Wiceprezes TSUE obniżył z miliona euro do pół miliona dzienną karę, która miała przymusić polskie władze do wycofania się z kwestionowanych przez Komisję Europejską regulacji dotyczących w szczególności Izby Dyscyplinarnej SN. O uchylenie tych kar rząd wystąpił do Trybunału 10 marca br. Czy nie można było tego zrobić wcześniej?
W takich sprawach, a chodzi o zmianę tzw. środka tymczasowego, można wystąpić do Trybunału w każdej chwili, gdy zmieniają się okoliczności, a okoliczności tutaj zmieniły się już 14 lipca ub.r., gdy przestała istnieć ID SN.
Czy wymierzone już kary będzie można odzyskać?
Nie. Postanowienie o zmniejszeniu kary działa tylko na przyszłość.
Skoro można raz zmniejszyć kary, to kiedy mogą one zostać zniesione w ogóle?
Z treści postanowienia o zmniejszeniu kary jasno wynika, że konieczna jest regulacja ustawowa dotycząca tzw. testu na bezstronność i niezawisłość. W dawniejszym orzecznictwie TSUE znajdujemy składniki takiego testu. W "Rzeczpospolitej" opisałem to 27 grudnia ub.r.
Mimo wciąż szeregu zastrzeżeń do polskich rozwiązań w sądach, wiceprezes TSUE wskazał wiele pozytywnych, z perspektywy UE, zmian, przede wszystkim likwidację Izby Dyscyplinarnej SN. Czy wraz ze zmniejszeniem kary, zapowiada to wiosnę na linii Warszawa - Luksemburg, Bruksela?
Postanowienie o zmniejszeniu kar przez TSUE jest jaskółką zapowiadającą wiosnę w sporze o praworządność.
W czerwcu br. TSUE ma wydać wyrok co do istoty wniosku Komisji Europejskiej w tej sprawie. Czy to postanowienie coś nam wróży dobrego?
Czytaj więcej
Wiceprezes Trybunału Sprawiedliwości UE postanowił obniżyć karę za niewykonanie środka tymczasowego z 1 mln do 500 tys. euro dziennie. Chodzi o ust...
Kara finansowa nałożona na Polskę przestanie obowiązywać po wydaniu wyroku. Zresztą, zgodnie z traktatem, kara ta mogła być zasądzona dopiero wtedy, gdy Polska nie wykonałaby tego przyszłego wyroku. Owszem, postanowieniem wiceprezesa Trybunału dzienna kara finansowa została w października 2021 r. nałożona na Polskę, ale w traktacie nie znajdujemy podstawy prawnej. Natomiast z postanowienia o redukcji kary wynika, że wyrok może być niekorzystny dla Polski bez ustanowienia wspomnianego testu.
A nie myślał pan, by pójść za ciosem i zaskarżyć do TSUE blokowania wypłat z KPO?
Nie tylko tak myślę, ale stosowny projekt skargi na Komisję Europejską do TSUE przygotowałem już z początkiem ubiegłego roku. Chodzi o odszkodowanie z tego tytułu, że w wyniku bezprawnego zaniechania KE nie otrzymaliśmy zaliczki na KPO. Mówimy o tzw. pozaumownej odpowiedzialności odszkodowawczej Unii. Zgodnie ze stosownym rozporządzeniem unijnym, skoro Polska w Brukseli złożyła w 2021 r. Krajowy Plan Odbudowy (gospodarki po pandemii), to Komisja, jeśli nie wydała negatywnej oceny, powinna zawnioskować do Rady złożonej z ministrów finansów państw członkowskich o wydanie decyzji wykonawczej w sprawie wpłacenia nam zaliczki na KPO. Komisja nie wydała negatywnej opinii. Typowa bezczynność z konsekwencjami finansowymi w postaci szkody wyrządzonej Polsce. Możliwość przyznania Polsce zaliczki istniała tylko do końca 2021 r. Był to najłatwiejszy pieniądz w historii integracji europejskiej, bo wypłacany bez spełnienia kryteriów (osławionych kamieni milowych) i bez własnego prefinansowania.
Czego zatem możemy dochodzić przed TSUE?
Teraz, jeśli Polska będzie chciała pójść z tym do Luksemburga, stosunkowo łatwo będzie można udowodnić wysokość poniesionej szkody, a także związek przyczynowy między naruszoną przez instytucje UE regulacją unijną a szkodą. Dopuszczalne jest żądanie odsetek. Trybunał może wydać orzeczenie o odpowiedzialności za szkodę przyszłą, czyli prawdopodobną.
Rozmawiał Marek Domagalski