Reklama

Krucha republikańska większość w amerykańskim Kongresie

Status większości, którą republikanie mają w Kongresie, wisi na włosku. Podobnie zresztą jak jedność w Partii Republikańskiej.

Publikacja: 16.02.2026 04:41

Mike Johnson

Mike Johnson

Foto: REUTERS/Kent Nishimura

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Dlaczego większość republikanów w Kongresie jest uznawana za kruchą?
  • Jakie wyzwania stoją przed przewodniczącym Izby Reprezentantów w obliczu niestabilnej większości?
  • Jaki wpływ ma Donald Trump na jedność w Partii Republikańskiej?
  • Co powoduje podziały w szeregach republikanów dotyczące polityki handlowej i międzynarodowej?
  • Jakie są potencjalne skutki nadchodzących wyborów połówkowych dla Partii Republikańskiej?
  • W jaki sposób kult jednostki Donalda Trumpa wpływa na przyszłość Partii Republikańskiej?

Korespondencja z Nowego Jorku

Reklama
Reklama

Republikanie od wyborów w 2024 r. mają niewielką większość w Izbie Reprezentantów – zaledwie pięciu mandatów. W praktyce czasem topnieje ona do zera. W ostatnich dwóch miesiącach bywało tak, że w głosowaniach brało udział dokładnie tyle samo ustawodawców republikańskich co demokratycznych. 

Czemu tak się dzieje? Od ostatnich wyborów trójka republikańskich ustawodawców sama zrezygnowała z funkcji, czyli Mark Green z Tennessee, Matt Gaetz z Florydy oraz Marjorie Taylor Greene z Georgii. Mike Waltz został ambasadorem USA przy ONZ. Doug LaMalfa zmarł. Do tego dochodzą przypadki losowe, choroby czy sprawy rodzinne, które czasem powstrzymują ustawodawców od uczestniczenia w głosowaniu. 

Czytaj więcej

Donald Trump chce przejąć kontrolę nad wyborami
Reklama
Reklama

W przeciwieństwie do Senatu, Konstytucja zabrania tymczasowych nominacji do Izby Reprezentantów. Każdy stan ma swoje zasady, jeśli chodzi o wybory na wolne miejsca w Kongresie, które w rezultacie czasem miesiącami pozostają nieobsadzone. 

W takiej sytuacji przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson nie może sobie pozwolić na to, aby któryś z republikańskich ustawodawców głosował nie po linii partii, a czasem musi manewrować, by upewnić się przed głosowaniem, że ma wymaganą frekwencję. Zdarzyło się już, np. w przypadku ustawy o przepisach dotyczących przepustowości słuchawek prysznicowych (ustawa, na której bardzo zależy prezydentowi), że głosowanie musiało zostać przełożone z powodu sygnalizowanej nieobecności republikańskich ustawodawców. 

Buntownicy w Partii Republikańskiej. Zaczęło się od walki o opublikowanie akt Jeffreya Epsteina

Przez ostatni rok prezydent Donald Trump, wykorzystując groźby i zastraszanie, z dużym powodzeniem utrzymał republikanów na Kapitolu w ryzach. Teraz jednak te taktyki zaczynają tracić swoją skuteczność. Pojawiają się grupy republikanów, którzy stawiają na swoim albo wyrażają opinie, które są sprzeczne z tym, czego oczekuje Donald Trump.

Zaczęło się od walki o opublikowanie akt Epsteina, które Donald Trump wolał trzymać pod zamknięciem. Prym w tej inicjatywie wiodło kilkoro republikańskich polityków, w tym Thomas Massie i Marjorie T. Greene. W tym roku przypadków opozycji wśród republikanów pojawia się więcej.

– To najbardziej rasistowska rzecz, jaka wyszła z tego Białego Domu – napisał na platformie X Tim Scott, jedyny czarnoskóry senator, w odniesieniu do postu Donalda Trumpa przedstawiającego Michelle i Baracka Obamów jako małpy. Słowa te odbiły się szerokim echem, bo Scott uznawany jest za oddanego sprzymierzeńca prezydenta. 

Reklama
Reklama

W ubiegłym miesiącu pięcioro senatorów republikańskich przeszło na stronę demokratów i poparło wniosek mający na celu uniemożliwienie prezydentowi podejmowania dalszych działań wojskowych w Wenezueli bez zgody Kongresu. 

Kilka dni temu sześcioro republikańskich kongresmenów dołączyło do demokratów w głosowaniu nad zniesieniem nałożonych przez prezydenta ceł na Kanadę. – Gdyby nie groźby odwetu ze strony Trumpa, około 30-40 republikanów dołączyłoby do nas – powiedział cytowany w portalu Politico republikański kongresman Don Bacon.

– Każdy republikanin, w Izbie Reprezentantów lub w Senacie, który zagłosuje przeciwko CŁOM, poważnie odczuje konsekwencje w czasie wyborów, w tym prawyborów! – napisał na swojej platformie, Truth Social, Trump, który w podobny sposób reaguje na wszelkie inne przejawy niesubordynacji. 

Sondaże przed listopadowymi wyborami. Republikanie stracą większość?

Wybory połówkowe w listopadzie to obecnie duże zmartwienie republikanów, bo mogą w nich stracić i tak już niedużą przewagę w Kongresie. Historycznie rzecz biorąc, partia, do której należy prezydent, traci większość i to jest jeden z najbardziej konsekwentnych trendów w historii politycznej Stanów Zjednoczonych. Do tego republikanom szkodzą niskie notowania sondażowe prezydenta Donalda Trumpa, które plasują się między 39 a 44 proc.

Wyborcy są bardzo niezadowoleni ze stanu gospodarki. Połowa z nich uważa, że jest gorzej, mimo asertywnych zapewnień prezydenta, że jest lepiej. – Jako kandydat w 2024 r. postawił wysoko poprzeczkę, obiecując poprawę i chwaląc się swoim doświadczeniem biznesowym. Teraz wyborcy uważają, że sytuacja ekonomiczna w ogóle nie jest jego priorytetem – mówi cytowany w „Wall Street Journal” analityk John Anzalone.

Po roku rządów Trumpa, którego niestandardowym poczynaniom republikańscy ustawodawcy się nie sprzeciwili, i które na wielu płaszczyznach zmieniły oblicze Ameryki, republikanie nie prowadzą w wielu badaniach opinii publicznej 

Reklama
Reklama

W sondażach dotyczących listopadowych wyborów do Kongresu demokraci wypadają lepiej. Zaliczyli też kilka znaczących zwycięstw w wyborach lokalnych w 2025 r. oraz w wyborach uzupełniających w okręgach dotychczas republikańskich, np. w bardzo konserwatywnym Teksasie, co jest objawem zmieniających się nastrojów społecznych.

– Mamy silną i prostą drogę do zwycięstwa w 2026 r. – powiedział niedawno przewodniczący mniejszości, senator Charles Schumer, wyrażając przekonanie, że w Senacie uda się demokratom przejąć mandaty w Maine, Karolinie Północnej i Ohio oraz na Alasce. 

Ruch MAGA zdominował Partię Republikańską. Wszystko się kręci wokół Donalda Trumpa

Partia Republikańska od 10 lat przechodzi transformację. Ze świecą szukać trzeba obecnie w Waszyngtonie polityków głośno wyznających reaganowskie zasady konserwatyzmu, takie jak decentralizacja władzy, stawianie się Rosji, która uważana była za „imperium zła”, budowanie sojuszy międzynarodowych, jasny język moralny w odniesieniu do autorytaryzmu. 

Czytaj więcej

Epstein nie przestaje prześladować Trumpa

To powoli zniechęca umiarkowanych, jak również niezależnych wyborców. Niezaprzeczalnie katalizatorem zmian było pojawienie się Donalda Trumpa, który z powodzeniem podporządkował sobie Partię Republikańską. Udało mu się przetrwać krytykę „tradycyjnych” republikanów, takich jak senatorowie John McCain, Mitt Romney, Jeff Flake i Bob Corker.

Reklama
Reklama

Niewielkie grono republikańskich ustawodawców, w tym kongresmenka Liz Cheney i kongresman Adam Kinzinger, którzy głosowali za jego impeachmentem, zostało potem ukaranych przez partię. W drugiej kadencji w najbliższych kręgach Trumpa nie ma już republikanów niezaliczających się do ruchu MAGA, którzy ograniczaliby jego działanie, tak jak to było w pierwszej kadencji.

Obecnie administracja zdominowana jest przez lojalistów Donalda Trumpa. Przez rok prezydentowi udało się utrzymać Kongres żelazną ręką, bo ustawodawcy zdają sobie sprawę, że ich polityczna przyszłość zależy od głosów zwolenników Trumpa. Politycy republikańscy ubiegający się o stanowiska muszą sygnalizować poparcie i lojalność wobec prezydenta, bo inaczej ich szanse na wygraną, a także fundusze płynące z partii, są znacznie ograniczone.

– [W pierwszej kadencji] osobowość Trumpa dzieliła prawicę, ale jego polityka, wypracowana w drodze kompromisu między lojalistami MAGA a tradycyjnymi republikanami, ją jednoczyła. Rok po rozpoczęciu drugiej administracji Trumpa sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Teraz jego osoba jednoczy koalicję, podczas gdy sprawy polityczne i społeczne ją dzielą – czytamy w komentarzu „Los Angeles Times”.

Mimo historycznie niskich notowań sondażowych, wciąż około 9 na 10 republikanów popiera Donalda Trumpa. Niemniej jednak, jeśli chodzi o kwestie takie jak handel, Ukraina i Izrael, aborcja, a do pewnego stopnia także imigracja – koalicja republikańska jest podzielona.

Reklama
Reklama

Przykładowo, części republikanów nie podoba się agresywny sposób, w jaki przeprowadzane są łapanki na imigrantów, choć większość popiera ideę deportowania nieudokumentowanych imigrantów. Zresztą szereg republikańskich ustawodawców, w tym senator Lisa Murkowski z Alaski i senator Susan Collins z Maine, ostro potępił zabicie dwóch obywateli amerykańskich w Minnesocie przez funkcjonariuszy ICE przeprowadzających tam łapanki imigrantów. Nawoływali też do „kompleksowego oraz bezstronnego śledztwa”, krytykując przy tym narrację przedstawicieli administracji Trumpa, którzy okrzyknęli ofiary „krajowymi terrorystami”.

Czytaj więcej

Interwencja Donalda Trumpa w Wenezueli wywołuje sprzeciw części jego zwolenników

Jak widać po tych reakcjach oraz ostatnich głosowaniach nad cłami dla Kanady czy ingerencji wojskowej w Wenezueli, różnice opinii dają o sobie znać. Dalsze losy Partii Republikańskiej zależeć będą od tego, czy zwyciężą poglądy czy osoba Trumpa. Na dłuższą metę, panujący w Partii Republikańskiej i scalający ją obecnie kult jednostki, może się okazać trudny do utrzymania, albo przetransferowany na kogoś innego, np. na J. D. Vance’a, który uznawany jest za następcę Trumpa w ruchu MAGA. Może się okazać, że gdy zabraknie Trumpa, górę wezmą podziały w Partii Republikańskiej.

Podobny efekt Trump lub jego brak może mieć w przyszłości na Partię Demokratyczną, którą obecnie scala opozycja wobec prezydenta i jego ruchu. Gdy zabraknie Trumpa, demokratom może zabraknąć siły jednoczącej. 

Polityka
USA-Izrael. Donald Trump na zawsze z Beniaminem Netanjahu
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Polityka
Co się stało na Grenlandii? Donald Trump wysłał tam amerykański statek szpitalny
Polityka
Ukraina odpowiada na groźby Węgier i Słowacji: Postawcie ultimatum Kremlowi
Polityka
Ambasador USA o aneksji Bliskiego Wschodu przez Izrael: Nie miałbym nic przeciwko
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama