Pracownik może poinformować organy ścigania, a nawet media, o naruszeniu prawa w zakładzie pracy. Najpierw jednak powinien ujawnić nieprzychylne dla pracodawcy informacje zwierzchnikowi. Dopiero gdy to okaże się nieskuteczne lub niecelowe, można zawiadomić prokuraturę i opinię publiczną.
Do takiego wniosku doszli jednogłośnie sędziowie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (sygnatura akt: 28274/08).
Rozpatrywana przez nich sprawa dotyczyła Brigitte Heinisch, niemieckiej pielęgniarki geriatrycznej. Kobieta była zatrudniona w domu opieki dla osób starszych. W zakładzie pracowało za mało osób, na skutek czego zaniedbywano podopiecznych. Pracownicy byli także zmuszani do fałszowania dokumentacji.
Nie można zwolnić z pracy za korzystanie z wolności wypowiedzi
W listopadzie 2004 r. pani Heinisch wraz ze swoim adwokatem wysłała pismo do dyrekcji. Zażądała wyjaśnień, w jaki sposób spółka zamierza sobie poradzić z nieprawidłowościami. Z powodu braku reakcji powiadomiła prokuraturę. Jej zdaniem spółka świadomie nie zapewniała odpowiedniej opieki, narażając pacjentów na zagrożenie zdrowia i życia.
Postępowanie jednak umorzono, a zaraz po tym Heinisch została zwolniona z pracy. Kobieta wraz ze związkiem zawodowym przygotowała ulotkę, z której wynikało, że zwolnienie było "politycznym środkiem dyscyplinarnym".
W ulotce wspomniano o złożeniu zawiadomienia o przestępstwie. Spółka, która dowiedziała się o nim dopiero z ulotki, postanowiła zwolnić Heinisch w trybie natychmiastowym. Sąd uznał, że zwolnienie było legalne, bo pracownica działała na szkodę pracodawcy.
Trybunał w Strasburgu nie zgodził się z orzecznictwem krajowym. Uznał bowiem, że ulotka była środkiem korzystania przez pracownicę z wolności wypowiedzi. Skarżąca działała w dobrej wierze i w interesie publicznym, a mimo to została wobec niej zastosowana najwyższa możliwa sankcja przewidziana w prawie pracy. Według Trybunału ingerencja w wolność słowa była zbyt daleko idąca.
Zobacz serwis
»
»
»