Statystycy są zgodni: tak wyrównanej rywalizacji dwóch zawodników w historii Grand Prix nie było, a im bliżej końca, tym bardziej staje się ona zacięta.

Po raz pierwszy dwóch żużlowców wygrało po cztery rundy w jednym sezonie. Na dziewięć turniejów tylko raz, na inaugurację, zwyciężał ktoś spoza tej dwójki (Maciej Janowski). W ostatnich czterech turniejach Zmarzlik i Łaguta pierwsi przekraczali linię mety finałowego wyścigu.

W każdym innym sezonie Łaguta lub Zmarzlik, gdyby nie było tego drugiego, byłby już właściwie pewny złota. Przed dwoma toruńskimi rundami Grand Prix różnica między nimi to zaledwie punkt, co przy ich obecnej formie może oznaczać, że wszystko rozstrzygnie się dopiero w ostatnim biegu.

Grand Prix
Czołówka klasyfikacji generalnej

1. Artiom Łaguta (MFR) - 158 pkt., 2. Bartosz Zmarzlik (Polska) - 157, 3. Emil Sajfutdinow (MFR) - 121, 4. Fredrik Lindgren (Szwecja) - 119, 5. Tai Woffinden (Wielka Brytania) - 96, 6. Maciej Janowski (Polska) - 95.

Dla Zmarzlika byłoby to trzecie złoto z rzędu. Już teraz jest najbardziej utytułowanym polskim żużlowcem, bo przed nim mistrzostwo świata zdobywali tylko Jerzy Szczakiel i Tomasz Gollob (po razie). Trzy tytuły w trzy lata sprawiłyby jednak, że Zmarzlik znalazłby się w gronie najlepszych jeźdźców w historii. Taka sztuka w erze GP, czyli po 1994 r., nie udała się jeszcze nikomu, a wcześniej zdołał tego dokonać tylko raz słynny Nowozelandczyk Ivan Mauger.

Łaguta dla odmiany nie ma na koncie ani jednego medalu mistrzostw świata. Po raz pierwszy awansował do cyklu w 2011 r. Wówczas furory nie zrobił, a na możliwość poprawy czekał aż siedem lat.

Po szóstym miejscu na koniec sezonu 2018 trafił do grona faworytów, ale dotychczas z tej roli nie wywiązywał się należycie. Z formą wystrzelił dopiero teraz, po przenosinach do Sparty Wrocław, z którą zresztą w niedzielę zdobył swój pierwszy medal w PGE Ekstralidze.

Czytaj więcej

Daniel Bewley ze Sparty (kask czerwony) przed Wiktorem Lampartem z Motoru (kask biały).
Betard Sparta Wrocław żużlowym mistrzem Polski

Złoto Łaguty byłoby pierwszym takim medalem w historii rosyjskiego żużla, i to wliczając czasy radzieckie. Mimo dwóch brązów Emila Sajfutdinowa już w erze „nowożytnej" największymi sukcesami tamtejszych zawodników są dwa drugie miejsca Igora Plechanowa z lat 60.

Paradoksalnie Łaguta po wygranych rundach słucha w tym sezonie Piotra Czajkowskiego zamiast rosyjskiego hymnu. To efekt czteroletniego zakazu udziału w najważniejszych imprezach sportowych na świecie, jaki na Rosję nałożyła Światowa Agencja Antydopingowa (WADA).

Łaguta, podobnie zresztą jak Sajfutdinow, i tak nieco dystansuje się od ojczyzny. Obaj mają także polskie obywatelstwo, obaj mówią świetnie po polsku, a w tym sezonie solidarnie zbojkotowali reprezentację Rosji w zawodach Speedway of Nations (SoN), będących namiastką rywalizacji drużynowej.

Rosyjska Federacja Motocyklowa lubi czasem pochwalić się ich wynikami, ale poza tym niespecjalnie się nimi interesuje, na SoN nie zapewniając nawet jednakowych, reprezentacyjnych kewlarów. Sajfutdinow napisał kiedyś list do Władimira Putina, żeby na Kremlu dowiedzieli się o ich sukcesach, ale nic to nie zmieniło. O liście głośniej było w polskich mediach niż w rosyjskich, a Sajfudtinow z Łagutą pozostają nadal bardziej popularni nad Wisłą niż w ojczyźnie.

W Toruniu Łaguta bronić będzie punktu przewagi nad Zmarzlikiem, Sajfutdinow z kolei, trzeci w klasyfikacji cyklu – dwóch punktów nad czwartym Szwedem Fredrikiem Lindgrenem.

Tak minimalne różnice sprawiają, że pretendenci do medali będą się mogli w istocie poczuć, jak żużlowcy z czasów sprzed Grand Prix, gdy mistrzostwa świata rozgrywane były w formie jednego turnieju, o tytule rozstrzygała dyspozycja dnia, a o porażce – jedno nieudane wyjście spod taśmy.

Transmisja Grand Prix Polski w Toruniu w Canal+ Sport 2 (piątek) i Canal+ Premium (sobota). Początek obu rund o godz. 19.00