Prezydent stał się posłem opozycji. I to ważniejszym od szeregowego posła, nawet od Jarosława Kaczyńskiego. Bo realnie dysponuje kilkudziesięcioma głosami, a nie jednym. Skąd taki wniosek? Ano, prześledźmy ostatnie zachowania Karola Nawrockiego. Prezydent wetował ustawy o wiatrakach, prostszych rachunkach za prąd, o Ukraińcach czy też o karach za niedopełnienie fiskalnej biurokracji.
Czytaj więcej
Prezydent nie zgadza się na obniżkę kar za niedopełnienie fiskalnej biurokracji, ani na ułatwienia dla energetyki odnawialnej. Podpisał za to kilka...
Wszystkie te przypadki łączył fakt, że w Sejmie opozycja też była im przeciwna. Jednak PiS i Konfederacja nie zdołały zebrać tylu głosów, by te ustawy zablokować. Bo ma w Sejmie mniej niż połowę posłów, a właśnie połowa obecnych na sali to większość wystarczająca do uchwalenia ustawy. Przynajmniej tak przewiduje Konstytucja.
Jest też kwalifikowana większość: trzy piąte. Tylu posłów trzeba do odrzucenia prezydenckiego weta. Taką siłą nie dysponuje rządząca koalicja. Gdy zatem prezydent będzie seryjnie wetował ustawy, przeciwko którym głosowała w Sejmie opozycja, to okaże się, że do skutecznego ich uchwalania będzie konieczna większość trzech piątych, a nie połowy posłów. Albo inaczej: rozmnożony głos oberposła Nawrockiego oznacza, że sejmowa większość wybrana w demokratycznych wyborach wcale już większością nie jest.
Czytaj więcej
W poniedziałek prezydent Karol Nawrocki poinformował o podpisaniu pięciu ustaw. Jednocześnie ogłosił zawetowanie trzech ustaw - wśród nich jest now...
Gdy stwierdzę, że taka postawa prezydenta urąga Konstytucji, to nie będę specjalnie oryginalny. Gdy usłyszę, że ta nowa matematyka jest prawidłowa – będę bezbronny. Bo teoretycznie wszystko się zgadza.
Mogę tylko zaprosić prezydenta na spacer pod budynek Sądu Najwyższego w Warszawie. Ozdobiono go cytatami z prawa starożytnego Rzymu. Prezydenta – historyka z wykształcenia – powinno zainteresować.
Jedna z paremii głosi: „Male nostro iure uti non debemus”, czyli nie powinniśmy źle korzystać z przysługującego nam prawa. Inna brzmi: „Non omne quod licet honestum est”, co oznacza, że nie wszystko, co dozwolone, jest uczciwe. A gdyby pan prezydent zaczął coś mówić o szkodliwości wiatraków, tobym mu pokazał napis: „Vanae voces populi non sunt audiendae”. Po polsku: nie należy dawać posłuchu czczym głosom tłumu.
Ot, lekcja historii klasycznej. Każdemu się przyda.
Na szczęście w sprawie ustaw o e-fakturach i aplikacji mObywatel prezydent nie był tak konsekwentny, jak to opisałem. Może ktoś mu już udzielił lekcji.