Reklama

Szef „Solidarności" Piotr Duda: To nie reforma PIP, tylko pudrowanie rzeczywistości

Rząd mówi o wzmocnieniu Państwowej Inspekcji Pracy. „Solidarność” odpowiada: to projekt bez realnych narzędzi i bez konsultacji ze stroną społeczną. – Inspektor powinien mieć prawo do nakazu administracyjnego, inaczej to fikcja – przekonuje Piotr Duda w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
Piotr Duda

Piotr Duda

Foto: PAP/Marcin Gadomski

W Sejmie trwają prace nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy. To dobra nowelizacja czy zły kierunek? Jakie jest stanowisko związku?

Jako Solidarność oceniliśmy ten projekt jednoznacznie: to nie jest żadna „reforma”, tylko zwykła nowelizacja ustawy o PIP. Na nowelizację tak naprawdę czekaliśmy kilkanaście lat, bo kolejne rządy zwlekały. Tu nie chodziło wyłącznie o sprawę przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę, ale również o szerszą nowelizację obejmującą np. kontrole „na legitymację”, nie na upoważnienie, a także o wiele innych rozwiązań, które przez lata proponowali inspektorzy pracy. Pracowaliśmy nad tymi rozwiązaniami także w Radzie Ochrony Pracy przy Sejmie. Liczyliśmy, że ta nowelizacja przyniesie realne efekty. Ale dziś mogę powiedzieć jasno: projekt, który jest w Sejmie, to – mówiąc delikatnie – nie tylko bubel prawny, ale też pudrowanie rzeczywistości. Nie przyniesie to pożądanych efektów.

Pana ocena nie zmienia tego, że w ten sposób można powiedzieć, że pan ustawia Solidarność ramię w ramię z kontestującymi reformę PIP środowiskami liberalnymi?

Moje stanowisko wynika z tego, że ta ustawa to jest, jak wspominałem, pudrowanie rzeczywistości. My chcemy, żeby inspektor pracy miał możliwość wydawania nakazu administracyjnego – taką, jaką dziś ma urzędnik ZUS. On, kiedy wchodzi do firmy i widzi, że „dzieło” ma cechy etatu, nie zmienia umowy, tylko nakłada składki. I to działa.

A w tym projekcie inspektor pracy ma iść do inspektora okręgowego, okręgowy „nie będzie chciał” podjąć decyzji, potem główny inspektor zrobi swoją interpretację. To jest chore. To jest zrobione po to, żeby panował chaos decyzyjny i żeby nikt nie podjął skutecznej decyzji o przekształceniu umowy. A potem jeszcze ma to rozstrzygać sąd pracy.

W przyspieszonej procedurze, we wzmocnionych sądach pracy, zgodnie z tym, co mówi rząd.

A ja zadam pytanie: a jeśli rozstrzygnie to „neo-sędzia”, to co? To wszystko jest tak skonstruowane, żeby premier mógł się pochwalić w Komisji Europejskiej mówiąc: „wzmocniłem Inspekcję Pracy”. Ustawa piękna – ale tylko w teorii. A ja jestem praktykiem.

Reklama
Reklama

To czego pan oczekuje?

Zacznijmy od początku. W 2011 r. walczyliśmy jako związek z nadużywaniem umów cywilnoprawnych. One mają swoje miejsce w prawie, tylko nie można ich wykorzystywać w niecnych celach. Dlatego nazwaliśmy je „umowami śmieciowymi”. Dobrym kierunkiem było wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej na zleceniach – to udało się za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy. Pod koniec rządów Mateusza Morawieckiego doszło też do wprowadzenia zobowiązania w ramach kamieni milowych KPO, że umowy zlecenia będą oskładkowane – nie tylko pierwsza, ale wszystkie, druga, trzecia i kolejne. I co z tym zrobił rząd premiera Tuska? Bez wiedzy strony społecznej pani minister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz rozpoczęła negocjacje w Komisji Europejskiej, żeby zmienić kamień milowy: zamiast oskładkowania – „wzmocnienie PIP” przez nakazy administracyjne. My domagamy się dwóch rzeczy: oskładkowania umów zleceń i realnego wzmocnienia PIP.

Nadal do końca nie rozumiem, dlaczego sprzeciwiacie się tym zmianom. Myślę, że czytający nas pracownicy mogą nie wiedzieć, w czym jest problem. 

Proszę zauważyć: pierwsza wersja, którą konsultowano z nami – w Radzie Dialogu Społecznego, ze związkami i pracodawcami – została wyrzucona do kosza jedną decyzją pana premiera. RDS, w tym reprezentacja związków zawodowych i pracodawców, pracowała nad tym projektem od pół roku. Teraz pojawia się kolejny projekt, który w ogóle nie przechodzi normalnego trybu konsultacji. Po naszym monicie ministerstwo dało nam 7 dni. 23 lutego na posiedzeniu RDS – związki zawodowe i pracodawcy, co rzadko się zdarza – przyjęli wspólną uchwałę, wyrażając stanowczy sprzeciw wobec braku konsultacji nowego projektu Ustawy o PIP. Tak ważna ustawa nie została skonsultowana zgodnie z trybem, ponieważ zgodnie z Ustawą o Radzie Dialogu Społecznego powinniśmy mieć 30 dni na konsultacje.

Sprawa ma jednak naturę systemową, a mówił pan niedawno w trakcie spotkania Solidarności z prezydentem Karolem Nawrockim, że Polska potrzebuje prezydenta po stronie ludzi pracy. Czy gdy ustawa trafi na biurko prezydenta, to będzie pan rekomendował prezydentowi podpis czy weto?

Poczekajmy na ostateczny kształt ustawy, który powstanie w trakcie całości prac w Sejmie i w Senacie. Wtedy dopiero podejmiemy decyzję, jaką wydać rekomendację panu prezydentowi. Będzie to poprzedzone spotkaniem z Kancelarią Prezydenta – taką mamy procedurę.

Przypomnę: prezydent pytał nas też o ustawę o układach zbiorowych pracy. Opinia była pozytywna, bo to potrzebna ustawa – implementacja dyrektywy o adekwatnych płacach minimalnych i rokowaniach zbiorowych. Prezydent ustawę podpisał. Co do PIP, to trzeba podkreślić, że ostateczny kształt ustawy powstał bez udziału strony społecznej. To tak, jakby nowelizować ustawę o RDS bez udziału RDS. Moim zdaniem to niedopuszczalne. Ale rekomendacja dla prezydenta ze strony Solidarności będzie dopiero po zakończeniu prac przez parlament. 

Rozmawiamy o sprawach ludzi pracy. A dla świata pracy sala BHP Stoczni Gdańskiej to wręcz święte, symboliczne miejsce. W sobotę odbyło się tam  spotkanie pod hasłem „Razem dla Polski i Polaków”. To nowy ruch polityczny?

Jestem szefem Komisji Krajowej i od lat niektórzy wkładają mnie w polityczne buty. A ja jestem w tym samym miejscu – na czele Solidarności. I to sobotnie spotkanie będzie powtórką z 2013 r.: wtedy z Pawłem Kukizem i Rafałem Górskim z „Obywatele Decydują” zorganizowaliśmy spotkanie „Platformy Oburzonych”, na którym obecni byli między innymi przedstawiciele firm, którzy zostali oszukani podczas budowy autostrad. Teraz robimy powtórkę, chcemy porozmawiać o tym, co nas łączy. Spory zostawiamy za progiem. Tematy? Brak dialogu, Zielony Ład, Mercosur i inne sprawy, które łączą różne środowiska. Zaprosiliśmy wszystkich: związki zawodowe, w tym OPZZ i FZZ, różne ruchy, jak Ruch Obrony Granic i inne organizacje – zaprosiliśmy każdego, kto chce rozmawiać. Sala BHP to idealne miejsce do dialogu.

Czytaj więcej

Spotkanie u Nawrockiego. Żukowska: Nie wiem jakie maski widział na mojej twarzy Szefernaker
Reklama
Reklama

Będą przedstawiciele prezydenta?

Tak jak w 2013 r. – bez polityków. Będzie przewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” Tomasz Obszański, który jest też doradcą prezydenta, ale na tym spotkaniu będzie brał udział jako przewodniczący związku zawodowego rolników, nie jako doradca.

Przejdźmy do SAFE – wsparcia dla przemysłu zbrojeniowego. To ustawa, która trafiła do prezydenta. Czy ten kierunek jest dobry z perspektywy ludzi pracy w zbrojeniówce? To miliardy na zakupy zbrojeniowe w polskich firmach – podkreśla rząd.

NSZZ Solidarność jest profesjonalną organizacją. Mamy ekspertów, mamy sekcję przemysłu zbrojeniowego. Żeby się wypowiadać o SAFE, musimy dostać dokument do konsultacji. My tego dokumentu nie dostaliśmy. Nie wydaliśmy więc opinii. Ja nie będę mówił o czymś, czego nie widziałem – w przeciwieństwie do niektórych polityków, którzy mówią, że nie czytali, ale wiedzą, co jest w umowie. My działamy odwrotnie: najpierw dokument, potem – analiza i opinia. A jeśli chodzi o decyzję – zdaję się na prezydenta. Uważam, że prezydent to dogłębnie przeanalizuje. Mogę tylko powiedzieć jedno: jak widzę premiera, który „hasa” po Hucie Stalowa Wola, to przypominam sobie, jak protestowaliśmy w 2011 r., prosząc premiera Tuska, żeby ratował hutę. Niestety premier pozostawał głuchy na nasze apele. Część huty sprywatyzowano i trafiła do spółki chińskiej. Dobrze, że w 2023 r. tę sprywatyzowaną część przejęto z powrotem do HSW i dziś huta jest w 100 proc. spółką Skarbu Państwa, co znacząco wzmocniło moce produkcyjne na rzecz polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Rząd podkreśla, że dla samego HSW to jest 20 miliardów inwestycji, strumienia finansowania z SAFE.

Ja do takich spraw muszę podchodzić profesjonalnie. Obywatel może sobie dyskutować: czy tak, czy nie, czy kredyt w euro, czy w złotówkach, czy obligacje, czy coś innego. Ja muszę bazować na dokumencie. Mamy swoje procedury. Dostajemy dokument, który trafia do naszych biur eksperckich, one przygotowują opinię. Potem to jest omawiane i przegłosowywane na prezydium. I dopiero wtedy jest oficjalne stanowisko Związku Zawodowego Solidarność. Gdybym otrzymał taki projekt, skonsultowałbym go z Krajową Sekcją Przemysłu Zbrojeniowego – bo taką sekcję mamy.

Tymczasem my żadnego dokumentu nie dostaliśmy. A pan minister Sikorski próbuje mnie podszczypywać na X-ie, pyta, dlaczego się nie wypowiadam. Pan minister mnie nie sprowokuje. Ja nie działam na X, tylko na dokumentach. Widać, że komuś puszczają nerwy. Nie wiem, dlaczego. HSW i tak będzie miała zamówienia. Z tego, co wiem, pracy jest naprawdę bardzo dużo. Kluczowe są dziś moce przerobowe – tak jak w każdej firmie zbrojeniowej. Zamówienia są, tylko trzeba mieć możliwości, żeby je zrealizować. Ja jestem z Gliwic, bliski memu sercu jest Bumar-Łabędy, który przez lata miał ogromne problemy. Dlatego dobrze, że dziś są zamówienia, że zakłady produkują. Chodzi choćby o kontrakt na K2, ale też i inne kontrakty. Niech te zakłady pracują dla polskiego bezpieczeństwa. A z drugiej strony – pracownicy mają satysfakcję, stabilną pracę i godne zarobki. I o to nam przede wszystkim chodzi. 

Na to wszystko nakłada się jeszcze kwestia dialogu społecznego. Minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk mówi, że odpowiada za 17 milionów pracowników i wskazuje konkretne ustawy już podpisane przez prezydenta – dotyczące m.in. stażu pracy czy uprawnień części grup zawodowych. Jak pan dziś ocenia bilans prawie dwóch i pół roku Lewicy w rządzie i samej pani minister?

Panie redaktorze, przedstawiciele Lewicy w rządzie są dziś tylko statystami. Co nakaże „superpremier” Tusk, to realizują.

Dialog społeczny leży na łopatkach i kwiczy. I mówię to z pełną odpowiedzialnością. W 2012 r. jako strona związkowa wyszliśmy na dwa lata z Komisji Trójstronnej. Później Solidarność przygotowała projekt ustawy o Radzie Dialogu Społecznego i wspólnie z pracodawcami i stroną rządową reprezentowaną przez pana ministra Władysława Kosiniaka-Kamysza doprowadziliśmy do jej powstania. A dziś? Na ostatnim posiedzeniu RDS znowu nie było ani jednego ministra konstytucyjnego, choć w skład Rady wchodzi ich trzynastu. Był tylko wiceminister Gajewski. Po raz kolejny debatowaliśmy o problemach branży hutniczej, która stoi na krawędzi. Było mi wstyd, że Rada Dialogu Społecznego po raz kolejny nie mogła się odbyć w pełnym składzie z udziałem chociażby ministrów odpowiadających za polskie hutnictwo. Gdzie są ministrowie? Po to zostali powołani w skład RDS, żeby uczestniczyć w jego pracach. Za dyscyplinę odpowiada minister Dziemianowicz-Bąk. Dla mnie to sytuacja kuriozalna. Tak dziś wygląda dialog społeczny.

Reklama
Reklama

Panie przewodniczący, zostawmy personalia. O czym dziś – realnie – powinien być dialog społeczny? Co jest dziś najważniejsze dla 17 milionów pracowników w Polsce?

Przede wszystkim powinniśmy rozmawiać o sytuacji na rynku pracy, która się pogarsza. Według GUS bezrobocie w styczniu 2026 to 6 proc., ale w warmińsko-mazurskim już 9,9 proc., a w niektórych powiatach kilkanaście proc. A jednocześnie rząd ogranicza środki z Funduszu Pracy na aktywizację bezrobotnych o prawie 1,5 mld zł. To są składki pracodawców, które powinny służyć ludziom tracącym pracę.

Mniej pieniędzy na Fundusz Pracy, a jednocześnie 50 mln na pilotaż skróconego tygodnia pracy. Dla mnie to jest kuriozum.

Każde utracone miejsce pracy to dramat dla całej rodziny. A przyczyną tego jest m.in. polityka Zielonego Ładu. Droga energia uderza nie tylko w hutnictwo, ale i cały przemysł, jak np. motoryzacyjny, który ucieka tam, gdzie nie ma ETS-u. To są realne zagrożenia zwolnieniami grupowymi. O tym powinniśmy debatować w Radzie Dialogu Społecznego, a nie kłócić się o kworum i o to, czy przyjdą ministrowie.

I jeszcze przykład pseudo-dialogu: ustawa o wolnej Wigilii – projekt poselski, bez konsultacji w RDS. A przy okazji wprowadzono trzecią niedzielę handlową. Pracownicy, którzy mieli pracować tylko w dwie niedziele i tak pracowali we wszystkie trzy.

Panie przewodniczący, z jednej strony mówi pan o pogarszającej się sytuacji na rynku pracy. Z drugiej – dane BAEL i GUS za 2025 r. pokazują rekord: 17,35 mln pracujących, najwyższą w historii stopę zatrudnienia – 79,4 proc. w grupie 20–64 lata, bezrobocie na poziomie 3,2 proc. 

Panie redaktorze, mówimy o proc. – 6 proc. czy 3 proc. – ale za tymi liczbami stoi ponad milion osób bez pracy. I dla każdej rodziny, która traci zatrudnienie, to jest dramat. W kopalni Silesia bywa tak, że pracę tracą całe rodziny, które z dnia na dzień zostają bez środków do życia.

Reklama
Reklama

Nie mówimy więc o statystyce, tylko o konkretnych ludziach. A dziś coraz więcej osób jest dotkniętych skutkami polityki klimatycznej Zielonego Ładu. Zamiast ich aktywizować, ogranicza się środki z Funduszu Pracy na wsparcie zwolnionych pracowników. I to jest sedno problemu. Tak, oczywiście – w porównaniu z czasami, gdy bezrobocie wynosiło kilkanaście proc., a w warmińsko-mazurskim przekraczało 20 proc., sytuacja jest inna. Tu się zgadzam. Ale jeszcze dwa lata temu byliśmy na poziomie bezrobocia strukturalnego – półtora, dwa proc., czyli naturalna fluktuacja: pracownicy przechodzą z jednej pracy do drugiej. Dziś bezrobocie rośnie.

I rośnie z konkretnego powodu – braku polityki przemysłowej. A brak polityki przemysłowej wynika z wdrażania kolejnych elementów Zielonego Ładu. I to jest źródło problemu.

To nowy, obszerny temat, ale powiem tyle: premier Tusk podkreśla, że wprowadzenie ETS2 zostało opóźnione. Z kolei kanclerz Niemiec Friedrich Merz sygnalizuje możliwość zmian w systemie handlu emisjami – jeśli okaże się, że ETS nie jest skutecznym narzędziem redukcji emisji. Czy nie jest tak, że ten kurs już się koryguje? Czy pana zdaniem problemem jest sam Zielony Ład, czy sposób jego wdrażania?

Ja bym chciał, żeby tak samo jak kanclerz Niemiec broni niemieckiego przemysłu – polski premier bronił polskiego przemysłu. Nie mówił, że coś jest „opóźnione”, tylko jasno stanął po stronie naszej gospodarki. W tak ważnej sprawie jak Zielony Ład powinni móc wypowiedzieć się obywatele. Mam nadzieję, że Senat przyjmie wniosek pana prezydenta o zgodę na referendum w sprawie polityki Zielonego Ładu. Demokracja bezpośrednia jest zapisana w Konstytucji.

System handlu emisjami to rynek spekulacyjny. Dziś 40 euro za tonę, jutro 80, pojutrze 120 euro – nikt nie jest w stanie powiedzieć, z czego to wynika. To uderza w konkurencyjność naszej gospodarki. Francuzi mają atom i są zeroemisyjni – dla nich to łatwiejsze. My potrzebujemy czasu. Chcemy żyć w czystym środowisku, ale nie możemy w kilka lat wywrócić całej gospodarki. Rezolucje o 90-proc. redukcji emisji do 2040 r. są dla nas nie do przyjęcia. Nasza gospodarka tego nie udźwignie. A jeśli mówimy o bezpieczeństwie – o zbrojeniówce – to skąd weźmiemy energię na te inwestycje? Zagrożenie jest dziś, a państwo musi mieć realne możliwości działania już teraz.

Mija pół roku  kadencji Karola Nawrockiego. Jak pan ocenia ten okres?

 W pełni się sprawdza. Znałem pana prezydenta wcześniej i wiedziałem, że to będzie strzał w dziesiątkę. Nie pomyliłem się. Jest blisko obywateli, blisko swoich wyborców. Umowę programową zawierającą 11 zobowiązań, którą podpisaliśmy jeszcze w czasie kampanii prezydenckiej w sali BHP, realizujemy punkt po punkcie. Nie wpisywaliśmy do tej umowy nowych projektów, bo wiedzieliśmy, że przy obecnym rządzie nie da się ich przeprowadzić. Zresztą widać to po tym, jak marszałek Czarzasty mrozi projekty prezydenckie.

Reklama
Reklama

Nie ma pan poczucia, że Solidarność zbliżyła się do jednej opcji, że jest za blisko PiS?

Panie redaktorze, kupowanie chleba to też jest polityka. Jeśli jako największa centrala związkowa w Polsce chcemy mieć realny wpływ, musimy rozmawiać z politykami. Ja rozmawiam z nimi po to, żeby ich wykorzystać do naszych celów – nie moich, tylko pracowniczych. Nie możemy się izolować. Ja chętnie siądę do stołu także z premierem Tuskiem, tylko on nie chce rozmawiać. Ja usiądę do rozmów z każdym. Tylko jakoś nikt nie dyskutuje o tym, że OPZZ jest związany z lewicą. A Solidarności nie wolno? My mamy prawo współpracować z tymi, którzy pomagają realizować nasze cele – czyli przyjmować dobre dla pracowników ustawy. Tak było choćby za czasów Zjednoczonej Prawicy.

Pytałem niedawno przewodniczącego OPZZ o jego udział w marszu zorganizowanym przez KO przed wyborami w 2023 r. Mówił, że teraz by w takim marszu nie poszedł, jest rozczarowany rządem. Ale do pana jest zarzut, że po prostu się pan z PiS skleił – że jest pan za blisko właśnie.

Przewodniczący Ostrowski mówi, że teraz by w marszu z KO nie poszedł? Ale za dwa lata przy następnych wyborach pójdzie. Możemy się założyć. A ja nie jestem politykiem. Mówiłem już na początku – wielu dziennikarzy było przekonanych, że pójdę na ministra czy na posła. A ja jestem dalej w tym samym miejscu – jako związkowiec. Trzeba rozmawiać z politykami, bo to oni stanowią prawo, głosują w Sejmie i Senacie. Z kim mamy rozmawiać, jeśli nie z nimi? Mamy się odizolować? Od dwóch lat zapraszamy premiera na Radę Dialogu Społecznego. Nie znalazł czasu, żeby przyjść i rozmawiać. Tak dziś wygląda dialog ze stroną rządową.

Czytaj więcej

AI zalewa sieć coraz lepszymi fałszywkami. Detektory nie nadążają

Na koniec pytanie bardziej strategiczne. Jak pan widzi Solidarność za 10 lat? W świecie AI, automatyzacji i robotyzacji – czy związki zawodowe będą silniejsze, czy raczej zepchnięte na margines? 

Nie martwię się o przyszłość Solidarności. Widzę ją jasno, bo się profesjonalizujemy. Weszliśmy np. na platformę mObywatel z elektroniczną legitymacją. Jesteśmy jedynym związkiem zawodowym, który mówi wprost: kolejna rewolucja przemysłowa to codzienność. Tak jak kiedyś manufaktury zostały zastąpione maszynami, tak dziś cyfryzacja czy AI staje się rzeczywistością w miejscu pracy. Oczywiście będziemy decydować, będziemy się temu przyglądać, bo technologia ma wspierać pracownika, a nie go zastępować. Związki zawodowe są po to, żeby bronić ludzi pracy także w nowoczesnej gospodarce. My się profesjonalizujemy i to jest dla nas wartość dodana.

A jeśli przyjdą do pana ludzie, którzy stracą pracę przez automatyzację czy AI – informatycy, dziennikarze, pracownicy usług – osoby, które wcześniej nie miały nic lub niewiele wspólnego ze związkami zawodowymi? Czy Solidarność jest gotowa ich reprezentować?

Współpracujemy w tej sprawie na poziomie Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych. Jeśli problemy związane z AI się pojawią, będziemy o tym rozmawiać i reagować. Tak jak mówiłem: AI ma wspierać pracownika, a nie go wypierać.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Polityka
Generał Roman Polko: Ukraina potrzebuje wsparcia Europy, tak jak Polska programu SAFE
Polityka
Kulisy rozgrywki Ryszarda Czarneckiego. „Traktuje Brauna jak Leppera”
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Polityka
Prezydent kontra rząd ws. KRS, a Polacy chcą zgody. Najnowszy sondaż
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama