Reforma składki zdrowotnej, czyli bez księgowego z Excelem ani rusz

Większość przedsiębiorców zyska na reformie składki zdrowotnej, choć nie będzie ona powrotem do prostych zasad sprzed 2022 roku – tak ocenia nowe rządowe propozycje Joanna Narkiewicz-Tarłowska, doradczyni podatkowa, dyrektorka w kancelarii Vialto Partners.

Aktualizacja: 25.03.2024 10:22 Publikacja: 25.03.2024 04:30

Joanna Narkiewicz-Tarłowska

Joanna Narkiewicz-Tarłowska

Foto: materiały prasowe

Jakie było pani pierwsze wrażenie po konferencji, na której ministrowie finansów i zdrowia pokazali na obrazkach nowy system rozliczania składki zdrowotnej?

Dobrze, że pan pyta o wrażenie, a nie prosi o poradę. Bo to na razie były tylko założenia, a jeszcze nawet nie projekt ustawy. Moje pierwsze wrażenie jest takie, że zapowiada się obniżenie obciążeń składkowych dla większości przedsiębiorców, a zwłaszcza dla tych o wysokich przychodach rozliczających się według skali podatkowej, ale wyliczenie tych składek nie będzie dla wszystkich takie proste.

Przed dwoma laty ta składka stała się de facto nowym podatkiem, bo w ramach tzw. Polskiego Ładu zniesiono możliwość odliczania go od kwoty należnego PIT. Na ile rządowe zapowiedzi są sprzątaniem po tym nieładzie?

Te propozycje nie zmierzają do przywrócenia stanu sprzed 2022 roku. Wtedy składka była równa dla wszystkich i wszyscy mogli odliczać 7,75 proc. z 9-procentowej składki, a więc obciążenie nią było mało zauważalne. Polski Ład rzeczywiście wprowadził zakaz odliczania składki. Ta reforma trochę ewoluowała i w końcu umożliwiła przedsiębiorcom korzystającym z liniowej, 19-procentowej stawki odliczenie części składki. Taką możliwość częściowego odliczenia mają też przedsiębiorcy rozliczający się zryczałtowanym PIT. Proponowane na 2025 rok zmiany nie przywrócą możliwości takiego odliczania, a wręcz ją zlikwidują tam, gdzie jeszcze jest. Co więcej, te zmiany dotyczą tylko przedsiębiorców, a nie osób pracujących na etatach czy umowach zlecenia.

Czytaj więcej

Gruntowna reforma składki zdrowotnej na 100 dni rządu Tuska

Składka obliczana według nowych reguł ma być niby zryczałtowana, ale jednak nie zawsze taka sama...

Ona już dziś jest zryczałtowana dla tych podatników PIT, którzy wybrali ryczałtowe rozliczenie podatku. Mamy trzy kwoty zryczałtowanej składki, w zależności od poziomu przychodów takiego przedsiębiorcy. I chyba właśnie tym schematem zainspirowali się pomysłodawcy rozwiązań na przyszły rok. Zarówno przy podatku rozliczanym na zasadach ogólnych, jak i przy liniowym PIT składka ma być, co do zasady, zryczałtowana.

Przypomnijmy ogólnie te proponowane nowe zasady obliczania składki.

W przypadku podatników rozliczających się według skali, czyli na zasadach ogólnych, stawka ma nadal wynosić 9 proc., ale będzie ona obliczana od stałej kwoty, jaką będzie 75 proc. minimalnego wynagrodzenia. Biorąc pod uwagę, że w przyszłym roku minimalne wynagrodzenie ma wynosić ok. 4600 zł, to kwota składki wyniesie około 310 zł. W przypadku podatników, którzy wybrali liniowy PIT, rozliczenie będzie nieco bardziej złożone. Dopóki nie zarobią dwukrotności przeciętnego wynagrodzenia, też będą płacili 9 proc., naliczane od podstawy wynoszącej 75 proc. minimalnego wynagrodzenia. Gdy ten próg przekroczą, stawka spadnie im do 4,9 proc., liczone od nadwyżki ponad dwukrotność przeciętnego wynagrodzenia. U ryczałtowców ma być jeszcze inaczej. Składkę w wysokości 9 proc. od 75 proc. minimalnego wynagrodzenia zapłacą ci, których miesięczny przychód nie przekroczy czterokrotności przeciętnego wynagrodzenia. Jeśli zarobią więcej, to zapłacą 3,5 proc. od nadwyżki ponad ten próg.

Nie sprawia to wrażenia prostych rozliczeń. Tu wynagrodzenie minimalne, tam przeciętne, stawki też będą różne. Bez księgowego ani rusz?

Zgadzam się, nowy system nie będzie tak prosty, jak przed 2022 rokiem. Zaznaczmy też ponownie, że oprócz nowych stawek i nowych zasad obliczania składki planowane jest zniesienie możliwości odliczania części zapłaconej składki od należnego podatku dla rozliczających się według liniowego PIT oraz ryczałtu. Spodziewam się, że program Excel w biurach rachunkowych będzie jeszcze intensywniej używany, a księgowi będą musieli wprowadzić do niego kolejne formuły obliczeniowe.

Zakładając, że właśnie w tej formie nowe zasady będą wprowadzone – które grupy podatników najwięcej na tym zyskają?

To zależy od wysokości przychodów. Jeśli chodzi o przedsiębiorców opodatkowujących swoje dochody według skali, to zyskają wszyscy – tym więcej, im wyższe mają przychody. Na przykład osoba z przychodami brutto rzędu 10 tys. zł miesięcznie zyska ok. 460 zł w skali miesiąca. A osoba zarabiająca 30 tys. zł brutto na miesiąc otrzymałaby na rękę ok. 2260 zł więcej miesięcznie.

W przypadku przedsiębiorców opodatkowanych podatkiem liniowym, przy miesięcznych przychodach brutto w wysokości 10 tys. zł zysk wyniesie ok. 30 zł na miesiąc, a osoba zarabiająca 30 tys. zł brutto w skali miesiąca otrzyma o ok. 200 zł więcej na miesiąc. Można zatem powiedzieć, że ta grupa zyska stosunkowo niewiele. Na stronach Ministerstwa Finansów jest informacja, że liniowcy „zyskają co najmniej ok. 100 zł miesięcznie, a wraz ze wzrostem dochodów (do 2-krotności przeciętnego wynagrodzenia) ich korzyść na niższej składce będzie rosła i wyniesie maksymalnie ok. 530 zł miesięcznie”. Owszem, na samej składce tyle zyskają, ale biorąc pod uwagę, że zniesiona zostanie możliwość częściowego odliczenia składki dla celów podatku PIT, ostatecznie zysk będzie mniejszy.

Czytaj więcej

Będzie rewolucja w składce zdrowotnej. Ma być prostsza i niższa

A jak wygląda sytuacja ryczałtowców?

Przedsiębiorca opłacający ryczałt od przychodów ewidencjonowanych, zakładając, że jego stawka podatku wynosi 15 proc., przy przychodzie miesięcznym brutto w wysokości 10 tys. zł zyska ok. 340 zł w skali miesiąca, a przy przychodzie 30 tys. miesięcznie – ok. 900 zł na miesiąc. Jednak np. przy miesięcznym przychodzie brutto ok. 60 tys. zł straci ok. 150 zł na miesiąc. Wynika to z tego, że obecnie, nawet przy bardzo wysokich przychodach, płacił dość niską zryczałtowaną składkę zdrowotną w wysokości ok. 1258 zł miesięcznie. Ponadto w tej grupie podatników również zniesiona zostanie możliwość częściowego odliczenia składki dla celów podatku PIT.

Wspomniała pani, że podatnicy rozliczający się PIT liniowym stosunkowo niewiele zyskają na reformie składkowej. A tak bardziej ogólnie, czy taki reżim będzie ogólnie mniej opłacalny?

Ten reżim, zakładający jednolitą stawkę 19 proc. bez kwoty wolnej, już dziś jest nieopłacalny dla mniejszych przedsiębiorców, osiągających przychody do około 180 tys. zł rocznie. Kto rozlicza się według skali, korzysta z 30-tysięcznej kwoty wolnej oraz z 12-procentowej stawki do 120 tys. zł dochodu rocznie. Gdy ten liniowy schemat wprowadzano przed 20 laty, rozliczenie według skali bywało mniej korzystne, m.in. dlatego że nie było owej 12-procentowej stawki. Po proponowanych zmianach zastosowanie liniowego PIT może dawać korzyści tym, którzy zarabiają powyżej 260 tys. zł rocznie brutto, ale i tak będą one nadal nieco niższe niż przy ryczałcie.

Pojawiły się już głosy, że nowy system nie będzie sprawiedliwy. Pewna znana doradczyni podatkowa tak skomentowała plany rządu: „Nieustająco wiatr w oczy. Ja chcę płacić ryczałtowo. Wyłącznie. Czy ktoś zarabia dużo czy mało, ma taki sam dostęp do służby zdrowia. A to jest składka ponoć, nie podatek”. Co pani o tym sądzi?

Myślę, że wielu przedsiębiorców wciąż z wielką chęcią przyjęłoby powrót do czasów sprzed wprowadzenia Polskiego Ładu. Na pewno jest w przestrzeni publicznej dużo dyskusji, czy ze składką zdrowotną powinno być tak jak z podatkami. A pewne jest jedynie to, że korzystanie z publicznych świadczeń nie zależy od tego, ile kto zapłaci publicznych danin. To, że ktoś płaci wysokie podatki, nie daje mu prawa do jeźdżenia więcej po publicznych drogach niż ktoś, kto płaci mniej albo wcale. Jeśli zakładane zmiany wejdą w życie, to naliczanie składki zdrowotnej nie będzie jednak ryczałtowe dla wszystkich.

