Warszawa, pierwsza prawdziwie wiosenna sobota tego roku. Słońce świeci nad Centrum Praskim Koneser – kiedyś fabryką wódki, dziś bardzo modnym kompleksem kawiarni, restauracji i biur, w którym mieści się między innymi Google Campus Warsaw, jedno z ważniejszych centrów innowacji. W tę sobotę w Koneserze są tłumy. To głównie ludzie w średnim wieku, z rodzinami, pary, grupy, na kawie w sieciowych kawiarniach, na zakupach czy w sklepach. Słowem: Idylla klasy średniej w stolicy.
Ale tego dnia w Koneserze spotyka się nie tylko wielkomiejska klasa średnia. W jednej z hal na terenie Centrum odbywa się kongres partii Polska 2050. To „kongres nowego otwarcia”. Po brutalnej kampanii wyborczej, która zakończyła się rozłamem wewnętrznym, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oficjalnie inauguruje swój czas jako liderka Polski 2050. Władzę oddaje jej były marszałek Sejmu Szymon Hołownia.
Hołownia mówi w Koneserze coś, co bardzo rzadko pada w świecie polityki – nie tylko polskiej zresztą. Przyznaje bowiem, że nie wszystko mu się udało. – Nie udało mi się zmienić polskiej polityki tak, jak chciałem – pada w obecności kilkuset działaczy z całej Polski. Ale Polska 2050 istnieje nadal – po rozłamie i wojnie wewnątrz, ale z milionami złotych rocznie subwencji w wojennym skarbcu. Ma też nowe przesłanie i cel. Jej liderka, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zapowiada, że chce być szefową rebelii wobec establishmentu. I wykorzystać gniew, lęk, bunt wręcz tych samych ludzi, którzy kilkaset metrów dalej piją espresso tonic. To wszystko jako „niepolityczna polityk”.
Czytaj więcej
W Warszawie rusza zjazd krajowy oraz kongres Polski 2050 Szymona Hołowni. Na kongresie ogłoszono, że partia zmienia nazwę.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jako przywódczyni ruchu oporu
Nowa liderka Polski 2050, jak nikt inny z całej koalicji rządzącej, ustawia się od soboty jako przywódczyni ruchu oporu – przeciwko temu, co nazywa „uśmiechniętym establishmentem”, którego nie da się zmienić. To „niereformowalne” elity z dzielnic „największych polskich metropolii”, z Wilanowa. Które, jak mówi ministra funduszy, zapomnieli o pozostałych Polakach, o ludziach klasy średniej, którzy coraz bardziej czują, że system działa przeciwko nim. Na celowniku są przede wszystkim deweloperzy, bo Pełczyńska-Nałęcz i jej zespół uznają, że jej dokonania w polityce mieszkaniowej, m.in. ustawa o jawności cen mieszkań czy rozwój Społecznych Inicjatyw Mieszkaniowych sprawia, że w tej sferze jest wyjątkowo wiarygodna. A mieszkalnictwo, kredyty, deweloperzy, teraz – najem krótkoterminowy (ustawa Polski 2050 równoległa z projektem rządowym jest w Sejmie) i jego wpływ na rynek nieruchomości to jeden z najczulszych punktów dla młodych ludzi. I to nie tylko w Warszawie.
– W klasie średniej wśród zwykłych ludzi budzi się gniew, bo czują, że system działa przeciwko nim i dlatego płaca, praca i mieszkanie. To jest trójca bezpiecznej codzienności Polski 2050 – mówi Pełczyńska-Nałęcz. To jest jej credo, opowieść, która ma poprowadzić jej partię do sukcesu w kolejnych wyborach.
One nie są w „Koneserze” wprost podkreślane, ale ten temat pojawia się już na horyzoncie. Zwłaszcza za sprawą PiS, bo od 7 marca Polskę objeżdża już Przemysław Czarnek, kandydat tego ugrupowania na premiera, który w ostatnią sobotę gościł w Kolbuszowej na Podkarpaciu. W trasę rusza też Sławomir Mentzen, lider Konfederacji. Prekampania więc trwa, ale Pełczyńska-Nałęcz chce się odróżnić. Pozycjonuje się jako antypopulistka, „wyraźne centrum”.
Centralnym punktem tej opowieści są nie tylko trzy wspomniane wcześniej hasła, ale też przede wszystkim propozycja przebudowy systemu podatkowego, która ma polegać m.in. na podwyższeniu II progu podatkowego i zmianach w ryczałcie. W tle pojawia się jeszcze coś, co może być najważniejszym tematem na 2027 r. zagrożenie dla rynku pracy wywoływane przez kasowanie tejże pracy przez AI. To najprędzej odczuje biurowa klasa średnia i przełoży się na jej styl życia. To już temat rozmów przy kawie i lunchach w modnych kawiarniach. W Krakowie i innych miastach jest szczególnie odczuwalne, bo to takie miasta jak stolica Małopolski są najbardziej narażone na skasowanie miejsc pracy.
Firmy AI to też nowy rodzaj globalnych Big Techów. O nich też mówi Pełczyńska-Nałęcz – w kontekście podatku cyfrowego i konieczności jego wprowadzenia.
Pełczyńska-Nałęcz w kontrze do premiera Tuska i „wizji bez wizji”
Donald Tusk oczywiście także pojawia się w opowieści nowej liderki Polski 2050 (partia przyjęła też nową nazwę, już bez nazwiska Hołowni, jest to po prostu Polska 2050 Rzeczpospolitej Polskiej). Mówi, że przyjaźń między nimi „jest szorstka”. Ale co więcej, odcina się od jego podejścia skondensowanego do hasła „jeśli ktoś ma wizję, to niech idzie do lekarza”. Co więcej, w dniu gdy wybuchła – po wywiadzie premiera Tuska dla TVN24 – awantura o zamykanie porodówki na Podkarpaciu, w Lesku, Pełczyńska-Nałęcz odnosi się do podziału nie tylko klasowego, ale i geograficznego. Mówi, że nie można zapomnieć o małych i średnich miastach, podkreśla znaczenie KPO jeśli chodzi o redystrybucję środków do Polski poza metropoliami. Trudno o większy w tej sytuacji kontrast. – Potrzebujemy pracy w całej Polsce dla każdego. Dla pracowników, dla polskich przedsiębiorców. Polska powiatowa, polska małomiasteczkowa musi dostać dzisiaj wsparcie. Bo inaczej młodzi wyjadą, seniorzy zostaną i będziemy mieli przeludnione metropolie i zapomniane miasta, a w nich zapomnianych ludzi. Nie możemy do tego dopuścić – powiedziała liderka Polski 2050.
Czytaj więcej
W kontekście nowego budżetu UE stawiamy na gospodarkę opartą na nowych technologiach i innowacjach, a nie taniej sile roboczej – mówi Katarzyna Peł...
Ale nad tym wszystkim wisi najważniejsze być może w polskiej polityce pytanie: o wiarygodność. Bo rzeczywiście jest wiele osób z klasy średniej, które dzisiaj czują lęk, strach, gniew i mają poczucie, że polska polityka przestała ich reprezentować. Tylko trzeba może zadać pytanie: „Czy Pełczyńska-Nałęcz jest wiarygodną postacią, by nas reprezentować?”. W końcu była nie tylko wiceszefową MSZ, ambasadorką Polski w Rosji, ale też wiele lat związana z Fundacją Batorego. Teraz chce prowadzić lud klasy średniej na barykady w kontrze do III RP, a przecież ktoś może powiedzieć, że ona przez wiele lat ją współtworzyła w jej absolutnym centrum. Z czego liderka Polski 2050 zdaje sobie sprawę, bo w przemówieniu próbowała pokazać, że odcięła się od błędów elit, które zna najlepiej – od środka.
Drugie ważne pytanie dotyczy Donalda Tuska. On jest przecież wybitnym surferem, który ostatnio wskoczył na centroprawicową falę, krytykuje ETS, unijne podejście do migracji, a temat związków partnerskich oddał PSL. Pełczyńska-Nałęcz też próbuje wskoczyć na falę, która trochę nie jest jej własna. Czy jej się to uda? W Koneserze w sobotę nie było odpowiedzi na to pytanie. Ale od dziś Polska 2050 może przynajmniej powiedzieć, że jest rebelią. Nie tylko w rządzie, ale i w całej polityce. A bycie rebelią wobec systemu bywa opłacalne. Zapytajcie tylko Jarosława Kaczyńskiego.