Zanim Marcel Łoziński (ur. 1940) został członkiem Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej, a także Europejskiej Akademii Filmowej, ukończył Wydział Łączności Politechniki Warszawskiej, a w 1971 roku reżyserię w PWSTviT w Łodzi.
Był reprezentantem pokolenia filmowców, którzy w latach 70. XX wieku manifestowali sceptycyzm wobec ówczesnej rzeczywistości i władzy. Z tego powodu wiele jego filmów latami czekało na premierę. Nie stronił od tematów, które wygodniej byłoby przemilczeć, ani pokazywania tego, co w państwie socjalistycznym zgrzytało. Każdy z jego niemal 50 dokumentów to starannie przemyślana opowieść, w której detal rozrosnąć się potrafi do rangi głównego bohatera.
Marcel Łoziński, twórca walczący z cenzurą
W 1980 roku Łoziński został zwolniony z Wytwórni Filmów Dokumentalnych w Warszawie.
– Gdy zaczynaliśmy pracę nad nową produkcją, mówiłem ekipie: „Słuchajcie, niestety będzie półka, nastawcie się na to”. Ponieważ filmy tworzyliśmy w grupie złożonej z przyjaciół, wiedzieliśmy, co robimy – wyjaśniał w jednym z wywiadów.
O swoim warsztacie mówił: – Nie interesuje mnie ani czysty dokument, ani fabuła z aktorami. Robiąc „czysty dokument” – tylko patrzymy. W fabule – posługujemy się wymyślonymi schematami. Staram się wyciągnąć korzyści z obu metod: fabularnej i dokumentalnej. Staram się wpłynąć na rzeczywistość, a następnie stworzoną sytuację traktować jako otwartą.
Gdy zaczynaliśmy pracę nad nową produkcją, mówiłem ekipie: „Słuchajcie, niestety będzie półka, nastawcie się na to”. Ponieważ filmy tworzyliśmy w grupie złożonej z przyjaciół, wiedzieliśmy, co robimy
Jego dokument „89 mm od Europy” opowiadający o granicy w Brześciu, na której spotykają się – lecz nie rozumieją – światy Wschodu i Zachodu, był w 1994 roku nominowany do Oscara.
Swego rodzaju kalendarium polskich wydarzeń jest „Po zwycięstwie 1989–1995”, w którym kolejne zdarzenia – od rozwiązania PZPR i wyprowadzenia jej sztandaru z Sali Kongresowej, poprzez inflację, plan Balcerowicza, rząd Mazowieckiego, prezydenturę Wałęsy, komentują świadkowie i uczestnicy przełomowych wydarzeń.
Marcel Łoziński: spojrzenie na świat zmienia się z wiekiem
Wspaniałą, skłaniającą do refleksji opowieścią jest film „Wszystko może się przytrafić” (1995), który w 2016 roku został wybrany najlepszym dokumentem w historii polskiego kina w plebiscycie publiczności organizowanym w ramach projektu „100/100. Epoka Polskiego Filmu Dokumentalnego”. Bohaterem tego inscenizowanego filmu był 6-letni wówczas Tomek, syn reżysera, który pytał napotkanych w parku starszych ludzi o miłość, śmierć, starość. Dociekliwe, ale i spontaniczne pytania zadawane przez chłopca, otwierały rozmówców.
– Jest to fantastyczny wiek – wiek już rozumu, ale i jeszcze wiek emocji, kiedy człowiek jest totalnie nieskrępowany – mówił Łoziński w jednym z wywiadów.
Czytaj więcej
Polskie filmy dokumentalne zdobywają prestiżowe laury na zagranicznych festiwalach. To niewątpliwie powód do dumy, problem jednak polega na tym, że...
Na film spadł deszcz zasłużonych nagród: m.in. Golden Gate Award na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w San Francisco. Rok wcześniej w Oberhausen otrzymał wyróżnienie Jury Katolickiego oraz Nagrodę Klubów Filmowych FICC. W tym samym roku na Bornholmie na Festiwalu Filmów Państw Bałtyckich zdobył Grand Prix. W Polsce nie obyło się chociażby bez Złotego Smoka – Grand Prix na KFF w Konkursie Międzynarodowym.
Historia „Wszystko może się przytrafić” miała też ciąg dalszy. Po kilkunastu latach Łoziński nakręcił „A gdyby tak się stało” – film, w którym 18-letni już Tomek ponownie przyszedł do parku. Widział puste już ławki, ale powracały wspomnienia. Powstała słodko-gorzka opowieść o dojrzewaniu.
Marcel Łoziński i listy do Pana Boga
Z 2008 roku pochodzi „Poste restante”, zaledwie 14-minutowa poetycka opowieść o niedoręczonym liście – nie do zapomnienia.
- Kiedyś Andrzej Wajda przyniósł mi wycinek prasowy o tym, że w Koluszkach istnieje Wydział Przesyłek Niedoręczalnych Poczty Polskiej, w którym ląduje rocznie około 70 tysięcy listów, w tym kilka tysięcy adresowanych do Pana Boga. Bardzo mnie to zaciekawiło – tak Łoziński przedstawiał genezę dokumentu na KFF, na którym jego projekt został uhonorowany statuetką Srebrnego Smoka. Zdobył później także Europejską Nagrodę Filmową.
Odwaga obnażania uczuć Marcela Łozińskiego
W 2013 roku premierę miał ostatni dokument Marcela Łozińskiego „Ojciec i syn w podróży”, wciągająca, pełna emocji opowieść, a zarazem jego najbardziej prywatny film.
Był plonem wyprawy, którą odbył kamperem razem ze swoim synem Pawłem – także znakomitym dokumentalistą.
Kiedyś Andrzej Wajda przyniósł mi wycinek prasowy o tym, że w Koluszkach istnieje Wydział Przesyłek Niedoręczalnych Poczty Polskiej, w którym ląduje rocznie około 70 tysięcy listów, w tym kilka tysięcy adresowanych do Pana Boga. Bardzo mnie to zaciekawiło
– Na początku chciałem zrobić film o ojcu i o mnie. O naszej relacji, układzie, uwikłaniu – opowiadał Paweł Łoziński „Rz”. - Myślałem, że go nakręcimy w Warszawie, ale okazało się, że o ile rozmowy są interesujące emocjonalnie dla nas, to widza mogą znużyć, bo gadanie jest mało filmowe. Stąd pomysł, by wsiąść do kampera i ruszyć w podróż. Naturalnym kierunkiem była Francja i Paryż, w którym ojciec się urodził. I gdzie po wielu latach pochował nielegalnie swoją mamę w Ogrodzie Luksemburskim. Co zamierzyliśmy – wykonaliśmy. A potem powstały z tego dwa filmy, bo mamy różne spojrzenia na naszą relację.
Czytaj więcej
By zobaczyć ten film warto odłożyć wszystko. Dziś w TVP 1 o 23.35 dokument „Ojciec i syn" – wyjątkowe kino drogi - opowieść o Marcelu i Pawle Łoziń...
W dowód uznania za swoje dokumenty wnikliwie opowiadające o ludziach i świecie, Łoziński został uhonorowany wieloma prestiżowymi nagrodami.
Dla widzów najważniejsze, że jego filmy – przede wszystkim poruszają i wzruszają.