Reklama

Jaki wpływ na polską scenę polityczną będzie miał atak USA na Wenezuelę?

Amerykańska inwazja pokazała, jak głęboka linia podziału istnieje w polskiej polityce. Wyborcom i politykom koalicji rządzącej bliżej do Unii Europejskiej, a PiS do Stanów Zjednoczonych. Polski mit o dobrym wujku z USA właśnie się rozpływa - komentują eksperci. To będzie miało wpływ na wybory w 2027 r.

Publikacja: 05.01.2026 12:12

Czy atak USA na Wenezuelę wywrze wpływ na polską politykę?

Czy atak USA na Wenezuelę wywrze wpływ na polską politykę?

Foto: REUTERS

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jak wydarzenia w Wenezueli wpływają na polską debatę polityczną?
  • Dlaczego Donald Trump budzi skrajne emocje wśród polskich polityków?
  • W jaki sposób kontekst międzynarodowy kształtuje kampanie wyborcze w Polsce?
  • Jakie stanowiska prezentują różne partie polityczne w Polsce w sprawie interwencji USA?

Rok 2026 zaczął się od powrotu twardej geopolityki i spraw międzynarodowych, które rzutują na politykę krajową. Tak było już wielokrotnie, a sztabowcy dużych partii narzekali nieraz w rozmowach z „Rzeczpospolitą”, że nie sposób przebić się z własnym komunikatem, gdy tak wiele dzieje się na świecie. Tak jest również tym razem. Zwłaszcza, że sprawa dotyczy Donalda Trumpa – czyli osoby, która wśród polskich polityków budzi skrajne emocje. Każda ze stron sporu na swój sposób wykorzystuje tematy geopolityczne. 

Czytaj więcej

Papież Leon XIV zabrał głos po zatrzymaniu Maduro, wskazał na suwerenność Wenezueli

Radosław Sikorski krytykuje prawicę w sprawie Wenezueli 

Jedną z osi sporu jest legitymizacja działania Donalda Trumpa w sprawie Wenezueli. Do ataku – być może z myślą o kampanii prezydenckiej w 2030 r. – ruszył m.in. szef MSZ Radosław Sikorski. W charakterystycznym dla siebie stylu zapytał na X: „Mija kolejna doba jak nasi suwereniści nie bronią suwerenności Wenezueli. Czyżby obowiązywała tylko wobec Unii Europejskiej, która jej nie zagraża?”. To oczywiście nawiązanie do stanowiska polskiej prawicy – zarówno PiS, jak i partii bardziej skrajnych – dotyczącego „suwerennego” kursu w Unii Europejskiej.

Atak USA na Wenezuelę

Atak USA na Wenezuelę

Foto: PAP

Reklama
Reklama

Sikorski uderza tu w dwa tony: jednocześnie wykorzystuje niechęć prawicy do obecnego kształtu UE, jak i nie zapomina o wsparciu polityków PiS dla dotychczasowej polityki Trumpa. Sprawa oczywiście jest jednak szeroko komentowana w mediach. Np. Krzysztof Bosak, jeden z liderów Konfederacji mówił w Radiu ZET, że atak USA na Wenezuelę pokazuje „że w stosunkach międzynarodowych liczą się twarde zasoby i skuteczność”. To też jeden z nurtów dyskusji – swego rodzaju „realizm” kontra prawo międzynarodowe. 

Szefowa klubu Lewicy w Sejmie Anna Maria Żukowska wspomniała za to o złamaniu prawa międzynarodowego przez administrację Trumpa. „Czy teraz tak będzie? Czy odbędą się teraz w Wenezueli wybory? Kto je zorganizuje i kto je uzna? Czy USA ma jakiś plan, czy tylko sobie porwali Maduro i żeby go osądzić (przed jakim sądem i na podstawie jakich przepisów?) lub osadzić w Guantanamo?” – zastanawia się posłanka Żukowska. O złamaniu prawa międzynarodowego pisał też na X lider Partii Razem, Adrian Zandberg. 

Rządowe reakcje i spór z PiS o Wenezuelę 

W tle dyskusji o Wenezueli pojawia się oczywiście Ukraina. premier Donald Tusk we wpisie na X odniósł się do tego pośrednio – cytując krytyczny wobec całej sprawy nagłówek „Moscow Times” i pisząc po angielsku o rosyjskim poczuciu humoru. 

Z kolei minister funduszy i rozwoju Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z Polski 2050 podkreśliła we wpisie na serwisie X, że „(...) niestety USA w praktyce zastosowało zasadę imperialną. Czyli o tym kto rządzi, w sąsiednim kraju może zdecydować siła militarna jego sąsiada. Świat w którym takie myślenie i działanie staje się powszechne, jest dla nas światem groźnym”.

Reklama
Reklama

Na to z kolei odpowiedział Paweł Jabłoński, poseł PiS, który stwierdził m.in., że „zamiast rozpaczać, że świat jest groźny i niesprawiedliwy, należy budować siłę własnego państwa, budować armię, wzmacniać służby – a przede wszystkim nie oddawać suwerenności pod kontrolę obcych państw i instytucji działających w ich interesie. A przy tym utrzymywać jak najsilniejszy sojusz z USA – nie mamy ŻADNEGO interesu, żeby stawać w tej sprawie po stronie komunistycznego bandyty Maduro”.

Ta wymiana zdań dobrze ilustruje oś sporu między rządem (orientującym się bardziej na UE) oraz PiS (orientującym się bardziej na Trumpa) w polskiej polityce. To samo dotyczy różnic zdań komentatorów sceny politycznej – tych wspierających obóz progresywny oraz tych, którzy wspierają obóz konserwatywny.

Co o Donaldzie Trumpie myślą Polacy? Opinie są podzielone 

Ale jak na Trumpa patrzą wyborcy? Odpowiedź przynosi badanie OGB zlecone przez National Polish American Foundation, a opisywane 2 stycznia przez Business Insider. Wynika z niego, że 57,68 proc. Polaków uważa USA za przyjaciela Polski, a za wroga – tylko 9,71 proc. Jeszcze silniej wybrzmiewa to wśród osób o poglądach prawicowych – ponad 70 proc. z nich widzi w USA przyjaciela naszego kraju. Najbardziej proamerykański jest elektorat PiS, najmniej – partii Razem. Podobny podział jest, jeśli chodzi o zaufanie dla samego Trumpa, które deklaruje 31,72 proc. badanych w tym sondażu. O braku zaufania mówi 40,07 proc. respondentów. Ponownie – jest to podział niemal ściśle partyjny, w którym wyborcy PiS ufają Trumpowi najbardziej. 

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Komunikat Trumpa z Caracas

Spojrzenie na wyniki tego badania pozwala lepiej zrozumieć aktualną debatę w sprawie uderzenia USA na Wenezuelę. I nie ma wątpliwości, że politycy zarówno PiS, jak i koalicji rządzącej dysponują wiedzą o nastawieniu własnych wyborców do Donalda Trumpa i Stanów Zjednoczonych. 

Reklama
Reklama

Jak kształt tej debaty i jej możliwy rozwój komentują eksperci? 

– Moim zdaniem mit USA w Polsce właśnie się rozpływa. Przez dekady opierał się on na przekonaniu, że Ameryka wspierała Polskę – tak jak Ronald Reagan i Wielka Brytania wspierali ją w kontrze do ZSRR w czasie zimnej wojny. Tyle że w Polsce, zwłaszcza w okresie „Solidarności”, niemal w ogóle nie dostrzegano innej strony tej polityki: faktu, że wobec krajów Trzeciego Świata USA zachowywały się bardzo podobnie do ZSRR – czyli, mówiąc dzisiejszym językiem, „imperialnie”. Tak było np. w Panamie w 1989 r., w Chile w 1973 r. i później w latach 80., podczas przewrotów na Haiti i na Grenadzie czy przy wielokrotnych prób obalenia reżimu na Kubie. Te doświadczenia nie funkcjonowały w polskim dyskursie publicznym. Aż do teraz. Dopiero dziś w Polsce zaczyna się dostrzegać, że Stany Zjednoczone łamią zasadę walki „o wolność waszą i naszą”. Co istotne, nie dokonała tego nawet inwazja USA na Irak w 2003 r. – mówi nam Piotr Maciej Kaczyński, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego.

Widowiskowa inauguracja „doktryny Donroe” to kolejny etap erozji starego porządku, która przywraca logikę stref wpływów. A nowy świat jest dla państw średnich – takich jak Polska – strukturalnie groźniejszy

Karolina Zbytniewska, redaktorka naczelna EURACTIV.pl

„Doktryna Donroe” a Polska. Świat po ataku USA na Wenezuelę jest dla Polski „strukturalnie groźniejszy”

Co jeszcze oznacza spór o Wenezuelę i interwencję USA w kontekście krajowym? – Geopolityka nie daje nam w Polsce o sobie zapomnieć. Wojna Rosji przeciwko Ukrainie wciąż rysuje zasadnicze linie podziału i mobilizacji politycznej. Operacja USA wymierzona w Wenezuelę dokłada do tego kolejny wymiar, mimo że tym razem to nie wojna na naszym progu, ale działania daleko poza Europą. Zwłaszcza, gdy Donald Trump ogłasza „Donroe Doctrine”, czyli personalizowaną wersję doktryny Monroe’a, w której Zachodnia półkula staje się przestrzenią amerykańskiej dominacji. Zamach na wenezuelskiego dyktatora pokazuje, że doktryna ta nie jest abstrakcją. Politycznie przynależący do Europy, ale geograficznie do Ameryki Północnej Grenlandczycy już dziś niepokoją się, że pewnego dnia ta logika zapuka również do ich drzwi – i że decyzje o ich ziemi zapadną na cudzych warunkach – mówi nam Karolina Zbytniewska, redaktorka naczelna EURACTIV.pl. 

– Dlatego bombardowania i porwanie urzędującej głowy państwa to coś więcej niż kolejny epizod w polskim sporze o Trumpa. Tu stawką jest porządek międzynarodowy oparty na zasadach. Gdy hegemon używa siły poza jakimkolwiek uzgodnionym mandatem, deptane od 2013 r. prawa człowieka w Caracas stają się na chwilę tłem, a na pierwszy plan wraca pytanie o dopuszczalność porządkowania świata siłą. Widowiskowa inauguracja „doktryny Donroe” to kolejny etap erozji starego porządku, która przywraca logikę stref wpływów. A nowy świat jest dla państw średnich – takich jak Polska – strukturalnie groźniejszy. Tym bardziej, że wybór tego, w której strefie będziemy, może nie należeć do nas. W każdym razie nie będzie to strefa wpływów „wujka Donalda” – dodaje w rozmowie z nami Zbytniewska.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Trump: Grenlandia jest nam potrzebna, absolutnie. Atak USA na Wenezuelę wzmógł obawy Danii

Na to wszystko nakładają się kolejne tematy. – Epoka końca historii ostatecznie się więc… skończyła. Geopolityka – czy chcemy, czy nie – będzie współdefiniować polską kampanię 2027 r. i całą naszą politykę w najbliższych latach. Dla Polski oznacza to, że nie możemy pozwolić, by zasady międzynarodowe przestały obowiązywać – także wtedy, gdy naruszają je nasi najważniejsi sojusznicy. Bo w świecie „siły bez zasad” mamy najwięcej do stracenia. Na koniec dodam: Polska jest w Europie i w Unii Europejskiej. Nasza pozycja i bezpieczeństwo zależą od tego, czy Europa potrafi reagować spójnie – i czy potrafi bronić porządku opartego na prawie także wtedy, gdy to niewygodne. Wielokrotnie pokazała, że nie potrafi ze względu na nieporozumienia po stronie jej państw członkowskich. A o nie jeszcze łatwiej, gdy same państwa nie potrafią się określić. Tak, Paweł Jabłoński ma rację: budujmy siłę własnego państwa, budujmy armię, wzmacniajmy służby. Ale pamiętajmy, że „w Europie są dwa rodzaje państw. Państwa małe oraz takie, które jeszcze się nie zorientowały, że są małe” – puentuje Zbytniewska.

To wszystko sprawia, że chociaż Wenezuela oddalona jest od Polski o tysiące kilometrów – to wydarzenia w Caracas mogą mieć wpływ na to, co dzieje się w Warszawie i na to, co wydarzy się w Polsce w 2026 i 2027 r. Zwłaszcza, że nic nie wskazuje na to, że Trump zrezygnuje z prowadzenia swojej polityki po udanej akcji schwytania Maduro. I nic nie wskazuje na to, by polityka zagraniczna pozostała jedynie tłem dla sporów krajowych.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
„Tu są warianty wojenne, nie ma części wspólnych”. Grzegorz Schetyna o relacjach rządu z prezydentem
Polityka
Czy Morawiecki odejdzie z PiS? Jarosław Kaczyński ma problem z byłym premierem
Polityka
Bosak o zatrzymaniu Maduro: Iluzje liberalnych instytucji nie rządzą
Polityka
Sondaż: Czy Polacy uważają Niemcy za zagrożenie dla Polski?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama