Prokuratorzy z Łodzi, samorządowcy z Jaworzna-Zroju czy Działoszyna szybciej wychodzą w tych dniach do domu. – Ale nie wszyscy. Zostają dyżurni – zapewniają urzędnicy. Powód? Upał.
Szef łódzkiej prokuratury okręgowej wydał zarządzenie, w którym zdecydował, że od wtorku do czwartku włącznie skraca pracę podwładnych we wszystkich podległych mu jednostkach. Większość prokuratorów może iść do domu o godz. 14.
– Mamy stare budynki, a nawet w tym w Pabianicach, który został oddany do użytku w zeszłym roku, w większości pokoi nie ma klimatyzacji. Temperatura przekracza 30 stopni Celsjusza, a najgorzej jest na ostatnich piętrach – tłumaczy Jacek Pakuła z łódzkiej prokuratury.
Podkreśla, że nie wszyscy pracownicy mogą wyjść do domu o 14. – Wszystkie przesłuchania czy inne czynności, które zostały zaplanowane wcześniej, odbędą się. Interesanci też będą normalnie przyjmowani – tłumaczy prok. Pakuła. Dodaje, że czas pracy łódzkim śledczym skrócono także 29 lipca, gdy temperatura również przekraczała ponad 30 stopni.
Prokuratorzy z Łodzi nie są żadnym wyjątkiem. Zarządzenie o skróceniu czasu pracy wydał też burmistrz Działoszyna. Tam urzędnicy mogli wczoraj czy dziś skończyć pracę o 14.30. W Jaworznie-Zdroju samorządowcy też mają w tych dniach szybszy fajrant.
– W większości naszych pomieszczeń nie ma klimatyzacji. Jest ona w wydziałach obsługi mieszkańców czy u prezydentów. Pozostali urzędnicy muszą radzić sobie inaczej. Większość korzysta z tradycyjnych wiatraków – opowiada Katarzyna Wołczańska, rzecznik Jaworzna.
Dodaje, że najgorzej jest na piątym piętrze. – Pracownicy mogą poczuć się zmęczeni, więc gdy dowiedzieli się, że skrócono czas pracy, to na pewno była dla nich ulga – uważa pani rzecznik.
W Jaworznie także wprowadzono specjalny dyżur dla interesantów. – W każdym wydziale jest urzędnik, który obsłuży interesantów – tłumaczy urzędniczka. Zauważa też, że władze miasta zdecydowały się w tym roku skrócić czas pracy pierwszy raz od wielu lat. – Podobną sytuację mieliśmy w lipcu, gdy też były rekordy ciepła – dodaje Katarzyna Wołczańska.
Tamtego lipcowego dnia krócej pracowało starostwo powiatowe w Kole. – Nie dało się wytrzymać. Temperatura na ostatnim piętrze sięgała wówczas ponad 30 stopni – opowiada starosta Wieńczysław Oblizajek. Dodaje, że teraz Koło ma szczęście, bo u nich nie ma upałów. W środę w tym mieście padał deszcz.
– Ale jeśli upały powrócą, to nie będę się wahał ani minuty i skrócę czas pracy. Do tego zachęca inspekcja pracy – tłumaczy starosta. – Są przepisy pozwalające na przerwę w pracy i powrót do niej, gdy temperatura nieco spadnie.Jednak to w Polsce nie jest praktykowane – dodaje.
Dodaje również, że widział w telewizji reportaż o drogowcach pracujących w upałach. – Im także przysługuje krótszy czas pracy, tak samo jak samorządowcom. Ich pracodawca, za zmuszanie do pracy w takich warunkach powinien być ukarany – uważa starosta.
Danuta Rutkowska, rzecznik inspekcji pracy, mówi, że dziś pracodawcy wiedzą, jakie mają obowiązki wobez pracowników w upały. – Mają dostarczyć zimną wodę, pomieszczenia powinny być też wentylowane – tłumaczy.
Rutkowska zwraca także uwagę na to, że jeśli warunki pracy nie są odpowiednie, to pracownik może opuścić swoje miejsce pracy, ale wcześniej powinien powiadomić o tym przełożonego. – Zawsze też może poskarżyć się inspekcji pracy. Jeśli stwierdzimy wykroczenie przeciwko jego prawom, możemy pracodawcę ukarać mandatem do 2 tys. złotych – dodaje Rutkowska.
Katarzyna Pietraszak z inspekcji pracy w Bydgoszczy mówi, że do tej pory wpłynęło osiem skarg dotyczących złych warunków pracy z powodu upału. – Ale w porównaniu z poprzednimi latami jest ich bardzo mało – przyznaje.
Inspektorzy z Bydgoszczy skontrolowali m.in. firmę ochroniarską, której pracownicy pilnowali terenu budowy, a przebywali w blaszanym pawilonie. Temperatura w środku przekraczała 30 stopni. – Pracodawca dostał upomnienie, a nie karę, bo zdarzyło mu się to po raz pierwszy – tłumaczy Pietraszak.