Prawie 100 mln zł (według średnich katalogowych cen towarów i usług) ma zamiar oszczędzić Ministerstwo Sprawiedliwości na wspólnych zakupach dla wszystkich sądów w kraju. I to właśnie oszczędności są głównym argumentem za tym, by utrzymać system centralnych zakupów dla sądownictwa.

Brakuje papieru

– Jeśli pojawiają się jakieś problemy, staramy się reagować i załatwiać je na bieżąco – informuje „Rz" Patrycja Loose, rzeczniczka resortu.

A problemy są. Wiedzą o nich sami sędziowie. Obok braku materiałów biurowych od stycznia doszły też kłopoty z doręczeniami korespondencji sądowej. To właśnie Centrum Zakupów dla Sądownictwa podpisało umowę z nowym operatorem.

„Skończyły nam się zielone kartki papieru, a są potrzebne, kiedy trzeba wydrukować coś ważnego, co ma się wyróżniać w aktach, by nikt tego nie przegapił. Złożyliśmy zamówienie do Centrum i czekamy już cztery miesiące" – pisze na sędziowskim forum jeden z sędziów.

Inny narzeka, że pół roku czeka na datownik. Kolejny kwestionuje rzekome oszczędności przy zakupie licencji sieciowej na system informacji prawnej. Kiedyś można było kupić dowolny program prawniczy. Teraz, po centralizacji zakupów, można tylko konkretnej firmy, który kosztuje dwa razy tyle co inne.

Hurt jest tańszy

– Idea wspólnych zakupów prowadzi do zmniejszenia kosztów. Im więcej się kupuje, tym większa szansa na wynegocjowanie lepszej ceny – przekonuje MS i wylicza oszczędności: na rachunkach telefonicznych i aparatach – ?5 mln zł; na dostawie materiałów biurowych – 10,4 mln zł; na dostawie systemu informacji prawnej – 3,26 mln zł rocznie; na dostawie energii elektrycznej – 42 mln zł.

Jak to wygląda procentowo? Na energii oszczędności mają wynieść 46 proc., na telefonach – 36 proc., a na dostawie materiałów budowlanych – 35 proc. kosztów.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

W styczniu tego roku dzięki podpisaniu umowy z nowym operatorem przesyłek sądowych Centrum Zakupów zaoszczędziło ponad 80 mln zł. Sprawa nowego operatora i przesyłek odbieranych w kioskach Ruchu, zieleniaku, sklepach monopolowych czy blaszaku na bazarze bulwersuje jednak wszystkich: i obywateli, i sędziów.

– Ci sami ludzie, którzy tworzyli CZS i oddali mu w ręce decyzje, przez które sądy nie mogą dziś sprawnie funkcjonować, już wkrótce będą słać do sądów pisma. Każą wziąć się sędziom do roboty, wyznaczać dodatkowe rozprawy, nadrabiać zaległości i opanować wpływ, bo „taka jest potrzeba" – zapowiada sędzia Maciej Strączyński z Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Już nie na własną rękę

Centrum powstało w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie. Dlaczego właśnie tam? Resort sprawiedliwości zapewnia, że sąd ten jest przygotowany do pełnienia funkcji zamawiającego. I dodaje, że wspierać go będzie wyspecjalizowana jednostka, tj. Centrum Zakupów dla Sądownictwa Instytucja Gospodarki Budżetowej.

Zanim doszło do realizacji wspólnego przedsięwzięcia, zakupy w sądownictwie realizowane były zwykle niezależnie przez każdy z sądów, a jednorazowo w wybranych kategoriach odbywały się centralnie, po zebraniu zapotrzebowania przez konkretną jednostkę. Realizacją takich pojedynczych zakupów zajmowały się wyspecjalizowane komórki funkcjonujące w każdym z sądów.

Zmianę zasad miała uzasadniać analiza zakupów dokonywanych przez sądy w poprzednich latach. To na tej podstawie Centrum prognozuje koszty zakupów na kolejny rok.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, a.lukaszewicz@rp.pl