Rząd zapowiada też, że zniesie zasadę wliczania do podstawy wymiaru składki wartości zbywanych przez przedsiębiorcę środków trwałych…

To akurat krok w dobrym kierunku. Jeśli mówiliśmy o sprzątaniu bałaganu, to będzie dobry tego przykład. Ta reguła była absurdalna, bo zbycie środków trwałych jest zwykłą czynnością w biznesie i nie musi oznaczać, że przedsiębiorca na tym realnie zarobi.

Jak pani myśli, dlaczego rząd zaproponował zmiany zasad naliczania składki dla przedsiębiorców, ale nie zrobił tego dla pracowników?

Też zadaję sobie takie pytanie, ale trzeba je skierować raczej do rządzących. Wygląda na to, że jeśli zakładane zmiany wejdą w życie, to przedsiębiorcy w większości na nich skorzystają.  A jeśli chodzi o pracowników, to przynajmniej na razie nie słychać, że coś się u nich zmieni. To może zachęcać do wyboru samozatrudnienia zamiast pracy na etacie, szczególnie w przypadku osób o wyższych zarobkach. Oczywiście samozatrudniony jako przedsiębiorca będzie ponosił większe ryzyko gospodarcze niż pracownik i nie będzie miał ochrony wynikającej z kodeksu pracy.

Jak wyglądałoby porównanie sytuacji pracownika i samozatrudnionego na przykładzie miesięcznych zarobków około 6 tys. zł brutto?

Wynagrodzenie netto takiej osoby jako pracownika wynosi miesięcznie ok. 4420 zł. Natomiast samozatrudniony rozliczający się na zasadach ogólnych po zmianach otrzyma na rękę ok. 3960 zł miesięcznie, co w porów- naniu z obecnymi ok. 3860 zł oznacza wzrost o ok. 100 zł. Jest to jednak i tak mniej, niż otrzyma pracownik. Wynika to ze stosunkowo wysokiej składki na ubezpieczenie społeczne, a nie składki zdrowotnej. Nie uwzględniam tu jednak kosztów uzyskania przychodów, o które przedsiębiorca mógłby sobie obniżyć podstawę opodatkowania.

A jaka będzie sytuacja osób lepiej zarabiających?

Jeśli np. porównamy osoby o miesięcznym przychodzie 16 tys. zł brutto, to pracownik otrzyma na rękę ok. 10 530 zł, a przedsiębiorca na skali podatkowej dostanie po zmianach ok. 11 860 zł (przed zmianami otrzymałby ok. 10 860 zł). Oznacza to, że po zmianach jego miesięczne netto będzie o ok. 1330 zł wyższe niż dla pracownika. Oczywiście, im większe zarobki, tym większa różnica. Na przykład przy przychodach 30 tys. zł brutto miesięcznie wynagrodzenie netto dla pracownika wyniesie ok. 18 350 zł, a dla przedsiębiorcy rozliczającego się według zasad ogólnych po zmianach – ok. 21 380 zł (gdyby nie było zmian, otrzymałby ok. 19 120 zł). Natomiast liniowiec lub ryczałtowiec o takich przychodach otrzymałby po zmianach jeszcze więcej.

Domyślam się, że rząd ogranicza reformę do przedsiębiorców, bo sam przyznaje, że wpłacają oni 19 mld zł rocznie, a pracownicy znacznie więcej, bo 62,1 mld zł. Reforma zmniejszy wpływy ze składek, ale tylko w części dotyczącej przedsiębiorców. Pewnie związki zawodowe też zwrócą na to uwagę i zaczną się domagać rozszerzenia reformy.

Skutki reformy można będzie przewidzieć bardziej rzetelnie, gdy już będziemy mieli uchwaloną ustawę, a przynajmniej jej projekt. Będą zapewne konsultacje społeczne, potem prace parlamentarne, a w ich wyniku wiele może się w tych regułach zmienić. Wszystkie liczby, które podałam w naszej rozmowie, opierają się na danych z konferencji prasowej ministrów zdrowia i finansów. Dobrze, że poinformowali o swoich zamiarach na dziewięć miesięcy przed ich wprowadzeniem. Ale to wciąż tylko zamiary, a jeszcze nie ustawa.

Sądy i trybunały
Sędzia Piebiak może stracić immunitet. Oskarża go były lider KOD
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Konsumenci
Frankowicze mają nowy sposób na banki. Donoszą do prokuratury
Podatki
Ryczałtowcy chcą dzielić biznes, by obniżyć składkę zdrowotną
Praca, Emerytury i renty
Będzie dodatkowa waloryzacja emerytur i rent. Rząd odsłania karty
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Nieruchomości
Mieszkania społeczne. Koniec wyodrębniania na własność