Remis z wicemistrzami Europy daje selekcjonerowi czas, a po porażce na Euro 2020 kredyt zaufania dla jego projektu był na wyczerpaniu. Pracę dyplomową Paulo Sousa obronił w ostatnim terminie. Polacy w trzech wrześniowych meczach zdobyli siedem punktów i choć zajmują trzecie miejsce w grupie, to wszystkie karty w walce o miejsce dające udział w barażach mają w rękach.

Nasz zespół traci punkt do Albańczyków, ale rywale grali już rewanż z San Marino. Polacy w dwóch z czterech ostatnich spotkań zmierzą się z outsiderami. Możliwe, że kwestię awansu wyjaśni już październikowy wyjazd do Tirany, ale nawet wówczas do samego końca będzie o co grać.

Ważny każdy punkt

Polacy mają tylko teoretyczne szanse na pierwsze miejsce w grupie, bo tracimy pięć punktów do Anglików, których także czekają jeszcze spotkania z Andorą i San Marino. Druga lokata to jednak nie cel, ale przede wszystkim środek służący do jego realizacji. Baraże są trudne, bo dwustopniowe, a w walce o wyjazd na mundial znaczenie będzie miał każdy punkt.

Czytaj więcej

Upór, wiara i ambicja

Udział wezmą w nich zespoły z drugich miejsc i dwóch najwyżej notowanych zwycięzców grup Ligi Narodów, którzy nie wywalczyli awansu lub prawa udziału w barażach. Wiele wskazuje na to, że tymi „szczęśliwymi przegranymi" będą Austriacy oraz Czesi lub Walijczycy.

Baraże składają się z półfinałów (24–25 marca) oraz finałów (28–29 marca). Każda faza to jeden mecz, rewanżów nie ma. Sześć najlepszych drużyn z drugich miejsc (decydują punkty zdobyte w rywalizacji z zespołami, które zajęły w grupach miejsca od pierwszego do piątego) będzie rozstawionych i rozegra półfinał przed własną publicznością. Gospodarzy decydujących starć wyłoni losowanie.

To oznacza, że dziś Polacy w półfinale mogliby trafić na Ormian czy Norwegów, ale już w finale potencjalnymi rywalami byliby Szwajcarzy i Szwedzi. Awans na przyszłoroczny mundial uzyska tylko 13 zespołów z Europy. Sukces widać na horyzoncie, ale wciąż jest bardzo daleko.

Umieją się podnosić

Ważne, że po remisie z Anglikami znów mamy powody do optymizmu. Wrześniowe mecze pokazały, że Polakom lepiej gra się z rywalami mocniejszymi, jakby dostosowywali swój poziom do klasy przeciwnika. Nasz zespół po raz kolejny potwierdził też, że umie się podnosić. Mamy drużynę-feniksa, skoro w siedmiu z jedenastu meczów za kadencji Sousy odrabialiśmy straty.

Czytaj więcej

Paulo Sousa, trener reprezentacji
Paulo Sousa: Zasłużyliśmy na punkt, wynik jest sprawiedliwy

Drużyna narodowa staje się spójnym projektem, może nawet jednym organizmem. Takim, gdzie zgodnie z zapowiedziami Sousy ważniejszy jest sposób i filozofia gry niż nazwiska w składzie, choć wygrana w kiepskim stylu z Albanią (4:1) budziła wątpliwości.

Zremisowaliśmy z wicemistrzami Europy, pomimo że drużynę znów nawiedziła fala problemów. Patrząc na listę kontuzji, możemy się spierać, czy jedenastka złożona z nieobecnych (Arkadiusz Milik, Krzysztof Piątek, Piotr Zieliński, Mateusz Klich, Bartosz Bereszyński, Kacper Kozłowski, Krystian Bielik) nie jest silniejsza od tej, która grała z Anglikami.

Polacy nie boją się inicjatywy i posiadania piłki, choć kolektywny wysiłek wielokrotnie niweczyły błędy obrony. – Musimy sprawić, żeby mecz toczył się z dala od naszego pola karnego – zapowiadał przed spotkaniem z Anglikami Sousa.

Czytaj więcej

Drużyna Jacka Magiery (na zdjęciu) nie poniosła jeszcze w tym sezonie porażki
Ekstraklasa. Legia jedzie do Wrocławia

Nasi zawodnicy za kadencji poprzedniego selekcjonera Jerzego Brzęczka w meczach z Holendrami (0:1, 1:2) i Włochami (0:0, 0:2) pozwalali rywalom na przejęcie kontroli nad spotkaniem. Dziś w kadrowiczach nie ma strachu, skoro toczyli równorzędne boje z Hiszpanami (1:1) oraz Anglikami (1:2, 1:1). Koledzy tym razem dostroili się poziomem do gry Roberta Lewandowskiego, choć – co słusznie zauważyli nawet brytyjscy dziennikarze – nasi zawodnicy w momentach najtrudniejszych zawsze kierują piłkę do niego, jakby jeszcze nie do końca sami wierzyli w siebie.

Styl jest, czas na wyniki

Na pewno wierzy w nich Sousa, może nawet za bardzo. Jego pomysł na drużynę zasługuje na życzliwy optymizm, kierunek rozwoju jest zachęcający, ale trzeba też pamiętać, że Portugalczyk na razie nie zrealizował jeszcze żadnego celu – Euro 2020 zakończył porażką, a udział w mundialu to wciąż odległa perspektywa. Czas, aby wyniki nadążyły za stylem.

Eliminacje zakończymy na Stadionie Narodowym, gdzie nie przegraliśmy od 20 meczów. Anglicy byli najpotężniejszym rywalem, jaki przyleciał do Warszawy od czasu zwycięstwa nad Niemcami. Tamten mecz był fundamentem sukcesów drużyny Adama Nawałki. Może teraz remis z Anglią przekona kadrowiczów, że stać ich na więcej.