A te dwie kwestie znalazły się w jednej sprawie frankowej – to oczywiście tylko przykład.

Jednym postanowieniem sędzia popełnił dwa błędy w typowych kwestiach formalnych. Na szczęście dla powódki wychwycił je sąd drugiej instancji. A mogłyby zadecydować o wyniku sporu bez wdawania się w jego merytoryczne badanie.

Czytaj więcej

Marek Domagalski: Sędzia jest głównie dla podsądnych

Po pierwsze, sąd zwrócił pozew frankowiczki przeciwko bankowi, wskazując, że uiściła tylko 1000 zł opłaty od pozwu, a w jego ocenie powinna była uiścić po 1000 zł od każdej z czterech umów kredytowych, których unieważnienia i rozliczenia się domagała, a więc 4000 zł. Dopiero kilka miesięcy później SN przesądził, że niezależnie od liczby roszczeń zgłaszanych w jednym postępowaniu (wynikających z czynności bankowych) konsument uiszcza jedną opłatę.

Można jednak zapytać, czy jeśli SN doszedł do takiego wniosku, to czy sędzia frankowy nie mógł na to wpaść?

Po drugie, sędzia ów zwrócił pozew z powodu braku uwierzytelnienia kopii załączników do pozwu – różnych wydruków bankowych. Zamiast oryginału można bowiem złożyć odpis, ale jego zgodność z oryginałem musi być poświadczona przez notariusza albo przez występującego w sprawie pełnomocnika będącego adwokatem, radcą. Ktoś powie: cóż prostszego, by prawnik poświadczył. By jednak mógł to zrobić, musi widzieć te dokumenty. A jak wskazywała pełnomocniczka, na wstępnym etapie postępowania nie mogła domagać się jeszcze przedstawienia dokumentów w oryginale lub uwierzytelnionej kopii.

Prawnicy, którzy na co dzień obserwują sądy i sędziów, różnie tłumaczą taki formalistyczny rygoryzm zdarzający się sędziom: że to rodzaj odreagowania na przeciążenie – co by jeszcze jakoś sędziego tłumaczyło – że to odpychanie od siebie trudniejszych spraw lub zwyczajne poprawianie statystyki.

Ja bym dodał, że może być to rodzaj ucieczki w formalizm, który nie wymaga głębszego uzasadniania stanowiska przez sędziego, tylko prostego wskazania podstawy prawnej (nie zawsze zresztą prawidłowego).

Jeśli jednak przepisy są niejednolicie stosowane, to kierunkowskazem dla sędziego powinny być wykładanie prawa prowadzące do rozstrzygnięcia merytorycznego sprawy – bo od tego są sądy. Czy powódka wniesie 1000 czy 3000 zł opłaty od pozwu, finansom państwa jest to obojętne. Ucierpieć mogła natomiast powódka, mając zablokowany dostęp do sądu, niezależnie od tego, czy sprawę tę by wygrała czy przegrała.