fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Adwokaci

Mikołaj Pietrzak, kandydat na dziekana ORA: czas turbulencji mamy za sobą

Mikołaj Pietrzak
rp.pl
Adwokat na etacie tak, ale z gwarancją niezależności, mówi Mikołaj Pietrzak, kandydat na nową kadencję dziekana ORA.

Stołeczna adwokatura przez lata była widziana jako wrogo nastawiona do reszty kraju. Dalej tak jest?

Myślę, że to już przeszłość. Każda izba zasługuje na szacunek i na tym budujemy relacje z innymi.

Jest pan dobrym dziekanem?

Taka ocena byłaby arogancją. Mogłem więcej, ale dałem z siebie wszystko i jestem dumny z tego, co osiągnęła cała rada. Sukcesy przypisuję przede wszystkim jej i innym zaangażowanym adwokatom.

Kokieteria?

Bynajmniej. Rolą dziekana jest stworzenie przestrzeni innym i niewchodzenie im w drogę, gdy chcą działać.

Największy sukces i największa porażka?

Gdy rozpoczynałem kadencję, przeżywaliśmy największy w historii kryzys wiarygodności, z jakim mierzyła się adwokatura.

Mowa o dymisji poprzedniego dziekana w związku z zarzutami wokół reprywatyzacji.

Dziś już się nie mówi o aferze reprywatyzacyjnej w kontekście adwokatury, bo pokazaliśmy, kim naprawdę jest adwokat. Z organizacjami społecznymi i w dialogu ze społeczeństwem obywatelskim stanęliśmy odważnie w obronie konstytucji, gdy łatwo było chować głowę w piasek. Dzięki temu zyskaliśmy legitymację i wiarygodność społeczną.

Niektórzy uznają, że odezwy w obronie praworządności to upolitycznienie adwokatury.

Odmawiam słuszności temu zarzutowi. To obrona wartości, bez których nas nie ma i których mamy prawny obowiązek bronić. Ci, którzy chcieliby w takich sprawach głosu nie zabierać, w istocie dokonują politycznego wyboru – robią to, czego oczekuje Ministerstwo Sprawiedliwości. My zaś musimy robić swoje, dlatego jesteśmy obecni na wydarzeniach publicznych, festiwalach, pro bono w szkołach prowadzimy akcje edukacyjne, wspieramy organizacje pozarządowe.

Pojawił się zarzut, że niektóre z uchwał rady są podejmowane w obronie klientów członków tego gremium.

Jest bezpodstawny. Nie znam przypadku, by członek rady nie wyłączył się z głosowania nad sprawą, która może się choćby ocierać o sprawę jego klienta. Każdy członek ORA to wie – także przy uchwałach o wpisaniu kogoś na listę adwokatów.

Porażek nie było?

Nie dokończyliśmy bardzo ważnej sprawy współpracy z policją w celu zapewnienia dostępu do adwokata dla każdego zatrzymanego. Mamy system adwokackiej gorącej linii z dyżurnymi, na którą można zadzwonić z każdej komendy policji, a my byliśmy gotowi w 20 minut skierować tam dobrowolnie dyżurującego adwokata – za jawne i niewygórowane wynagrodzenie. Policja niestety nic nie robi, by nam to ułatwić. Mamy wspólne cele – bo w interesie policji jest przestrzeganie praw i wolności. Gdyby ten system działał, to w nocy z 7 na 8 sierpnia – gdy policja zatrzymała dziesiątki protestujących w Warszawie – każdy zatrzymany miałby niezwłoczną pomoc adwokata.

Brzmi jak program wyborczy na przyszłą kadencję.

Warszawskiej adwokaturze po latach turbulencji należy się stabilizacja. Chcę kontynuacji obrony wartości, o które walczymy, i polityki wiarygodności oraz zaufania, finansowej odpowiedzialności i ostrożnego korzystania ze środków izbowych – a nie kupowania życzliwości i głosów.

To odpowiedź na postulat jeszcze większego obniżenia składki?

