Została pani wczoraj kandydatką Krajowej Rady Prokuratury na urząd prokuratora generalnego. Miała pani mocnego kontrkandydata. W takiej sytuacji zwycięstwo smakuje lepiej?
Irena L. Łozowicka: Z całą pewnością. I choć to nie jest jeszcze ostateczne zwycięstwo, to wybór Rady jest dla mnie w pewnym sensie wygraną. Mam satysfakcję.
Co zdecydowało o wygranej?
Myślę, że profesjonalizm, staż pracy, doświadczenie na wszystkich szczeblach prokuratury.
Jakich argumentów będzie pani używać jako przyszły prokurator generalny dla utrzymania niezależności?
Będę się starała dowieść, że tylko prokuratura niezależna jest silna, i tylko niezależna może służyć państwu i społeczeństwu.
Polityka nie służy prokuraturze?
Oczywiście że nie, wręcz jej szkodzi. Nawet gdyby spełniły się zapowiedzi włączenia prokuratury do Ministerstwa Sprawiedliwości, to zakładam, że byłaby w zakresie swoich kompetencji odrębną i niezależną jednostką, kierowaną przez osobę wybraną zgodnie z obowiązującą procedurą, a nie przez polityka.
Połączenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego zahamuje rozwój prokuratury?
Zdecydowanie tak. To krok w tył, a prokuratura musi iść do przodu.
W wystąpieniu wspominała pani o zmianach w polityce medialnej. Czy to oznacza, że prokuratura ma być bardziej otwarta na społeczeństwo?
Jak najbardziej. Wielu ludziom prokurator kojarzy się jedynie ze ściganiem przestępczości. A jest jeszcze Trybunał Konstytucyjny, w którym prezentuje swoje stanowisko, postępowania cywilne itd. Prokuratura to nie tylko parę nieudanych spraw, o których głośno za sprawą mediów. To tysiące profesjonalnie zakończonych postępowań. Problem w tym, że nikt poza nami, prokuratorami, o tym nie wie. A powinien każdy. Druga sprawa to język, jakiego używają prokuratorzy. Jest niezrozumiały. To się musi zmienić.
A co, gdy prokuraturze zdarzy się wpadka?
Trzeba się przyznać do błędu.