maria) chłopakiem i po raz pierwszy, za namową jednego ze starszych braci, pojawił się w ich sali treningowej. Od początku traktowali go jak członka rodziny.

Sześciu braci

„Canelo" jest najmłodszy z ośmioosobowego rodzeństwa, ma sześciu braci (wszyscy boksowali, kiedyś nawet na jednej gali) oraz siostrę. Jest już tak bogaty, że mógł zerwać kontrakt z platformą streamingową DAZN opiewający na 365 mln dolarów za 11 walk i jeszcze na tym zarobić. A przecież zamierza walczyć przez kolejne siedem lat i bić się tylko z najlepszymi.

Już teraz ma kolejny cel – unifikację pasów w wadze superśredniej i starcie we wrześniu z Amerykaninem Calebem Plantem, mistrzem organizacji IBF. Przy założeniu, że pokona Saundersa, byłby to ostatni tytuł brakujący mu do kolekcji.

– Przed laty rzuciłem szkołę, by boksować na najwyższym poziomie. Zawsze jestem zmotywowany, ponieważ boks to moje życie – mówił w jednym z ostatnich wywiadów.

Miał sześć lat, gdy ojciec Santos Alvarez wysłał go do sprzedaży lodów na dworcu autobusowym w centrum Guadalajary. Do dziś pamięta poczucie nieśmiałości, a właściwie wstydu, kiedy wsiadał do autobusów. Był rudowłosy, piegowaty, inny niż wszyscy. Patrzyli na niego jak na zjawę, szczypali, popychali. Czasami tych drwin było tak wiele, że z lodów zostawała tylko kałuża kolorowej wody.

Wszystko zmieniło się, gdy wreszcie skorzystał z rad boksującego już brata Rigoberto, który namawiał go, by użył pięści do uciszenia prześladowców. Kiedy mając 11 lat rozkwasił nos znacznie starszemu, kpiącemu z niego łobuzowi, miał już spokój. Jemu też takie rozwiązywanie problemów się spodobało, nie unikał walk ulicznych.

Na zawodowym ringu zadebiutował w wieku 15 lat i w pierwszej walce pokonał przed czasem trzy lata starszego rodaka Abrahama Gonzaleza. Dziś ma za sobą wiele trudnych pojedynków, więc gdy słyszy, że ten z Saundersem będzie najtrudniejszym od czasów, gdy mierzył się z Giennadijem Gołowkinem, tylko się uśmiecha.

– Saunders będzie bardzo niewygodnym rywalem tylko przez kilka pierwszych rund, ale umiem szybko dostosować się do stylu przeciwników, więc spodziewam się, że go rozpracuję – mówi Alvarez.

Pierwszy taki rywal

Eddy Reynoso nie ma wątpliwości, że „Canelo" wygra przed czasem. – Zmęczy Saundersa pressingiem, a później go znokautuje!

To scenariusz bardzo prawdopodobny, ale równie realny jest taki, że „Canelo" wygra na punkty po dobrej, wyrównanej walce. Wiele zależy od tego, jak Saunders jest przygotowany fizycznie i mentalnie. Nigdy nie walczył z rywalem tej klasy, wygrał wprawdzie mistrzowskie pojedynki z Chrisem Eubankiem Jr. i Andym Lee, ale były to zwycięstwa, które niewiele dzieliło od porażki.

Anglik jest 7 cm wyższy od Alvareza, walczy z odwrotnej pozycji, może też liczyć na szybkie nogi, ale to chyba za mało na meksykańskiego mistrza. Gdyby w nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu Alvarez przegrał, byłaby to wielka sensacja, w boksie jedna z największych w tym stuleciu.

Transmisja na platformie DAZN. Koszt – 7,99 zł za miesiąc.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA