Przepisywanie majątku na inne osoby, praca na jedną setną etatu czy częsta zmiana rachunków w bankach – to tylko niektóre z licznych sposobów omijania przez alimenciarzy przepisów prawnych. Z danych stowarzyszenia „Damy radę" pomagającego samotnym rodzicom wynika, że spośród ponad 500 tys. egzekucji alimentacyjnych prowadzonych przez komorników zaledwie 14 proc. długów jest w pełni ściągalnych.
Praca na czarno
– Dłużnicy alimentacyjni są najlepszymi prawnikami w Polsce, bo umiejętnie wykorzystują każdą lukę w przepisach umożliwiającą uniknięcie płacenia zobowiązań – mówi Jarosław Świeczkowski, prezes Krajowej Rady Komorniczej.
Jednym z najpowszechniejszych sposobów unikania spłaty długu jest praca na cząstkę etatu. Do podjęcia zatrudnienia alimenciarza zmuszają bowiem przepisy ustawy o pomocy osobom uprawnionym do alimentów. Na jej podstawie samotny rodzic może zawiadomić wójta lub burmistrza miasta, że nie dostaje od zobowiązanego wyrokiem sądowym pieniędzy na dziecko. Gmina nakazuje mu wówczas znalezienie zatrudnienia.
350 zł to średnia wysokość alimentów w Polsce
– Dłużnicy alimentacyjni często zatrudniają się jednak na jedną setną etatu, w rzeczywistości pracując na czarno pięć dni w tygodniu. Udowadniają wówczas, że zarobione pieniądze za dwie godziny pracy w miesiącu nie pozwalają im na utrzymanie dziecka – wyjaśnia Jarosław Świeczkowski. Dodaje, że trzeba zmienić przepisy, aby komornik wraz z Państwową Inspekcją Pracy mógł kontrolować zasady zatrudnienia alimenciarzy.
Afrykański właściciel
Stałą praktyką jest też przepisywanie na osoby trzecie majątku, do którego mogłaby być skierowana egzekucja. Zgodnie z art. 847 kodeksu postępowania cywilnego dłużnik musi wskazać komornikowi, do kogo należy zajmowany np. samochód.
– Na to też znaleźli sposób. Wskazują, że rzeczy ruchome należą do osoby zamieszkałej np. w Afryce. Jesteśmy zobowiązani wówczas wysłać zawiadomienie tej osobie, gdyż może ona żądać zwolnienia z egzekucji. Doręczenie zawiadomienia na adres afrykański znacznie wydłuża czas egzekucji, która i tak trwa średnio osiem lat – mówi Jarosław Świeczkowski.
540 tys. postępowań egzekucyjnych o alimenty prowadzą komornicy
Według stowarzyszenia „Damy radę" do płacenia alimentów skutecznie zmuszało dłużników odbieranie prawa jazdy. Starosta podejmował taką decyzję na wniosek wójta bądź burmistrza, którzy wskazywali, że alimenciarz nie spłaca długów i nie chce pracować. Trybunał Konstytucyjny orzekł jednak w 2009 r., że przepis, który na to pozwala, jest niekonstytucyjny, bo traktuje tak samo osoby niepłacące w ogóle i częściowo płacące alimenty.
– Niezrozumiałe jest, dlaczego zapadło takie orzeczenie. Teraz w niektórych gminach wystarczy, że dłużnik zapłaci raz na trzy miesiące swemu dziecku 10 zł i starosta natychmiast zwraca mu prawo jazdy. Tymczasem w Anglii, gdzie ściągalność alimentów wynosi 80 proc., dokument odbierany jest przy najmniejszym przewinieniu – mówi Beata Mirska-Piworowicz, prezes stowarzyszenia „Damy radę".
Uporczywe uchylanie się od obowiązku alimentacyjnego jest przestępstwem
i zgodnie z art. 209
grozi za nie grzywna, kara ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do dwóch lat. Z danych Krajowej Rady Komorniczej wynika jednak, że prokuratorzy rzadko wszczynają postępowanie karne, a jeśli już dochodzi do sprawy, sędziowie najczęściej orzekają kary pozbawienia wolności w zawieszeniu.
– Znacznie lepiej byłoby ograniczyć wolność alimenciarzowi i wysłać go do sprzątania ulic, aby zrozumiał wartość pracy i pieniędzy – podsumowuje Jarosław Świeczkowski.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki k.nowosielska@rp.pl
Czytaj też:
Zobacz
»
»
»
»
Nasz poradnik
»