Reklama

W Ateneum znów kwitną jabłonie

Wojciech Kościelniak z sukcesem powraca do legendarnego spektaklu Agnieszki Osieckiej – pisze Jan Bończa-Szabłowski.

Aktualizacja: 04.04.2014 14:32 Publikacja: 01.04.2014 19:27

Emilia Komarnicka (na pierwszym planie) występuje w podwójnej roli: Buby i Zuzanny Reakcjonistki

Emilia Komarnicka (na pierwszym planie) występuje w podwójnej roli: Buby i Zuzanny Reakcjonistki

Foto: Teatr Ateneum, Bartek Warzecha Bartek Warzecha

„Świat nie jest taki zły, świat nie jest wcale mdły" – śpiewano w czasach małej stabilizacji w „Niech no tylko zakwitną jabłonie", których prapremiera w Ateneum przed pół wiekiem była wydarzeniem. Agnieszka Osiecka w 1964 r., korzystając z piosenek, skeczy, dokumentów, postanowiła opowiedzieć o Polsce przedwojennej i tej współczesnej.

Zobacz galerię zdjęć

Wojciech Kościelniak mierzył się z tym przedstawieniem kilkakrotnie. Na jubileusz Ateneum z aktorami tego teatru powtórzył wersję, którą z powodzeniem zrealizował ze studentami krakowskiej PWST.

Prapremiera „Jabłoni" rozpisana była na niemal 30-osobowy zespół Ateneum. W obecnej wersji gra jedynie siedem osób. Powstał spektakl zwarty, odwołujący się do współczesnych emocji, który ogląda się z zainteresowaniem. Interpretacja wielu piosenek jest przewrotna i zaskakująca.

Choćby „Rebeka". Poruszający utwór znany przede wszystkim z genialnego wykonania Ewy Demarczyk tu zaśpiewany przez Olgę Sarzyńską nabrał zupełnie nowego znaczenia. Demarczyk śpiewała o nieszczęśliwej miłości wrażliwej dziewczyny do chłopaka bez serca. Szarzyńska zaś, posługując się tym samym tekstem, opowiada o bezgranicznej głupocie nastolatek zaczytanych w kolorowych magazynach i zakochanych w swych okładkowych lub telewizyjnych idolach. Śpiewając „Ciebie pamiętam z tamtych stron", przerzuca ulubione czasopismo.

Reklama
Reklama

Używając słów piosenki, można powiedzieć, że w epoce powojennej u Kościelniaka „rozkwitają jabłonie i grusze". Weźmy walczyk Jerzego Jurandota z repertuaru Ireny Santor, który „westchnął cicho a szczerze przed Nieznanym Żołnierzem". Tu śpiewa go łamaną polszczyzną forpoczta nowego powojennego ładu, dziarska pionierka z armii „wyzwolicieli".

Dramatycznego wyrazu nabrała zaś piosenka „To wszystko z nudów, wysoki sądzie". zaśpiewana przez Emilię Komarnicką. Odnosi się do czasu sfingowanych powojennych procesów, w których ludzie niewinni musieli się przyznać do najbardziej absurdalnych zarzutów.

Radosna piosenka „Kiedy rano jadę osiemnastką" ma tu wymiar dość ponury, bo na każdym przystanku do spokojnych pasażerów dosiada się tajniak.

W tych „Jabłoniach" wyróżniają się zdecydowanie panie. Oprócz wymienionej Olgi Sarzyńskiej znakomita jest też Joanna Kulig, zwłaszcza w popisowym numerze kończącym część przedwojenną, zawierającym echa największych wtedy przebojów. Zniewalającej urody Emilia Komarnicka jest bardzo przekonująca jako przedwojenna gwiazda filmowa, a potem dziewczyna współczesna. Ciekawym łącznikiem między nowymi a dawnymi laty jest brawurowy Krzysztof Tyniec jako niezrównany konferansjer.

W przeciwieństwie do totalnej klapy „Operetki" w Dramatycznym tym razem Wojciech Kościelniak może poczuć smak sukcesu.

Jan Bończa-Szabłowski

Reklama
Reklama
Teatr
Styczniowe premiery Teatru TV bez wyróżnień
Teatr
Piotr Domalewski po „Ministrantach” wraca do teatru dyskutować o polskich bohaterach
Teatr
Anna Dymna wróciła do Teatru TV. TVP VOD ma „Norymbergę" z Crowem na wyłączność
Teatr
„Europa” Warlikowskiego: a nie mówiłem, że jesteśmy mordercami i kanibalami?
Teatr
„Europa” Krzysztofa Warlikowskiego. Cielecka, Chyra, Ostaszewska o krwawych tajemnicach Europy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama