Polska została członkiem Unii Europejskiej 1 maja 2004 roku. To był świat, w którym nadal wydawała się obowiązywać hipoteza Francisa Fukuyamy o końcu historii. Głównym wyzwaniem dla bezpieczeństwa świata wydawała się Al-Kaida i radykalny islam sięgający po terroryzm, a na szeroko rozumianym Zachodzie panował konsensus co do prymatu prawa międzynarodowego nad siłą oraz niezgody na politykę imperialistyczną. Świat postrzegany był jako globalna wioska, w której wszyscy konsumujemy owoce wolnego handlu i transgranicznej współpracy, a wojna napastnicza wydawała się czymś, o czym można, co najwyżej, przeczytać w podręcznikach do historii.
Jakie miejsce może zająć Europa w nowym świecie? Są dwie możliwości
Świat AD 2026 ma jednak z tym z 2004 r. tyle wspólnego, ile krzesło z krzesłem elektrycznym. Bardzo szybko okazało się, że historia się nie skończyła, tylko – jak to ma w zwyczaju – zaczyna się powtarzać. Rosja Władimira Putina okazała się kolejnym wcieleniem imperialnej carskiej Rosji i żarłocznego ZSRR – czyli państwem, którego sensem istnienia jest wchłanianie kolejnych terytoriów. Chiny, jak się okazało, nie zamierzają być w nieskończoność dostawcą tanich towarów, mają za to apetyt na zastąpienie USA w roli hegemona. Z kolei Stany Zjednoczone pod rządami Donalda Trumpa najwyraźniej uznały, że rola strażnika globalnej demokracji opłaca się mniej niż neokolonialna polityka siły.
To nie są kosmetyczne zmiany kursu – to rewolucja w stosunkach międzynarodowych.
Czytaj więcej
Prezydenckie weto pokazuje silny antyeuropejski zwrot polskiej prawicy. I uderza w wizerunek Polski jako kraju, w którym panuje ponadpartyjna zgoda...
W tym nowym świecie Europa może zostać łupem agresywnych mocarstw lub sama stać się mocarstwem – tertium non datur. Europa, która ograniczy się do bycia wielką strefą wolnego handlu, w której, na poziomie politycznym, każdy ciągnie linę we własną stronę ugrywając mniejsze lub większe partykularne interesy, nigdy mocarstwem nie będzie. Będzie natomiast – z racji swojego potencjału gospodarczego, łakomym kąskiem. I – jak to przy posiłku bywa – będzie dzielona przez tych, którzy usiądą do stołu na mniejsze porcje, żeby łatwiej ją było strawić. Dla Polski to scenariusz katastrofalny, bo rzut oka na mapę wystarczy, by zobaczyć, które mocarstwo siedzi przy tej części stołu, na której możemy wylądować.
Świat AD 2026 ma z tym z 2004 roku tyle wspólnego ile krzesło z krzesłem elektrycznym
W jakiej sytuacji Unia Europejska nie zostanie mocarstwem?
Alternatywą jest próba wywalczenia sobie miejsca przy stole. Nie po to, aby powielać agresywne strategie, ale aby bronić ładu, który ma liczne wady, ale i tak jest lepszy od brutalnego imperializmu, którego tryumfalny marsz zaczynamy obserwować. Ale aby usiąść przy tym stole, Europa musi zewrzeć szeregi, stać się skuteczniejsza i w coraz większej liczbie spraw mówić jednym, europejskim głosem. Dopóki „nie” Viktora Orbána wysadza w powietrze strategicznie ważne dla Europy wsparcie finansowe dla Ukrainy, które może stanowić o być albo nie być Kijowa, nikt nie będzie traktował jej poważnie. A tak będzie, jeśli UE pozostanie taką Unią Europejską, do której wstępowaliśmy. Dlatego nawet drobne zmiany zwiększające zakres działania UE, takie jak np. powstanie instrumentu finansowego SAFE, są z punktu widzenia Polski dobre. Egzystencjalnym zagrożeniem nie jest dla nas bowiem za dużo UE – zagrożeniem jest sytuacja, w której UE będzie za mało.
Domaganie się tego, by Unia Europejska się nie zmieniała, to domaganie się dla Polski należnego jej miejsca. Niestety jest to miejsce w karcie dań.