„Niespokojna bywa głowa, która nosi koronę” – czytamy u Szekspira. Ustawa o reformie Państwowej Inspekcji Pracy – dziewięć miesięcy pracy, rollercoaster w rządzie, potężne napięcia – a obecnie znajduje się na biurku prezydenta. Było warto?
Tak. Zdecydowanie tak. Choć nie ma co się oszukiwać, nie zawsze było lekko. Ale zdecydowanie było warto – i mówię to jeszcze zanim ta ustawa wchodzi w życie, zanim uzyskuje podpis prezydenta i faktycznie staje się obowiązującym prawem. Sama debata wokół tego projektu już przyniosła realne zmiany. To po pierwsze, wzrost świadomości problemu. Główny inspektor pracy poinformował, że kilkakrotnie wzrosła liczba skarg dotyczących umów śmieciowych, do PIP napływają zgłoszenia potrzeby ich przekształcenia w umowy o pracę. To znak, że wzrosła świadomość wśród pracowników – że w tym, czego doświadczają, coś jest nie tak, że mają prawo do stabilnej pracy i że jest instytucja, która pomaga to prawo egzekwować, a państwo stoi na straży ich praw.
Praca nad projektem wywołała też działania po stronie pracodawców – w ciągu ostatnich kilku miesięcy wielokrotnie można było przeczytać nagłówki w mediach, że firmy i przedsiębiorcy przeprowadzają u siebie audyty dotyczące przestrzegania prawa pracy i sami dokonują korekt – sięgają po specjalistów, ekspertów od HR-u, żeby wyprostować to, co mogło wymagać wyprostowania i mieć pewność, że działają zgodnie z obowiązującym prawem. A to wszystko dzieje się jeszcze zanim nowa ustawa weszła w życie. Więc efekt społeczny już jest, a po wejściu w życie oczywiście będzie znacznie większy, bo ta ustawa to oprócz wyposażenia Państwowej Inspekcji Pracy w nowe uprawnienia, także wprowadzenie jej w XXI wiek – kontrole zdalne, wymiana danych, cyfryzacja, rozbudowa etatów.
Będzie pani rozmawiać o tym z prezydentem?
Jeżeli prezydent Karol Nawrocki miałby jakiekolwiek pytania, to oczywiście jestem do dyspozycji i na wszystkie odpowiem. Uważam, że każdy podmiot procesu legislacyjnego – czy to ze strony urzędowej, politycznej, czy strony społecznej – przy tak ważnej reformie ma prawo brać udział w dyskusji, a moim obowiązkiem jako ministra pracy, jako kogoś, kto przygotował tę ustawę, jest na wszystkie pytania udzielić odpowiedzi. Tak działam od początku tego procesu. Natomiast oczywiście sama decyzja co do tego, czy tę ustawę podpisać czy nie, to decyzja prezydenta. I jego odpowiedzialność.
Czytaj więcej
Nowe kompetencje inspektorów pracy mogą naruszać przepisy ustawy zasadniczej – uważa pierwsza prezes SN Małgorzata Manowska. Eksperci uważają podob...
Mimo napięcia między Lewicą, marszałkiem Czarzastym a prezydentem – jest pani gotowa rozmawiać z prezydentem oficjalnie?
Oczywiście. Tak jak byłam w stanie rozmawiać ze wszystkimi uczestnikami tej debaty – zarówno z koalicjantami, jak i z opozycją, ze stroną społeczną, zarówno ze związkami zawodowymi, jak i z przedsiębiorcami, pracodawcami. Każdy, kto w tej debacie i w tym procesie uczestniczy, powinien mieć prawo głosu i dialogu.