Co było pierwszą iskrą „Mafii” – reportaże śledcze, akta spraw, rozmowy z diasporą czy pana własne wspomnienia? Jak rozrysowaliście łańcuch wartości pomiędzy fabryką, granicą a szwedzką ulicą? Co było najtrudniejsze do udokumentowania?
Jesteśmy dramaturgami, nie audytorami, celem nie było skompilowanie dossier, tylko napisanie dramatu. Pierwszą iskrą była dla mnie Szwecja lat 90. – moment, gdy państwo podniosło podatki od tytoniu i w praktyce schowało się za polityką, a wojna na Bałkanach otworzyła lukę na rynku. Szwedzcy przestępcy dostrzegli okazję: sprzedawać papierosy bezpośrednio detalistom i ominąć podatki. Brzmiało to jak echo amerykańskiej prohibicji z lat 20. i 30.