Bayer nie zgadza się z oceną amerykańskiego sądu i chce złożyć apelację - informuje Deutsche Welle.
Chodzi o zawierający glifosat herbicyd Roundup produkowany przez należący do koncernu Bayer Monsanto. Zdaniem ławy przysięgłych środek znacznie przyczynił się do pojawienia się choroby nowotworowej u 70-letniego Edwina Hardemana z Kalifornii.
Monsanto sprzedaje Roundup od ponad 40 lat na całym świecie (także w Polsce) i zapewnia, że ten środek, stosowany w odpowiedni sposób, jest niegroźny dla zdrowia. Skarżący uważa jednak, że firma zataja informacje dotyczące szkodliwości środka.
Według Deutsche Welle, sprawa ma dla koncernu Bayer ogromne znaczenie, ponieważ została uznana za modelową („bellwether case"). Oznacza to, że stanowi test dla innych tego typu przypadków. Tylko przed sądem w San Francisco może być ponad 760 podobnych spraw. Siedem procesów ma ruszyć w tym roku.
Fala oskarżeń wobec koncernu Bayer z Leverkusen pojawiła się po tym, gdy w sierpniu 2018 roku ława przysięgłych z Kalifornii w innym procesie przyznała choremu na raka Dewayne'owi Johnsonowi zadośćuczynienie i odszkodowanie w wysokości 289 milionów dolarów. Kwotę tę potem zmniejszono do 78 milionów dolarów, jednak treść wyroku nie została zmieniona. Koncern także wtedy złożył apelację.
Z powodu glifosatu do końca stycznia 2019 r. w USA wpłynęły pozwy od 11 200 osób.
Czy glifosat ma działanie rakotwórcze? Wciąż nie ma co do tego pewności. Jak informuje Deutsche Welle, Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) oraz odpowiednie instytucje w UE doszły do wniosku, że glifosat nie wywołuje raka. Stanowisko to jest sprzeczne z oceną Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC), działającej w strukturach Światowej Organizacji Zdrowia. Trzy lata temu uznała ona, że glifosat „prawdopodobnie wywołuje nowotwory u ludzi".