Chodziło mu raczej o ruchy głębsze, systemowe, ustrojowe. Zresztą zarys tej koncepcji widoczny był w przygotowanym przez PiS projekcie konstytucji, który pojawił się na chwilę przed wyborami, by równie szybko zniknąć. I tak właśnie należy tłumaczyć, dlaczego nie doszło do dialogu między prawnikami i politykami partii władzy podczas katowickiego kongresu. Nie doszło, bo dojść po prostu nie mogło.

W koncepcji PiS sądownictwo zostało żywcem przeniesione z PRL jako strażnik, który miał chronić przeniesionych z tamtego systemu ludzi i instytucje. Jako strażnik jego własnej prawdy historycznej, oceny prawnej przy rozliczaniu przeszłości. Mentalnie – według PiS – Temida tkwi w tamtym systemie, infekując takim rozumieniem państwa i prawa kolejne pokolenia sędziów. A gwarantem status quo są właśnie sędziowskie elity, które najbardziej aktywnie występują dziś przeciwko reformom partii władzy.

Przy takim zdefiniowaniu rzeczywistości nie ma miejsca na dialog, kompromis i porozumienie. Nie ma miejsca na żadne, nawet najmniejsze, ustępstwa. W tym starciu „PiS nie bierze jeńców", tak jak nie brał wcześniej w wojnie o Trybunał Konstytucyjny.

Chodzi bowiem o totalny reset Temidy i głęboką wymianę sędziowskich elit.

Plan PiS na dziś wydaje się klarowny. Ma być przeprowadzony w dwóch etapach.

Przygotowane zmiany w ustawie o KRS, ustawie o Sądzie Najwyższym i w prawie o ustroju sądów powszechnych mają stworzyć możliwości formalnoprawne wymiany kadrowej sędziów funkcyjnych. Zmiany w usp umożliwią ministrowi sprawiedliwości wymianę prezesów i wiceprezesów sądów powszechnych wszystkich szczebli. Zbigniew Ziobro w ciągu sześciu miesięcy od wejścia nowych przepisów będzie mógł odwołać i powołać nowych, bez konieczności podania uzasadnienia swoich decyzji. Podobny reset ma nastąpić w SN.

W ten sposób już do końca roku ma nastąpić wielka wymiana kadrowa w kierownictwie sądów. I dopiero wtedy nastąpi drugi etap reformy według założeń, które dziś politycy PiS dość ogólnikowo przedstawiają. Chodzi m.in. o spłaszczenie struktury sądownictwa, połączenie niektórych sądów, zmiany w procedurach czy powołanie instytucji sędziego pokoju.

Kadrowy reset ma być też gwarantem stabilności reform. Politycy PiS dobrze pamiętają 2007 r., kiedy zaraz po przegranych, przyspieszonych wyborach zatopiono sztandarową reformę Ziobry w wymiarze sprawiedliwości – tzw. sądy 24-godzinne.

Idea ta była od samego początku forsowana wbrew środowisku sędziowskiemu i kiedy już trafiła do sądów, została skutecznie rozbrojona jako mało racjonalna i kosztowna w przyjętej przez ministra wersji.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Autorzy dzisiejszej reformy doskonale zdają sobie sprawę, że gładkie przepchnięcie przez parlament zmian to nie wszystko. Bo zmiany natkną się na obstrukcyjny mur na poziomie ich wdrażania w poszczególnych sądach. Ich wejście może być zablokowane lub spowolnione.

Tymczasem w zamyśle autorów reformy mają być trwałe i praktycznie nieodwracalne, gdy dojdzie do zmiany władzy. I to wyjaśnia, dlaczego politycy partii nie byli zainteresowani szukaniem dialogu podczas sobotniego kongresu.

Zapraszam do lektury najnowszej „Rzeczy o Prawie" i „Rzeczy o Prawie Ekstra" dla prenumeratorów.