W każdej
walce trzeba przede wszystkim pilnować bilansu sił. Adam Bodnar ma świadomość, że są tacy, którzy domagają się od niego zatrzymania procesu
zaprzysięgania nowego prezydenta, ale nie są to sojusznicy na tyle liczni ani
silni, by zmotywować go do boju z wiatrakami. Zna stanowisko premiera i jego
koalicjantów, którzy nie chcą walczyć z Nawrockim. Doskonale też wie, że
sojusznika we wstrzymaniu procesu zaprzysiężenia nie znajdzie w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, która we wtorek zapewne ogłosi ważność wyborów z 1
czerwca. Gdyby jednoznacznie stwierdziła, że wybory są nieważne, sprawa byłaby
jasna. Krytyczne stanowisko ministra sprawiedliwości współgrałoby z Sądem
Najwyższym.