„Ach te czerwce, polskie czerwce w historię obfite” – mówi Marzena Błysk, dziennikarka. To jedna z bohaterek sztuki „Podwójny z frytkami” (Teatr Dramatyczny w Warszawie). Powtarza to, wchodząc na antenę, by relacjonować otwarcie pierwszej w Polsce restauracji sieci McDonald's (17 czerwca 1992 roku). Za każdym razem z coraz mniejszym entuzjazmem. Piotr Pacześniak (reżyseria) i Jan Czapliński (tekst, dramaturgia) serwują niekoniecznie podręcznikowy obraz transformacji gospodarczej.
Serial „Magda M”, czyli tak się wykuwała polska klasa średnia
Z sierpniami jest zresztą podobnie. Ach te sierpnie, polskie sierpnie w historię obfite – Powstanie Warszawskie, zwycięstwo w wojnie z bolszewikami, porozumienia sierpniowe. Spór o wydarzenia z 1944 roku za nami. Parada – a to się udało – też. A przed – no właśnie: cepelia, rutynowa celebra, nic nowego. Rety, narzekam. A to o narzekaniu chcę dziś przecież napisać. Właściwie to o jego szczególnym rodzaju.
Czytaj więcej
Od marszu z czekoladowym orłem Bronisława Komorowskiego dokładnie wiemy, gdzie w którą stronę nie warto iść, a mimo to Donald Tusk dokładnie tam po...
Proszę się nie śmiać, ale po latach odświeżyłam sobie serial „Magda M.” Zresztą nic w tym śmiesznego. Socjolog mógłby wyjaśnić, jakie społeczne znaczenie miała produkcja: tak wykuwała się w latach dwutysięcznych – a weźmy ją w cudzysłów, by zaznaczyć, że pojęcie to jest definiowane w różny sposób – „klasa średnia” ze swoimi aspiracjami (pożądanymi zarobkami i stylem życia). Moją uwagę zwróciły kwestie – wypowiada je choćby tata głównej bohaterki, czytelnik „Gazety Wyborczej” – w rodzaju: „Widzisz, co się w tym kraju wyrabia. Stąd trzeba wyjechać”. Prawica się czepia za każdym razem, kiedy się mówi „w tym kraju” (powstała nawet na ten temat słowna wariacja: „wtenkraju”), ale – zostanę prawicowa, trudno, co robić – coś w tym jest.
Skąd ta ojkofobia? Polacy są całkiem zwyczajni – ani lepsi, ani gorsi od wszystkich innych
Teraz wróciłam do „Dnia świra”. I nagle mnie olśniło: „Modlitwa Polaka” to nic innego, jak ilustracja sposobu myślenia Polaków o Polakach – jesteśmy najgorsi, żółć się z nas leje. Czy naprawdę jesteśmy tacy inni od wszystkich?
Zaprzeczyłabym sobie, pisząc, że transformacja została właściwie opowiedziana (trochę o tym jest zresztą „Podwójny z frytkami”). Bo nie raz pisałam, że rachunek społeczny się nie zgadza. Masa rzeczy jest do luftu i wymaga poprawy. Chodzi mi tym razem o coś innego.
Czytaj więcej
Co jest „naprawdę warte poświęceń po powstańczym dziele”, kiedy walka skończona? Zadać mogli sobie to pytanie Polacy pod koniec XIX wieku. W roku 1...
Od dobrych kilku dni zaczęłam się zastanawiać: na przestrzeni ostatnich 36 lat Polska odniosła spektakularny i niezaprzeczalny sukces, jednocześnie w kulturze popularnej i publicystyce równolegle powstawał obraz kraju zapyziałej dziury, w którym tak się wyrabia, że trzeba wyjeżdżać. Swoją drogą, myślę, że to nie bez znaczenia w bieżącej sytuacji geopolitycznej.
Swego czasu na tych samych salonach modna była książka Briana Portera-Szűcsa „Całkiem zwyczajny kraj. Historia Polski bez martyrologii”. Jakoś mi się to nie klei. Jeśli całkiem zwyczajny kraj, to i Polacy są całkiem zwyczajni – ani lepsi, ani gorsi od wszystkich innych.