My mamy stosunkowo niską. Po radykalnej i motywowanej populistycznie obniżce z 235 na 120 zł teraz jest 135 zł. Będziemy teraz proponować obniżenie składki do 130 zł. A na indywidualne wnioski jej umorzenia lub rozłożenia na raty patrzymy z życzliwością. Musimy chronić samorząd, mieć środki, by reagować, gdy zagrożona jest tajemnica zawodowa i trzeba wesprzeć adwokata, który się z tym zmaga. Stworzyliśmy procedurę, którą NRA uznała za wzorcową i rekomenduje innym radom. W trakcie naszej kadencji mieliśmy ponad 200 przypadków naruszenia lub choćby prób naruszenia tajemnicy zawodowej. I prawie wszędzie nasza interwencja doprowadziła do zmiany decyzji. Od tego jest samorząd. Jak się za bardzo obniży składkę, pozbawia się go możliwości logistycznych, by działać w takich sprawach. Zatrudniamy ponad 50 osób. Ich pensje są stosunkowo niskie, a presja na nich – ogromna.

Co dziś boli adwokatów?

Nieaktualizowane od lat stawki za pomoc prawną z urzędu. Wybitni adwokaci poświęcają długie godziny na sprawę – czego sędziowie nie widzą, bo np. na finale jest opinia o braku podstaw do złożenia kasacji. Wynagrodzenia są groteskowe – i nie jest to problem adwokatury, ale społeczeństwa. To jak z niedofinansowaniem szpitali, gdzie też chodzi o prawa obywateli. Obowiązek zapewnienia obywatelom efektywnego dostępu do sądu obciąża państwo. To na państwie spoczywa więc też obowiązek finansowania kosztów zapewnienia tego dostępu.

Bo mówi się, że lekarze i adwokaci są bogaci.

W warszawskiej adwokaturze są ogromne różnice w zarobkach – to naturalne. Rynek jest inny niż przed dziesięciu laty. Wielu adwokatów się spauperyzowało. Kto nie chce mieć urzędówek, prawie nigdy ich nie dostaje. A ci, którzy chcą, robią to z poczucia misji lub – w większości – aby mieć jakiś dochód. Nadszedł czas, by rada skupiła siły na domaganiu się adekwatnego wynagradzania pomocy prawnej z urzędu.

A praca na etat? Czy brak tej możliwości boli adwokatów?

Dla pewnej grupy adwokatów jest to ważne – np. dla adwokatek spodziewających się dziecka. Stosunek pracy daje stabilność i prawa nieosiągalne w innych formach relacji z ZUS. I albo można osobno wprowadzić tego rodzaju zabezpieczenia dla przyszłych rodziców i wychowujących małe dzieci, albo wprowadzić umowy o pracę.

Co pan by zrobił?

Głównym ryzykiem etatu jest obawa naruszenia niezależności. Ale znamy zawody, w których jest stosunek pracy i niezależność samej pracy. Gdy pracodawca każe lekarzowi ciąć w innym miejscu, niż nakazuje wiedza medyczna, on może odmówić. Podobnie może być w adwokaturze, by zapewnić niezależność i zabezpieczyć przed naciskami. Etat nie mógłby więc dotyczyć stosunku obrończego, tak jak jest to u radców prawnych. Można stosunek pracy adwokata obwarować w gwarancje niezależności. Warszawska adwokatura bardzo oczekuje utworzenia takiej możliwości, a naszą powinnością jest jej służyć.

A jak z finansami rady?

Gdy rozpoczynałem kadencję, mieliśmy od lat powtarzający się deficyt w budżecie izbowym i szkoleniowym. Dziś – pomimo budowy siedziby pionu dyscyplinarnego ORA przy ul. Lekarskiej kosztem 1,5 mln zł (dostaliśmy na to ponad 350 tys. zł dotacji z UE) – zamknęliśmy ten rok i już od dwóch lat nie mamy deficytu, a budżety są zbilansowane. To osiągnięcie skarbnika Jakuba Jacyny. Nareszcie udało nam się też rozbudować działalność na polu międzynarodowym. Członkowie naszej izby to rozchwytywani na świecie prawnicy. Dziś mamy umowy partnerskie i znakomite relacje z Londynem, Paryżem, Niemcami, USA, Słowacją i Bułgarią. To symbol solidarności z polską adwokaturą i element budowania relacji dających adwokatom warszawskim dostęp do spraw w innych krajach. Mamy też jasne przepisy o sponsoringu.

Po ogłoszeniu epidemii nie zadbano o to by palestra mogła zdalnie obradować?

Od marca przez kilka miesięcy musieliśmy się skupić na stworzeniu adwokatom możliwości przetrwania oraz na przejściu ze świata analogowego w cyfrowy. Z dnia na dzień ustały przychody: nie działają sądy, nie można odwiedzić klienta w areszcie, nie ma przesłuchań na policji, nie ma spraw cywilnych, negocjacji, nie prowadzi się mediacji – kancelarie stanęły, także takie z kilkunastoma czy kilkudziesięcioma pracownikami, a kosztów ich działalności nikt nie mógł zredukować. W wielu kancelariach adwokaci i aplikanci zachowali się wspaniale, w imię solidarności przyjmując redukcje wynagrodzeń. Ale przecież nie wszyscy mieli tę możliwość. Dlatego NRA i wiele rad okręgowych w początkowym okresie skupiało się na tym, by potrzebującym adwokatom pomóc – zgodnie z prawem i nie niszcząc budżetów. Umarzano składki i inne opłaty.

W Warszawie też?

Oczywiście. Przeznaczyliśmy na to ponad 700 tys. zł, które wykorzystaliśmy nam umorzenie składek adwokackich i aplikanckich, opłat za szkolenia, skierowaliśmy pół miliona zł do Funduszu Wzajemnej Pomocy Koleżeńskiej, by on dystrybuował środki tym, których kryzys dotknął najbardziej.

Czyli nie potrzeba zmiany formuły działania kolegialnych ciał adwokackich?

Wręcz przeciwnie, one są konieczne. A z ministerstw Sprawiedliwości i Zdrowia oraz z GIS płyną rozbieżne sygnały. A u nas każda rada jest autonomiczna. To, co da się zrobić w Krakowie czy Radomiu, w Warszawie może nie być możliwe – mamy prawie 6 tys. uprawnionych do głosowania i gigantyczny problem. Kilku naszym kolegom i koleżankom z izby populizm podpowiada, jak zorganizować zgromadzenie, a prawda jest dużo bardziej skomplikowana i niemile widziana: mamy największą izbę i zgromadzenie w normalnych warunkach jest niełatwe. Do jego przeprowadzenia zobowiązuje nas ustawa, ale musi być bezpiecznie od strony sanitarnej i legalnie – a specustawa Covid-19 obecnie nie przewiduje możliwości przeprowadzenia go zdalnie. Co więcej, jest kwestia kworum. A wszystkie wybory i podjęte uchwały mogą przecież oceniać sądy – i je podważyć. Nie stać nas na ryzyko i wyrzucenie pieniędzy w błoto.

Głosowanie grupami przez kilka dni lub online jest możliwe?

Jest bardzo wątpliwe pod kątem legalności i podatne na manipulacje. O podatności na manipulacje takiego głosowania w wyborach państwowych często mówi OBWE. Wystarczy jeden nieżyczliwy człowiek, który chciałby wykorzystać słabości techniczne, formalne lub zdrowotne, aby podważyć wyniki zgromadzenia. I łatwych rozwiązań nie ma.

Zgromadzenie odbędzie się zgodnie z planem 17 października?

Robimy wszystko w tym kierunku, choć są poważne argumenty, by to odłożyć na późniejszy termin. Ale dopóki nie zmienią się warunki normatywne, póki nie będziemy mieli pewności co do rozwiązania technologicznego odpowiedniego dla tak wielkiej izby, które pozwoli bezpiecznie przeprowadzić zgromadzenie hybrydowe. Dzisiaj rozważamy zgromadzenie tradycyjne z pomieszczeniami na maksymalnie 150 osób i głosowaniem równoległym lub sekwencyjnym. Ale te plany mogą się zmienić, bo cały czas patrzymy, co się dzieje na linii NRA–ministerstwo. W każdym przypadku uważam, że zgromadzenie musimy przeprowadzić – i nie chodzi o to, czy adwokaci poprą moją kandydaturę na dziekana czy inną. Rada musi działać w poczuciu posiadania do tego legitymacji i płynącego z niej zaufania. Ale przecież my musimy mieć też zatwierdzony budżet i zaakceptowaną sprawozdawczość. Nie możemy odwlekać zgromadzenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA