Łukasz Korzeniowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego, jeden z finalistów konkursu stypendialnego (a przy tym prezes stowarzyszenia zajmującego się prawami uczniów) poinformował w social mediach, że laureatom zaoferowano możliwość odbycia praktyk w kancelarii KKG za 600–900 zł miesięcznie – zależnie od liczby dni pracy w tygodniu. Odmówił – i podobno nie on jedyny tak zrobił.

Praktyki absolwenckie

Informacja ta wywołała na nowo dyskusję o oferowaniu studentom praktyk i staży za płacę poniżej minimalnej, lub wręcz darmowych.

Zarówno UJ, jak i KKG podkreślają, że nagrodą w konkursie jest stypendium w wysokości 5 tys. zł rocznie, fundowane przez kancelarie. Praktyki zaś nie są częścią nagrody, a kancelaria zaprasza do ich odbycia wybranych uczestników konkursu z własnej inicjatywy. Trwają dwa miesiące, w oparciu o umowę o praktyki absolwenckie – może ona być zawarta odpłatnie lub nie.

Zgodnie z art. 1 pkt 2 ustawy o praktykach absolwenckich (DzU z 2018 r., poz. 1244.) mają one na celu „ułatwienie absolwentom uzyskiwania doświadczenia i nabywania umiejętności praktycznych niezbędnych do wykonywania pracy”.

Czytaj więcej

Koniec z niepłaceniem aplikantom za pracę, problem chce rozwiązać resort Ziobry

– Stażyści ćwiczą te umiejętności, m.in. pracując na realnych dokumentach, biorąc udział w rozprawach w charakterze publiczności, czy też przygotowując analizy literatury i orzecznictwa. Wszystkie te działania mają jednak charakter ćwiczeniowy, są oparte na przygotowanym przez nas programie i podlegają ocenie na końcu stażu – mówi Alicja Leginowicz-Krzywda, manager ds. marketingu, komunikacji i marki pracodawcy w KKG. Po zakończeniu stażu istnieje możliwość dalszej współpracy w oparciu o umowę zlecenia z zachowaniem wszelkich przepisów o wynagrodzeniu.

Pracuje i się uczy

Debata publiczna o tym, czy praktyki powinny być odpłatne, trwa od dawna. Prócz oczywistego konfliktu interesów praktykantów i „praktykodawców” rysuje się tu też różnica w podejściu do tej instytucji – czy praktyki to raczej nauka, czy praca.

Jak wskazuje Michał Kibil, adwokat specjalizujący się w prawie pracy, wyznaczenie granicy między pracą a nauką może bywa ciężkie w przypadku zadań merytorycznych.

– Jeżeli praktykant wykonywałby czynności techniczne, takie jak przykładowo zapewnienie środków higienicznych biura czy popularne parzenie kawy, wtedy należałoby się zastanowić, czy nie stanowi to już wykonywania pracy – mówi ekspert. – Nawet, a może przede wszystkim, bezpłatne praktyki powinny być ukierunkowane na przyuczenie praktykanta, a nie obniżenie kosztów prowadzenia kancelarii. Bardziej doświadczeni i świadomi studenci prawa słusznie nie pozwalają sobie na korzystanie z ich pracy bezpłatnie – dodaje.

Czytaj więcej

Tomasz Pietryga: Nie chcą stażu za 5 zł. O co im chodzi

– Wśród samych studentów zaś panuje konsensus, że praktyki powinny być płatne co najmniej na poziomie płacy minimalnej. Tym bardziej że często to, co nazywane jest „praktykami”, okazuje się normalną pracą – mówi Adam Buwelski z samorządu studentów WPiA UW. – Zdecydowanie widać zmianę mentalności na rynku – kancelarie coraz częściej zamiast umowy o praktyki oferują umowę zlecenia, za stawki nawet wyższe od minimalnych – aby nie narazić się na szkody wizerunkowe, bo zależy im na dobrej opinii studentów – dodaje.

– Z naszego doświadczenia wynika, że praca stażystów i praktykantów, przy odpowiednim nadzorze i dostosowaniu poziomu zleconych zadań do wiedzy i umiejętności konkretnej osoby, jest wartościowa dla klientów i może być wyceniana w ramach świadczonych dla klientów usług – mówi Maciej Jojczyk, radca prawny z Brightspot.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Bartosz Grohman, wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej

Planujemy wspólne działania z samorządem radców prawnych, po to by premiować odpłatne zatrudnianie. Nawet jeśli praktykant tylko nosi korespondencję na pocztę, jest to pewna wartość dla kancelarii – a nie stanowi to nauki i nie powinno być tak traktowane. Są jednak środowiska, gdzie wciąż pokutuje staroświeckie podejście, że student na praktykach się uczy, a nie zarabia. W czasach, gdy trudniej było się dostać na aplikację czy do kancelarii, możliwość praktykowania u wybitnego adwokata była wartością samą w sobie. Ale teraz wszystko się zmieniło, skomercjalizowało. Zresztą sami studenci (zwłaszcza w dużych miastach) coraz częściej rezygnują, gdy nie zaproponuje im się wynagrodzenia, bo kancelarii na rynku jest sporo. Nikt nie oczekuje nie wiadomo jakich pieniędzy, ale mamy stawki minimalne 22 zł i to należy płacić. Student przeczyta i streści mi jakiś dokument, ja zaoszczędzę trzy godziny, a on zarobi 60 zł – i wszystkim się to opłaca.