Sąd Najwyższy oddalił kasację od orzeczenia utrzymującego w mocy karę pozbawienia prawa wykonywania zawodu. Postanowienie nosi datę 3 listopada 2016 r., ale dopiero w tym roku SN upublicznił jego uzasadnienie (sygn. akt SDI 64/15).

Wykorzystała cudze maile

Sprawa dotyczyła znanej prawniczki V.G., przeciwko której toczyło się kilka postępowań dyscyplinarnych w Lublinie i Warszawie m.in. za działania na szkodę klientów i nierzetelne wywiązywanie się z obowiązków zawodowych. Najsurowszą z kar dyscyplinarnych - pozbawienie prawa wykonywania zawodu, wymierzono V. G. w sierpniu 2013 r. za postępowanie sprzeczne z zasadami etyki zawodu. V. G. ujawniła bowiem prokuratorowi informacje stanowiące tajemnicę zawodową. Co gorsza, w ich posiadanie weszła bezprawnie, włamując się do poczty mailowej na komputerze swego klienta. Orzeczenie Okręgowego Sądu Dyscyplinarnego niecałe dwa lata później utrzymał w mocy Wyższy Sąd Dyscyplinarny.

Obrońca V.G. wniosła kasację do Sądu Najwyższego zarzucając sądom obu instancji rażące naruszenie przepisów prawa procesowego, które miało istotny wpływ na treść orzeczenia. Sprawa V.G. była rozpatrywana pod nieobecność obwinionej, odmówiono jej także powołania obrońcy z urzędu. Tymczasem - przekonywała autorka kasacji - istniały uzasadnione wątpliwości co do poczytalności V.G. , która swoją nieobecność na kolejnych rozprawach usprawiedliwiała zwolnieniami lekarskimi od psychiatry. Potwierdzały one niemożność stawienia się przez V.G. w sądzie z powodu choroby psychicznej - depresji i zespołu stresu pourazowego. Zdaniem obrońcy Sąd dyscyplinarny powinien był zamówić opinię u biegłych psychiatrów o stanie zdrowia obwinionej w chwili czynu, a także o możliwości jej udziału w postępowaniu przed sądem dyscyplinarnym. Wśród licznych zarzutów były też takie, że sąd nie przesłuchał żadnego świadka wskazanego przez V.G. ani nie próbował ustalić, czy nie działała w stanie wyższej konieczności.

Na podstawie analizy akt sprawy Sąd Najwyższy uznał, że kasacja nie była zasadna.

To tylko stres

- Samo przedłożenie zaświadczenia lekarskiego od lekarza psychiatry, nie świadczyło o możliwej niepoczytalności obwinionej, która brała aktywny udział w postępowaniu przed rzecznikiem dyscyplinarnym oraz przed sądami dyscyplinarnymi, składała wyjaśnienia i pisemne wnioski – uznał SN.

Potwierdziła to opinia sądowo-psychiatryczna wydana na zlecenie SN. Wynikało z niej jednoznacznie, że zaburzenia nastroju u V.G. były jedynie reakcją organizmu na stres związany z wydarzeniami z jej życia osobistego i zawodowego, m.in. wieloletnim postępowaniem sądowym. SN podkreślił, że dopuścił dowód z opinii sądowo-psychiatrycznej nie dlatego, że miał wątpliwości co do stanu poczytalności V.G., lecz po to, by ustalić, czy stan zdrowia pozwalał jej na udział w postępowaniu kasacyjnym. Prawniczka przedstawiła bowiem kolejne zwolnienie lekarskie. - Sądy dyscyplinarne nie miały więc obowiązku powoływania biegłych psychiatrów w celu wydania opinii o stanie zdrowia psychicznego obwinionej, ani też w związku z tym wyznaczania jej obrońcy z urzędu – stwierdził SN.

V.G. nie została także pozbawiona możliwości obrony przez to, że odmówiono jej przyznania obrońcy z urzędu. Wniosek w tej sprawie umotywowała złą sytuację materialną, lecz nie wykazała, że nie jest w stanie ponieść kosztów obrony bez uszczerbku dla niezbędnego utrzymania siebie i rodziny.

L-4 nie usprawiedliwia nieobecności w sądzie

Za całkowicie chybiony SN uznał twierdzenia obrońcy, że nieobecność obwinionej na rozprawach przed Okręgowym Sądem Dyscyplinarnym została usprawiedliwiona i dlatego niedopuszczalne było prowadzenie sprawy pod jej nieobecność. Dostarczone przez V.G. zaświadczenia lekarskie na druku L-4 nie spełniały wymogów, gdyż nie zostały prawidłowo wystawione przez lekarza sądowego.

- Zaświadczenie potwierdzające niezdolność do wykonywania pracy nie jest równoznaczne z potwierdzeniem niemożliwości uczestnictwa w rozprawach przed sądami – podkreślił Sąd Najwyższy.

SN nie podzielił również stanowiska obrońcy, że żaden ze świadków zawnioskowanych przez obwinioną nie został przesłuchany przez sąd. Z akt sprawy wynikało, że jednego świadka przesłuchał sąd I instancji, a drugi nie stawił się w sądzie mimo wielokrotnych wezwań usprawiedliwiając nieobecność stanem zdrowia związanym z ciążą, a potem opieką nad małym dzieckiem.

Wszystkie te okoliczności zdecydowały o oddaleniu kasacji w sprawie V.G.