Tuż po wyborach, a przed listopadowym exposé wydawało się, że Donald Tusk jest w doskonałej sytuacji politycznej. W Sejmie nie brakowało chętnych do współpracy i to od premiera zależało, z kim będzie mógł uchwalać poszczególne ustawy.
PiS rozpadł się po wyborach i rozpoczął walkę z ziobrystami o twardy prawicowy elektorat. Słaby wynik w wyborach zmusił do rezygnacji szefa SLD, a nowy od razu zadeklarował poparcie dla wielu pomysłów PO. Sojusz wraz z Palikotem zaczął ścigać się, kto byłby lepszym koalicjantem dla Platformy. W efekcie PSL musiał przyjąć warunki Donalda Tuska, bo wisiała nad nim groźba wyrzucenia z koalicji i zastąpienia przez kogoś innego. Platforma zdecydowała się na kontynuację koalicji ze spolegliwym PSL, ale wiedziała, że niektóre trudne dla ludowców ustawy może przegłosować z Palikotem, do innych może użyć SLD. To pozwalało Tuskowi przedstawić w exposé plan dużych oszczędności .