fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Adwokaci

Adwokat osądzony przez Izbę Dyscyplinarną wydalony z palestry

Togi adwokackie
Fotorzepa/JakubOstałowski
Nie mogliśmy pozwolić, by osoba, która nadużyła zaufania klientów, nadal występowała jako obrońca.

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie jest sądem w rozumieniu polskich przepisów oraz standardów europejskich. Takie stanowisko wielokrotnie zajmowała Okręgowa Rada Adwokacka w Warszawie. Tymczasem po orzeczeniu Izby zdecydowała się wyrzucić z zawodu jednego z członków swojego samorządu.

Chodzi o adwokata B.P. Jak udało się nam ustalić, mężczyzna był wielokrotnym klientem adwokackiego pionu dyscyplinarnego. Kasacja, jaka dotarła w 2020 r. w jego sprawie do Sądu Najwyższego i Izby Dyscyplinarnej, dotyczyła pokrzywdzenia firmy Samsung Electronics. Prawnik wprowadził ją w błąd m.in. co do wysokości wpisu sądowego. Pobrał od klienta 25 tys. zł, nie przekazując pieniędzy do sądu. Następnie wskazał na potrzebę wpłacenia dodatkowych 75 tys. zł. Te pieniądze już trafiły na sądowe konto. Okazało się, że było to jednak za dużo. Sąd, chcąc zwrócić nadwyżkę, skontaktował się z B.P., a ten podał numer swojego rachunku bankowego i tam środki zostały przelane. Adwokat zapomniał jednak o tym, by rozliczyć się z klientem. Za przywłaszczenie 75 tys. zł został skazany na najsurowszą z kar – wydalenie z adwokatury. Ten wymiar kary utrzymał Wyższy Sąd Dyscyplinarny. Z rozstrzygnięciami tymi, jak pisaliśmy w „Rz" w lutym 2020 r., zgodziła się też Izba Dyscyplinarna.

Dziś w rejestrze adwokatów B.P. figuruje jako były mecenas. Jako data jego skreślenia z listy podany jest listopad 2020 r.

Czy to oznacza, że warszawska rada wykonała orzeczenie Izby, której nie uważa za sąd?

– To była bardzo trudna decyzja dla samorządu, bo z naszych uchwał wynika, że podobnie jak orzekły połączone izby SN, nie uznajemy Izby Dyscyplinarnej SN za sąd, ponieważ nie jest niezależna. Decyzja o wydaleniu B.P. w żadnym razie nie legitymizuje jednak tej Izby, nie odnosi się nawet do jej orzeczenia – mówi Mikołaj Pietrzak, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie. – B.P. sprzeniewierzył się standardowi, który obowiązuje każdego adwokata, i został przez sądownictwo dyscyplinarne wydalony. Niezależnie więc od tego, jak oceniamy Izbę Dyscyplinarną, nie mogliśmy pozwolić, by adwokat, który sprzeniewierzył się zaufaniu publicznemu, roli adwokatury i zaufaniu swoich klientów, nadal występował jako adwokat – dodaje.

Inaczej na sprawę patrzy jednak adwokat dr Karol Pachnik.

– Wniesienie kasacji od orzeczenia WSD z mocy prawa wstrzymuje wykonanie orzeczenia do czasu jej rozpoznania. Tu nie ma żadnej uznaniowości. Zdarza się, że kasacje są uwzględniane przez SN, a orzeczenia WSD uchylane. Dziekan Mikołaj Pietrzak powiedział publicznie, broniąc sędziego Pawła Juszczyszyna, że w Izbie Dyscyplinarnej nie zapadło żadne orzeczenie, bo ta nie jest sądem. Wydalenie adwokata B.P. było możliwe tylko po uznaniu Izby Dyscyplinarnej albo z rażącym złamaniem art. 91d ust. 2 ustawy – Prawo o adwokaturze, wskutek niepoczekania na rozpoznanie kasacji przez Izbę Karną SN – twierdzi mecenas.

Dziekan Pietrzak jest jednak przekonany, że rada podjęła słuszną decyzję.

– Sam głosowałem za wydalenie B.P., wykonując orzeczenia sądów dyscyplinarnych – zaznacza.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA