Rz: Wie pan, jak smakuje czarna polewka?

Paweł Zalewski:

Nie, nigdy jej nie piłem.

To stracił pan okazję przekonać się, jaki ma smak. Premier Jarosław Kaczyński powiedział, że pan, Kazimierz Ujazdowski i Ludwik Dorn zostalibyście nią poczęstowani podczas grudniowego kongresu PiS.

Rzeczywiście słyszałem tę wypowiedź prezesa.

Kaczyński mówił też dziennikarzom, iż was ostrzegał, że powinniście bardziej myśleć o partii, a mniej o sobie.

Gdybym myślał o sobie, to logika moich działań byłaby zupełnie inna. Ale rzeczywiście jest tak, że podczas posiedzenia klubu parlamentarnego prezes powiedział, że nasza koncepcja reformy PiS całkowicie mu nie odpowiada i gdyby miał szukać sobie współpracowników po kongresie, to szukałby ich wśród osób, które myślą podobnie jak on.

Czyli wśród kogo?

To jest pytanie do prezesa. Na pewno nie wśród nas.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Podobno gdyby nie przyłączył się do pana i do Ujazdowskiego Ludwik Dorn, zostalibyście zmieceni przez Kaczyńskiego. Nieoficjalnie mówi się, że wtedy obaj zostalibyście wyrzuceni z PiS.

Nie będę wypowiadał się na temat, co by było gdyby... Natomiast Ludwik Dorn jest poważnym politykiem, który ma na względzie dobro PiS i wielokrotnie dawał temu wyraz. Więcej, wielokrotnie nasze analizy i propozycje szły w parze z tym, co proponował Ludwik Dorn.

Wasze miejsce nadal jest w PiS?

Oczywiście. Nigdzie się nie wybieramy i nie zamierzamy doprowadzać do rozbicia partii. Chcemy pozostać w PiS, bo to bardzo ważna instytucja publiczna. Odgrywa istotną rolę na scenie politycznej. Zaproponowany przez nią program budowy IV RP jest najważniejszym obecnie projektem reformatorskim. Nie ma wątpliwości, że PiS to partia potrzebna.

Skoro PiS jest tak ważne i potrzebne, to co w nim funkcjonuje źle?

Chcieliśmy zmienić styl działania i mechanizm wewnętrznego zarządzania.

A konkretnie?

Chcieliśmy doprowadzić do takiej sytuacji, w której mocne przywództwo Jarosława Kaczyńskiego byłoby uzupełnione o mechanizm realnych, politycznych konsultacji, których efektem byłoby uwzględnianie różnych poglądów występujących w partii.

W PiS jest miejsce na tę różnorodność poglądów? Wśród was nie ma już przecież Kazimierza Marcinkiewicza, Radosława Sikorskiego i Marka Jurka.

Radosław Sikorski nigdy nie należał do PiS. Żałuję, że Marcinkiewicz i Jurek odeszli z partii. Uważam, że nie wykorzystali szansy, jaką jest próba reformy PiS.

Co z tego, że mówicie o reformie, skoro na samym początku dyskusji ponieśliście porażkę. Wasze postulaty nie spotkały się ze zrozumieniem prezesa i większości członków Komitetu Politycznego.

Nie mam poczucia porażki. Wręcz przeciwnie. Uważam, iż dobrze się stało, że rozpoczęliśmy dyskusję na ten temat. Nasze rezygnacje wyjaśniły sytuację. Nie byłoby rzeczą właściwą, abyśmy, nie godząc się z obecną metodą zarządzania partią i podejmując kroki na rzecz zmiany, pozostawali na funkcjach wiceprezesów PiS. Teraz sytuacja jest jasna. Z jednej strony jest projekt, który prezentuje prezes, a z drugiej – nasz postulat wewnętrznej reformy. Zakłada on utrzymanie silnego przywództwa Jarosława Kaczyńskiego przy jednoczesnym wzmocnieniu partii poprzez wprowadzenie mechanizmów realnej wewnętrznej dyskusji politycznej.

Wróćmy do tej różnobarwności PiS. Jest jeszcze na nią miejsce?

W PiS są ludzie, których połączyła jedna idea, ale mają różne pomysły na to, jak ją realizować. Nikt do tej pory nie podjął się zreformowania naszej partii. Ona funkcjonowała w taki sposób, w jaki została ukształtowana, a szczególnie ważne było to, co się wydarzyło w 2005 roku, czyli gdy wygraliśmy wybory i przejęliśmy władzę. To były wyjątkowe warunki: rządzenie przy braku stabilnej większości wymagało bardzo silnej mobilizacji i dyscypliny. Ale teraz jesteśmy w opozycji i potrzebna jest jak największa grupa świadomych i przekonanych do linii partii kompetentnych polityków, którzy będą przekonywać do niej innych.

Może więcej mogliście zdziałać, pozostając wiceprezesami partii.

Nie. To byłaby sytuacja nieczytelna. A nam chodziło o to, żeby nasze działania były realizowane z podniesioną przyłbicą i aby były zrozumiałe. Gdybyśmy pozostali wiceprezesami, mogłoby to stwarzać wrażenie, że akceptujemy obecny model zarządzania partią. A przecież cała nasza inicjatywa wynikła z tego, że my tego nie akceptujemy.

Czy ten wasz bunt, bunt wiceprezesów, może przekształcić się w rokosz?

Czyli?

Wyjście z partii jakiejś szerszej grupy.

Nie. Naszą intencją nie jest wyjście z PiS. My tego po prostu nie chcemy robić. Akceptujemy silne przywództwo Jarosława Kaczyńskiego.

Wybiera się pan na grudniowy kongres PiS?

Oczywiście.