W debacie o współczesnych polskich inteligentach – ich roli, deficycie i stereotypach – powraca jedno pytanie: czy jest to grupa, która jeszcze cokolwiek znaczy? Dawna elitarność inteligenta przekształciła się w źródło szyderstw, a niegdyś nobilitująca tożsamość wydaje się obecnie przynosić jedynie wstyd. Jednak to właśnie inteligencja – paradoksalnie spychana na margines przez narrację popkulturową i polityczną polaryzację – może określać granice publicznej debaty.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Daria Chibner: Jeszcze nigdy tak bardzo nie potrzebowaliśmy inteligentów

Wykluczenie po 89 r. było początkiem końca

Wspomnienie transformacji ustrojowej 1989 r. przewija się jak refren – to wtedy według Estery Fliger narodził się podział na elity i „prowincję”. Wykluczeni zostali niekoniecznie najbiedniejsi, ale ci, którzy „nie partycypowali w sprawiedliwym podziale dóbr” albo nie przyjęli odpowiedniego zestawu poglądów. To wtedy w społeczeństwie utrwaliło się przekonanie, że kto „sobie nie radzi”, sam jest winien swojej sytuacji. Narracja elit, nadająca ton dyskusji, kształtowała wyobrażenia o tym, do kogo należy prawo do uczestnictwa w debacie publicznej, kto ma autorytet i prawo do określania, „jak należy myśleć”.

Czytaj więcej

Estera Flieger: Nie oddajmy niepodległości Polski inteligenckim smutasom

Pozytywna opowieść o Polsce

Analiza kryzysu autorytetów prowadzi Esterę Fliger do pytania, na czym dziś budować wspólną tożsamość. Zauważa, że elity pielęgnują martyrologiczne podejście do historii i patriotyzmu, a pozytywne narracje – jak ta o otwarciu się na ukraińskich uchodźców po 24 lutego 2022 r. – często uchodzą za „idealizm”, nieistotny dla debaty publicznej. Zdaniem publicystki, „nie rozumiemy, że nawet jak raz się pochwalimy, nie negujemy czarnych kart z naszej historii”. Potrzeba nam opowieści, która będzie afirmować wspólnotę, a nie tylko rozliczać winy.

Czytaj więcej

„Cezar”: 20 minut i rządzimy Rzymem

Renesans długich rozmów i śmierć dyskusji

Estera Fliger dostrzega też nowy fenomen: renesans długich podcastów i debat internetowych trwających godzinami. Paradoksalnie jednak, platformy społecznościowe, które miały być współczesnym agorą, „zabijają konwersację”, ograniczając reakcje do lajków. W efekcie każdy może mówić, ale coraz trudniej o prawdziwy spór – i coraz mniej jest przestrzeni na refleksję, którą kiedyś wypracowywali właśnie inteligenci.