fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Gotówka w pokoju: Michał Cieślak bez mistrzowskiego pasa

Fotorzepa, Piotr Nowak
Michał Cieślak przegrał w Kinszasie walkę o pas mistrza świata organizacji WBC w wadze junior ciężkiej z Ilungą Makabu z Demokratycznej Republiki Konga, ale przyszłość może należeć do niego.

Kinszasa to nie jest miejsce przyjazne dla zagranicznych bokserów. 30-letni Cieślak wiedział jednak, na co się pisze, miał świadomość, że gospodarze zrobią wszystko, by mieć pierwszego zawodowego mistrza świata. Miał nim zostać starszy o dwa lata od Polaka Ilunga Makabu.

Punktacja była jednak uczciwa, cała trójka meksykańskich sędziów widziała zwycięstwo pięściarza urodzonego w Demokratycznej Republice Konga. Do kanadyjskiego ringowego Michaela Griffina też nie można mieć pretensji, ale ci, którzy pilnowali czasu rund, zawiedli. Trzecia była krótsza o minutę, kilka innych też kończyło się zbyt wcześnie albo za późno. Takie sytuacje w walce o mistrzostwo świata prestiżowej organizacji nie powinny mieć miejsca.

Cieślak pokazał, że jest bardzo dobrym pięściarzem, któremu jednak brakuje doświadczenia. Walka z Makabu była jego pierwszą 12-rundową i debiutem poza Polską. Do tego w piekle Kinszasy, na otwartym stadionie, w temperaturze przekraczającej 30 stopni i 70-procentowej wilgotności.

Niepokonany wcześniej pięściarz z Radomia zaczął znakomicie, ale w czwartym starciu popełnił głupi błąd. Gdy rywal uderzył poniżej pasa, odwrócił się, szukając pomocy sędziego, i opuścił ręce. Ringowy nie zareagował, więc leworęczny Makabu wykorzystał okazję, wystrzelił sierpowym, chwilę później poprawił i Cieślak wylądował na deskach. Gdyby nie ta sytuacja, walka prawdopodobnie wyglądałaby inaczej.

Ostateczna punktacja: 114:112, 115:111, 116:111 dla Ilungi Makabu, nie oddaje dramatyzmu tego pojedynku. Szczególnie dla Cieślaka. Musiał on przecież wiedzieć, że jego honorarium organizatorzy dostarczyli dopiero kilka godzin przed pierwszym gongiem. Przynieśli do pokoju w gotówce, informując, że nie można jej zgodnie z prawem wywieźć. Polskich promotorów też nie było przy ringu. W dziwnych okolicznościach opuścili Kinszasę przed rozpoczęciem pojedynku.

Tym bardziej trzeba cenić to, co Cieślak pokazał. Ma wszystko, by niedługo być mistrzem wagi junior ciężkiej: charakter wojownika, umiejętności i znakomite warunki fizyczne. Brakuje mu tylko doświadczenia i wysokiej klasy sparingpartnerów. Ale walki jak ta w Afryce to nie jest dobry pomysł. Kontrakt, bilety na samolot i wizy organizatorzy przysłali w ostatniej chwili. Michał Cieślak może być światowej klasy bokserem, ale tylko wtedy, gdy ci, którzy prowadzą jego karierę, też wejdą na taki poziom. Rewanż z Makabu w Polsce byłby znakomitym pomysłem, ale czy to realne. Kto za to zapłaci, kto podejmie się organizacji? Przed własną publicznością faworytem byłby Cieślak, Makabu o tym wie, dlatego rewanż jest mało prawdopodobny. Jest też inny problem: tak groźnego Cieślaka rywale po prostu będą unikać, sztuka bokserskiej dyplomacji może się okazać bardzo potrzebna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA