Reklama

Jarosław Kaczyński szuka kandydata na premiera. Chce rozegrać Konfederację?

Jarosław Kaczyński nie zrezygnował z celu, jakim jest zdobycie 40 proc. poparcia PiS w 2027 r. Potrzebuje do tego być może jednej nowej osoby - kandydata na szefa rządu.

Publikacja: 14.01.2026 11:57

Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński

Foto: PAP

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie strategiczne cele stawia PiS Jarosław Kaczyński?
  • Dlaczego wybór kandydata na premiera jest kluczowy dla kampanii PiS?
  • Jakie zmiany planuje PiS w kontekście relacji z Konfederacją?

Na przełomie roku lider PiS – być może spacerując po Saskiej Kępie, gdzie tymczasowo przeprowadził się z Żoliborza – sformułował kilka strategicznych założeń na kolejne miesiące. Jedno z nich to próba znalezienia kandydata na premiera, który skupi na sobie uwagę mediów i będzie twarzą PiS przed wyborami, które mają odbyć się jesienią 2027 r.. W PiS coraz wyraźniej słychać, że nie chodzi o powtórzenie manewru z „premierem technicznym”, czyli ze zgłoszeniem w Sejmie takiego kandydata, jak w 2012 r. prof. Piotr Gliński. Kaczyński zdaje sobie sprawę, że mogłoby się to skończyć nie tylko porażką w głosowaniu, ale też próbami ośmieszenia przez koalicję rządzącą, a to byłby fatalny sygnał na starcie długiej kampanii. Ten wariant – jak słyszymy – został już odłożony ad acta. Ale znalezienie twarzy kampanii wydaje się konieczne.

Reklama
Reklama

Na Nowogrodzkiej dominuje za to poczucie, że mimo codziennych problemów, strategicznie sprawy układają się lepiej niż przed kilkoma miesiącami. – Przetrwaliśmy medialny szturm alternatywnej prawicy. Mentzen ma kłopoty, wobec Brauna jest jasna strategia i decyzja o „szlabanie”. Wojny frakcyjne zostały względnie uciszone. Morale się poprawia – opisuje nastroje w partii nasz rozmówca. Pojawiło się poczucie, że możliwa jest kontrofensywa, chociaż sondaże nadal wskazują, że poparcie dla PiS jest poniżej 30 proc., wciąż mniejsze niż lidera badań poparcia dla partii – Koalicji Obywatelskiej. PiS nadal musi tłumaczyć się z takich spraw, jak azyl Zbigniewa Ziobry w Budapeszcie. 

Czytaj więcej

Kulisy klubu PiS. Jarosław Kaczyński odcina się od współpracy z Grzegorzem Braunem

Jarosław Kaczyński szuka twarzy PiS na kampanię. Czy będzie to ktoś z młodego pokolenia? 

Temat „kandydata na premiera” zaczął pojawiać się jeszcze w grudniu ubiegłego roku. Jeśli do przedstawienia twarzy kampanii rzeczywiście dojdzie, to raczej w tym roku niż w roku wyborczym. Być może już po zamknięciu aktualnego etapu objazdu Polski wykonywanego przez polityków PiS i przejściu do kolejnego, czyli do spotkań we wszystkich gminach.

Reklama
Reklama

Na razie na giełdzie nazwisk pojawiał się m.in. Zbigniew Bogucki, przymierzany wcześniej jako jeden z potencjalnych kandydatów na prezydenta. Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że Karol Nawrocki był z szeregu przyczyn bardzo sceptyczny wobec tego pomysłu i kandydatura przestała być rozważana. Nie ma też mowy ani o Tomaszu Szatkowskim, ani o Piotrze Nowaku (o czym informowała m.in. Interia). Z różnych przyczyn. Szatkowski został np. niedawno sekretarzem frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w PE i jego zaangażowanie w krajową politykę ma być wykluczone. 

Foto: Paweł Krupecki

Jeśli PiS miałby na kogoś postawić, to musi to być ktoś, kto „uciągnie” kampanię parlamentarną, sprawdzi się w mediach, będzie osobą poważaną w samej partii, z pewnego rodzaju autorytetem wewnętrznym. Argument dotyczący młodości też się pojawia, ale nie musi być decydujący. Tak jak kwestia tego, czy wybór kandydata będzie jednocześnie akceptowalny dla wszystkich frakcji oraz prezesa PiS. 

Jarosław Kaczyński snuje nową opowieść o Grzegorzu Braunie. Mówi, że głos na niego to głos na Donalda Tuska 

Zmieniło się też nastawienie Jarosława Kaczyńskiego do Grzegorza Brauna. Prezes PiS nie tylko wykluczył możliwość współpracy z nim, ale coraz częściej mówi wprost, że głos na jego formację to głos stracony, a w praktyce oddany na Donalda Tuska. To zagranie, które ma być elementem strategii na 2027 r. W ten sposób PiS ma zaprzestać ścigania się na radykalizm z Braunem, co jest w praktyce samobójcze dla tej partii, ale nie rezygnować z walki o demobilizację lub przeciągnięcie części jego wyborców. 

Układ sił w obecnym Sejmie

Układ sił w obecnym Sejmie

Foto: PAP

PiS bardzo uważnie przygląda się temu, co dzieje się w drugiej Konfederacji. Sławomir Mentzen ma kłopoty wewnętrzne m.in. za sprawą konfliktu z europosłanką Ewą Zajączkowską-Hernik, którą odwołał ze stanowiska prezesa podwarszawskiego okręgu Nowej Nadziei. Krzysztof Bosak ma z kolei problem np. z zarzutami związanymi z jego studiami Collegium Humanum. Konfederacja w ostatnim badaniu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” traci też mocno na rzecz Grzegorza Brauna. PiS chce to rozgrywać.

Reklama
Reklama

Co najważniejsze, Kaczyński publicznie jednak chwali Bosaka, a Mentzena i jego partię nazywa wprost społecznymi darwinistami. W ubiegły piątek Kaczyński jednoznacznie poparł reformę PIP i odciął się od liberalnych głosów w swojej partii np. Przemysława Czarnka. To też oznacza, że być może program PiS na 2027 nie będzie tak liberalny, jak chcieliby niektórzy w jego własnej formacji. Od reformy PIP odcinał się w PiS zresztą nie tylko Czarnek, ale PiS i jego stratedzy liczą nadal na pierwsze miejsce w sondażach, a nie na „zwycięstwo na punkty” z KO. Ściśle liberalne postulaty byłyby – z tego wynika przybrana przez Kaczyńskiego strategia – zbyt wąskie dla tak szerokiego elektoratu. PiS ma bardziej pozostać partią „dużego namiotu” z wieloma nurtami w środku. Bo Kaczyński, jak słyszymy, w praktyce nie porzucił celu, który zarysował w Przysusze już w ubiegłym roku – czyli zdobycia 40 proc. poparcia.

Szukanie potencjalnych sprzymierzeńców wewnątrz Konfederacji to bardzo świadoma strategia. Koalicja PiS z Krzysztofem Bosakiem i jego „narodową” częścią Konfederacji jest dla obydwu stron dużo łatwiejsza niż sojusz z Mentzenem. Wiedzą o tym obydwaj, ale Bosak publicznie – ze względu na swoją wiarygodność - musi się od tego odcinać. 

Sławomir Mentzen za to swoją nową partię nazwał „Imperium Kontratakuje”. Kaczyński liczy na to, że w tym roku jego własne imperium rzeczywiście będzie kontratakować. Ale do tego potrzebuje powrotu do liczb, które dawały mu pełnię władzy. Chodzi o poparcie na poziomie tego z 2019 r., gdy PiS osiągnęło rekordowy wynik 8 milionów głosów. Aby jednak ten sam wynik dał dziś Kaczyńskiemu władzę, potrzebne jest coś jeszcze: demobilizacja części elektoratu koalicji 15 października (Trzecia Droga sama się zresztą zdezintegrowała), czyli frekwencja dużo niższa niż w 2023 r. Innymi słowy: PiS liczy, że wyborcy, tacy jak z wrocławskiego Jagodna, tym razem zostaną w domu.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Tomasz Siemoniak o fali cyberataków na polskie instytucje: odwieczny pojedynek tarczy i miecza
Polityka
Zbigniew Ziobro na Węgrzech. Używa ChatGPT, by wyjaśnić, dlaczego nie wraca
Polityka
Fogiel o azylu Ziobry: Żurek fantazjuje o przywożeniu kogoś w bagażniku
Polityka
Polska 2050 zwróci się do ABW. „Zewnętrzna próba ingerencji”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama