– Nie spodziewaliśmy się, że wybory dadzą taki rezultat – mówił 33-letni przywódca Jens-Frederik Nielsen, lider opozycyjnej dotychczas partii Demokraatit, która zdobyła najwięcej, bo prawie 30 proc. głosów – ponadtrzykrotnie więcej niż w poprzednich wyborach.
Partie dotychczas rządzącej koalicji znalazły się na trzecim i czwartym miejscu. A drugie zajęła lewicowa i również opozycyjna Naleraq. Obie zwycięskie partie opowiadają się za niepodległością. Lewica chce referendum w tej sprawie. – Ale nikt nie ostrzy noży, krzycząc „Niepodległość! Niepodległość!” – mówił dziennikarzom grenlandzki geolog Minik Rosing, przekonując, że wszystko odbywa się bardzo spokojnie.
– My nie chcemy niepodległości już jutro – mówił szef zwycięskiej partii.
„Rozwód z alimentami”, czyli kto będzie utrzymywał sferę socjalną wyspy
Grenlandczycy chcą bowiem „rozwodu z Danią z alimentami”, jak mówią komentatorzy wydarzeń na polarnej wyspie, która nagle stała się sławna z powodu zakusów Donalda Trumpa. Prawie połowę budżetu Grenlandii (ok. 600 mln euro) pokrywają wpłaty z Danii, której wyspa jest autonomiczną częścią. Tymczasem problemy opieki zdrowotnej czy bezpłatnego szkolnictwa dominują w rozmowach mieszkańców Grenlandii, których jest niewiele ponad 60 tys. osób.
Wszyscy obawiają się, że po ostatecznym zerwaniu z Danią nie stać ich będzie na utrzymanie sfery socjalnej. Nie wiadomo jednak, co Kopenhaga sądzi o ewentualnym dotowaniu niepodległej już wyspy.
Partia Naleraq z kolei proponuje podpisanie z USA traktatu obronnego. Wtedy mogliby liczyć na finansowanie z Waszyngtonu. Do stycznia duża część Grenlandczyków nie wyrażałaby sprzeciwu, tym bardziej że amerykańskie oddziały stacjonują u nich czasu drugiej wojny światowej. Ale zachowanie Donalda Trumpa – który nie wykluczył nawet zbrojnego najazdu na wyspę, byle stała się częścią Stanów – odstręczyła wielu Grenlandczyków.
– Nie chcemy być częścią USA z jasnych powodów: ich systemu opieki zdrowotnej i ich Trumpa – wyjaśniała dziennikarzom jedna z mieszkanek stolicy wyspy. W trakcie ostatnich debat telewizyjnych przed wyborami przedstawiciele wszystkich partii startujących w nich wyrażali niechęć wobec lidera USA. Przed głosowanie 31-osobowy parlament przyjął ustawę zabraniającą politykom otrzymywania finansowania z zagranicy, obawiając się, że Waszyngton zechce ich przekupywać.
Jednocześnie miejscowi politycy nie chcą też rozmawiać z przedstawicielami innych mocarstw. Nielsen odmówił odpowiedzi na pytania rosyjskiego dziennikarza, który znalazł go w komisji wyborczej. Wcześniej Rosjanie koniecznie chcieli usłyszeć, czy lider Demokraatit skłonny jest wpuścić na wyspę rosyjskie koncerny.
Jednak głównym problemem dla Grenlandczyków pozostają USA, a właściwie Donald Trump.
– Mam wrażenie, że z powodu zachowania amerykańskiego prezydenta w ostatnim czasie bardzo zmniejszyła się nasza chęć zbliżania się do USA – mówił ustępujący premier Mute Egede.
– Zasługujemy na szacunek, a nie sądzę, by amerykański prezydent go demonstrował – dodał. Być może Grenlandczycy zmieniliby zdanie, gdyby Trump ich przeprosił.