Po pierwsze, amerykański prezydent po raz kolejny potwierdził, że arbitralnie kończy epokę iluzji pokojowej równowagi, gdzie za stabilność w geopolityce odpowiada balans sił mocarstw, polityczne bloki czy Organizacja Narodów Zjednoczonych z jej siłami rozjemczymi. Tej rzeczywistości już nie ma! – udowodnił Trump. Weszliśmy w epokę power politics, w której rządzi siła i jej faktyczni dysponenci.
Piszę „po raz kolejny”, bo atak na Caracas nie był pierwszą demonstracją arbitralnego użycia siły przez Waszyngton. Pierwszym akcentem amerykańskiej power politics był czerwcowy atak bombowców na instalacje nuklearne Iranu; równie precyzyjny i równie skuteczny; władza ajatollahów została skompromitowana i znacznie osłabiona. W ramach power politics Amerykanie mogą więc zaatakować kogo chcą, gdzie chcą i kiedy chcą.