Pierwsza część książki, zajmująca 298 z 334 stron to pisane przez Listkiewicza wspomnienia z kariery dziennikarza, sędziego, działacza piłkarskiego. Druga to rozmowy z bohaterem. Być może byłoby lepiej, gdyby te proporcje zostały odwrócone.

Listkiewicz prawo do takiej książki ma jak mało kto, bo w każdej z dziedzin odnosił sukcesy. Nie tylko zna ludzi znanych, ale i oni jego znają. W dodatku może z nimi rozmawiać w ich językach.

Dopóki pełnił rozmaite funkcje publiczne, nawet bezpardonowo atakowany, nie walił na odlew, mimo że czasami adwersarze na to zasługiwali. Jako człowiek kulturalny, a bywało, że i świadomy swoich błędów, odpowiadał z godnością lub wcale.

Czytaj więcej

Trener Marek Gołębiewski zarządził obowiązkową naukę języka polskiego dla zagranicznych piłkarzy Leg
Czarna godzina Legii. Sytuacja wynika w znacznym stopniu z polityki transferowej

Teraz uznał, że już można. Dokonał zabiegu takiego, jak przed laty Kazimierz Kutz w swoich książkowych wspomnieniach „Klapsy i ścinki". Przypomniał postacie czasami niewarte pamiętania tylko po to, żeby im przywalić.

Kilka osób nie będzie zadowolonych, inni nie zareagują, bo już nie żyją. Nie dziwię się Listkiewiczowi, że zdecydował się na niepochlebne opinie w stosunku do kogoś, kto kompromitował się publicznie. Ale jeśli usłyszał od prezydenta RP coś na ucho, to nie wypada cytować tego w książce. W dodatku na pierwszej stronie.

Listkiewicz decydował, co ma znaleźć się w pierwszej części, bo to jego książka. Nie wiem, jaką rolę mieli współautorzy przy wyborze tych wspomnień, ale przydałby się ktoś życzliwy autorowi, kto odwiódłby go od zamieszczenia niektórych anegdot i dowcipów koszarowo-futbolowych. Coś, co można od biedy zaakceptować w męskich rozmowach przy szóstym piwie, nie musi nadawać się do publikacji w dużym nakładzie. Podobnie jak liczne wulgaryzmy, które wprawdzie są cytatami, ale do kulturalnego Michała nie pasują i on ich na co dzień nie używa.

Czytaj więcej

Robert Lewandowski
Robert Lewandowski wybrany piłkarzem roku przez dziennik "Tuttosport"

Opowiedział, co chciał, w pierwszej osobie, to jego wybór, ale gdyby zamiast tego Łukasz Olkowicz i Piotr Wołosik, bardzo dobrzy i dociekliwi dziennikarze „Przeglądu Sportowego", zadawali pytania, czytelnicy dowiedzieliby się jeszcze więcej.

Tak, jak z ostatniej części, w której pytają Listkiewicza o sprawy prywatne, korupcję wśród sędziów, a on opowiada o kulisach wyborów w PZPN, przyznania Polsce i Ukrainie prawa organizacji mistrzostw Europy, zatrudniania selekcjonerów, sędziowania na mundialach, relacji z działaczami i politykami.

Listkiewicz przyznaje się też do kilku błędnych decyzji, które mieliśmy mu za złe: „czarnej owcy", kiedy zaczęła się afera korupcyjna, poparcia dla szemranego bydgoskiego biznesmena, tekstu o Feliksie Dzierżyńskim. Nie wspomina natomiast o swojej bezinteresownej pomocy materialnej dla wielu kiepsko sytuowanych osób. To dobrze o nim świadczy i tych, którzy go znają od lat, nie zaskakuje. My wiemy, że Michał to człowiek życzliwy ludziom.

„Listek”. Michał Listkiewicz, Łukasz Olkowicz, Piotr Wołosik; Ringier Axel Springer Polska, Biblioteka Przegląd Sportowy, Warszawa 2021